17 października 2018 r. Imieniny obchodzą: Lucyny, Małgorzaty, Wiktora

Pogoda: Siedlce

Numer 42
18-24 października 2018r.

menu

NEWS

Dlaczego tegoroczne wybory będą inne od tych sprzed czterech lat? W bieżącym wydaniu ECHA podajemy informacje o zmianach w zasadach głosowania.

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Historia

 
 

Z Polski do Argentyny

25 lipca 2017 r.

Spotkania z Rodakami


fot. Arch. rodzinne

Cztery lata temu Gajewscy wyruszyli na Okęcie, by powitać Claudia Rodaka, który wraz z najbliższymi wyruszył zza oceanu do kraju swego ojca. Wzięli ze sobą transparent z napisem „Rodak”. Gościom z Argentyny ułatwił rozpoznanie rodziny, budząc przy okazji niemałe zdziwienie wśród oczekujących na samolot…

Opowieść o rodzinie z Argentyny Katarzyna i Dariusz Gajewscy z Siedlec zaczynają od listu w języku hiszpańskim, który w 2013 r. otrzymała mieszkająca w Białej Podlaskiej mama pani Katarzyny - Krystyna Ignatowska. Jego nadawcą był Claudio Rodak, syn Władysława - brata babci pani Kasi. - Napisał w nim, że chciałby zobaczyć ojczyznę ojca i poznać rodzinę. Już mailowo zaczęliśmy wymieniać się informacjami, zdjęciami itd. W lipcu przyleciał do Polski z żoną Aną, córką Claudią i jej chłopakiem. Nie przypuszczaliśmy, że zdecydują się na ponowny przyjazd - opowiada K. Gajewska tuż po kolejnej wizycie argentyńskiej gałęzi Rodaków na przełomie kwietnia i maja br.

 

Listy pokreślone przez cenzurę

 

Pradziadkowie pani Katarzyny ze strony mamy - Katarzyna i Wojciech Rodakowie - mieszkali w Styrzyńcu, wiosce leżącej 10 km od Białej Podlaskiej. Mieli troje dzieci: Juliana, Władysława i Bronisławę. Na początku II wojny światowej obaj synowie najprawdopodobniej zostali powołani do wojska. Do rodzinnego domu nigdy nie powrócili. Julian zginął w obozie jenieckim na Majdanku. Władysława zawierucha wojenna rzuciła do Argentyny. - Babcia Bronisława (po mężu Budzyńska) przez wiele lat utrzymywała kontakt z wujkiem Władysławem, jak go zawsze nazywaliśmy - mimo że był dla nas dziadkiem. Często do siebie pisali. Pamiętam, że listy od niego przychodziły pokreślone na czarno przez cenzurę. Babcia, czytając je, zawsze płakała. Często powtarzała z żalem, że jest na świecie sama jak palec - wspomina K. Gajewska. Oboje - Władysław i Bronisława - zmarli w 1995 r. Urwał się też kontakt między Styrzyńcem a Buenos Aires.

 

Zajrzeć w przeszłość

 

Kiedy swój przyjazd do Polski - po wymianie listów i aktualnych zdjęć rodzinnych - zapowiedział Claudio Rodak, Gajewscy zaczęli szukać informacji o Władysławie, stanowiącym ogniwo łączące dwie nieznające się rodziny. Okazało się wtedy, że Rodakowie sprowadzili się do Styrzyńca z Choszczowa w gm. Puławy. Gajewscy odkryli też, że starszy o pięć lat Julian Rodak wprawdzie przebywał na Majdanku, dokąd trafił schwytany podczas łapanki w Warszawie, jednak spod Lublina przewieziony został do obozu w Buchenwaldzie i to tutaj zmarł. Największe zaskoczenie przyniosło jednak stopniowe poznawanie losów Władysława - już z pomocą jego syna Claudia.

 

Chłopak ze Styrzyńca w RAF

 

- Informacje o wujku służącym w RAF przewijały się w naszej rodzinie. Ale dopiero spotkanie z Rodakami zrodziło pytania o drogę, jaką musiał przebyć Władysław, w chwili rozpoczęcia wojny mający 22 lata, z niewielkiej wioski do Dywizjonu Bojowego 301 - przyznaje K. Gajewska.

Claudio o szczegółach tej drogi wie mało, głównie dlatego, że ojciec niechętnie opowiadał o wojnie. Wedle jego relacji Władysław do RAF trafił po ucieczce z więzienia. Walczył w Afryce i pod Monte Cassino.

Potwierdzeniem faktu, że W. Rodak (ur. 25 kwietnia 1917 r., zm. 13 lipca 1995 r.) związany był z lotnictwem, jest obecność jego nazwiska na tzw. Liście Krzystka stanowiącej wykaz personelu Polskich Sił Powietrznych w WB. Wynika z niej, że służył w randze LAC (Leading Aircraftman - według stopni RAF), zaś przydzielony mu numer służbowy RAF to 781691. Obecności w Afryce bądź innym kraju wschodnim dowodzi pejzaż zachowanego zdjęcia, do którego W. Rodak pozował, stojąc obok wielbłąda, zaś udziału w walkach na froncie - fotografia w mundurze, na czołgu. Do Argentyny wyruszył z żoną i trzema innymi Polakami (wszyscy poślubili Włoszki) właśnie z Włoch, gdzie mieszkał do 1948 r.

 

Jak to w rodzinie

 

Kiedy w sobotni wieczór 29 kwietnia wchodzę do domu Gajewskich, już od progu słychać w nim gwar rozmów - barwną mieszankę hiszpańskiego, angielskiego i polskiego. Tym razem Claudio oprócz żony i najmłodszej córki zabrał ze sobą do Polski starszą córkę Ingrid i jej męża oraz ojca swego zięcia. Pierwsza wizyta, poświęcona głównie zapoznaniu się z rodziną, rozbudziła tylko zainteresowanie Polską i Europą. Rodakowie z Argentyny zobaczyli wtedy Styrzyniec, zwiedzili Majdanek, Muzeum Powstania Warszawskiego i samą stolicę. Tym razem Siedlce były ostatnim punktem na mapie ich trwającej prawie dwa tygodnie podróży, obejmującej m.in. Malbork, Gdańsk, Poznań, Kraków, Wieliczkę, Katowice, ale też Pragę, Bratysławę i Wiedeń.

Rozmowa - z jednej strony dzięki wsparciu najmłodszych reprezentantek dwóch rodzin najlepiej operujących angielszczyzną, z drugiej - niezwykłej otwartości gości i gospodarzy - toczy się wartko. Jest rodzinnie i bardzo serdecznie. Przeglądamy zdjęcia, a wspomnienia z przeszłości przeplatają się z wrażeniami z podróży i salwami śmiechu.

 

Na własnym podwórku

 

- Czujemy się w Polsce jak w domu! - rzuca z entuzjazmem Claudia, żywiołowo, z uśmiechem opowiadając o wrażeniach. Z dyplomacją chwali życzliwość Polaków wobec przybyszy z zagranicy, dającą się jej zdaniem porównać tylko z tą, jakiej doświadczyć można w Argentynie… Rodzice - Claudio i Ana proszą, żeby przetłumaczyła na angielski, że placki ziemniaczane to najlepsze jedzenie na świecie, kopalnia soli w Wieliczce jest najpiękniejszym miejscem, jakie widzieli, i że strasznie podoba im się typowo polskie powitanie: trzykrotny pocałunek. - Zachwyceni byli tym, że Polska jest tak różnorodna i że można u nas tyle zwiedzić, obejrzeć - D. Gajewski podsumowuje wrażenia swoich gości. - Argentyńczycy dużo podróżują, ale kiedy Claudio wieczorem wyszedł ze mną na dwór, pospacerował po rosie, posłuchał kumkania żab w stawie, stwierdził, że rozumie nasze przywiązanie do domu, do własnego podwórka. Myślę, że odezwała się w nim polska część jego duszy - dodaje.

 

Droga bez powrotu

 

- Droga do Polski była zamknięta dla takich jak ojciec ze względu na rządy komunistów. Rozważając w 1948 r. wyjazd z Europy, rodzice brali pod uwagę Argentynę, Australię i Kanadę. Wybrali Argentynę, gdzie wcześniej wyemigrowało sporo osób z rodziny mamy - mówi Claudio. Octavia i Władysław wraz z urodzonym we Włoszech bratem Claudia - dwuletnim wówczas Dariem, zamieszkali w Buenos Aires, w jednopokojowym mieszkaniu razem z ciotką Octavii. Władysław próbował zatrudnić się na lotnisku, ale nie udało się to ze względu na nieznajomość języka. Jako mechanik znalazł pracę w fabryce cukierków. Pracował 12-14 godzin dziennie. Po roku Rodakowie kupili kawałek ziemi na obrzeżach Buenos Aires, a z czasem wybudowali dom.

O powrocie do Polski nie było mowy. - Rodzice dorabiali się, my byliśmy mali, ciągle brakowało pieniędzy - mówi Claudio. - Poza tym ojciec słyszał, że komuniści nie wpuszczają do kraju emigrantów. Powtarzał historię o Polaku, który chciał wrócić, ale w porcie, już w Polsce, został bardzo pobity - wspomina.

 

Czekał na listy z Polski

 

- Ojciec niechętnie wspominał przeszłość, szczególnie okres wojny. O domu rodzinnym też mówił niewiele, ale powodem tego była raczej niechęć do okazywania wzruszenia. On był prawdziwym „macho” - przyznaje z uśmiechem, pokazując odbitkę tak drogiego sercu Władysława biało-czarnego zdjęcia: jako młody chłopak stoi z rodzicami obok drabiniastego wozu. Zaprzężony jest do niego biały koń. W tle - drewniany płot i jabłoń. Powiększone, oprawione w ramki - wisiało nad jego łóżkiem.

- Kiedy przychodził list z Polski, tato ważył go w dłoni. Jeśli był nieco cięższy, oznaczało to, że w środku są zdjęcia. Bardzo na nie czekał, tak jak na wieści o gospodarce, o pracach w polu. Tłumaczył nam często, jak wyglądało sadzenie ziemniaków. Cieszył się z opłatka, który zawsze przesyłała mu rodzina przez Bożym Narodzeniem - opowiada Claudio. Przyznaje też, że czytając listy z domu, Władysław zawsze płakał, dlatego krył się z nimi w zaciszu swego pokoju.

Żyjąc w kraju, którego - mimo wielkiej różnorodności kulturowej - językiem jest hiszpański, W. Rodak nie nauczył synów języka swojej ojczyzny. On sam każdego dnia modlił się po polsku, na klęczkach. Tak też zastała go śmierć.

 

Warto szukać

 

Pytani o ciąg dalszy niedawno odkrytej rodzinnej historii, znanej tylko w zarysie, Gajewscy przyznają, że noszą się z zamiarem dokładnego zrekonstruowania losów Władysława.

Zdaniem Piotra Hodyry, autora wydanej w 2016 r. książki „301 Dywizjon Bombowy”, kontynuatora spuścizny Tadeusza Krzystka, jaką jest lista Polaków PSP w Anglii, istnieje możliwość, że W. Rodak trafił do Włoch wraz z armią gen. Andersa. - Oznaczałoby to, że po wrześniu 1939 r. został on wywieziony na Wschód i wraz z tworzoną przez Andersa armią przedostał się na Zachód. Być może dopiero później otrzymał przydział do Polskich Sił Powietrznych, gdzie służył jako mechanik, członek personelu naziemnego - tłumaczy.

- Skoro zakwalifikował się do naziemnej służby lotniczej, musiał albo ukończyć w Polsce szkołę o profilu mechanicznym, a takie szkoły funkcjonowały w Siedlcach i w Brześciu nad Bugiem, albo też posiadać predyspozycje, tj. umiejętności techniczne, dzięki którym został mechanikiem wojskowym, zapewne po szkoleniu lotniczym w Wielkiej Brytanii - mówi Tomasz Demidowicz, regionalista, historyk, autor słownika biograficznego „Lotnicy Podlasia”. Przyznaje zarazem, że garść informacji o wojennych losach W. Rodaka brzmi bardzo intrygująco. I że warto szukać odpowiedzi na pytania, które kryje jego biografia.

 

Monika Lipińska

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

VIII Diecezjalna Pielgrzymka Mężczyzn


Hasło „Bóg - Honor - Ojczyzna” towarzyszyło uczestnikom Diecezjalnej Pielgrzymki Mężczyzn, zgromadzonym w sanktuarium bł. Męczenników Podlaskich. [fot. Jarosław Kurzawa]

FOTOGALERIA

Ars sacra El Greca


Siedem obrazów pędzla hiszpańskiego mistrza z XVI w. - El Greca, które przyjechały do Siedlec z katedry w Toledo oraz muzeów w Wiedniu i Walencji, można oglądać w siedleckim Muzeum Diecezjalnym. Otwarcie wystawy „Ars sacra El Greca” poprzedziła uroczysta gala zorganizowana w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach 4 października. Na wystawie czynnej do końca listopada - obok „naszej” „Ekstazy św. Franciszka” - prezentowane są dzieła: „Św. Weronikę z chustą”, „Ukrzyżowanie z widokiem Toledo”, „Św. Franciszek w ekstazie”, „Ukrzyżowanie”, „Św. Franciszek z bratem Leonem medytujący o śmierci” czy „Św. Franciszek z bratem Leonem”. Wystawę przygotowano w związku z setnymi rocznicami: odzyskania niepodległości i erygowania MD w Siedlcach. [fot. Urząd Miasta]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
OSG 2018
IV edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018 odbędzie się w dniach 18-19 października br. w Siedlcach na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym. Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”.
więcej »
Przed Orszakiem św. Mikołaja
„Aby podobać się Bogu i ludziom - św. Mikołaj i św. Stanisław Kostka w oczach dzieci i młodzieży” - to hasło ogólnopolskiego konkursu literacko-plastycznego ogłoszonego przez parafię pw. św. Mikołaja w Lublinie.
więcej »
Ten cenny czas
18 października, o 12.00, w Sokołowskim Ośrodku Kultury odbędzie się konferencja podsumowująca projekt TEN CENNY CZAS.
więcej »
 

POLECAMY


Dzielimy się słowem
Za kilka miesięcy odbędzie się setne Nocne Czuwanie Młodych. Z tej okazji organizatorzy przygotowują specjalną książkę.
więcej »
Papiestwo było mu pisane?
W tym roku mija 40 lat od wyboru Karola Wojtyły na papieża. Czego nie wiemy o kulisach konklawe, które dało światu Jana Pawła II? Dlaczego kardynał z Krakowa został wybrany akurat w 1978 r.?
więcej »
 

SONDA

 

Różaniec w moim życiu...

to modlitwa, która dodaje mi sił

jest wyrazem dziecięcej ufności we wstawiennictwo Maryi

to modlitwa, bez której nie wyobrażam już sobie życia

jest sposobem na przedstawianie Bogu próśb i podziękowań

piękno i sens tej modlitwy odkrywam każdego dnia



LITURGIA SŁOWA


Środa XXVII tygodnia okresu zwykłego
Czytania:
Ga 5, 18-25; Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 ;
Łk 11, 42-46

Ewangelia:
Łk 11, 42-46

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR