20 lipca 2018 r. Imieniny obchodzą: Czesław, Hieronim, Fryderyk

Pogoda: Siedlce

Numer 29
19-25 lipca 2018r.

menu

NEWS

A najnowszym numerze pielgrzymkowe ABC!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Rozmowy

 
 

Rozmowa Echa

25 października 2017 r.

Nie taki święty, jak go malują


fot. WIKIPEDIA.ORG

Rozmowa z Natalią Budzyńską, autorką książki „Brat Albert. Biografia”.

Brat Albert był człowiekiem uduchowionym, ale jego droga na ołtarze nie była prosta. Wiodła przez mnóstwo emocji, cierpień i traum. Przecież gdy miał 17 lat, brał udział w powstaniu styczniowym, podczas którego zabijał Moskali. Wynikało to z przysięgi wojskowej oraz narodowego obowiązku i absolutnie nie miało nic wspólnego z romantyzmem, z jakim często utożsamiamy ów narodowy zryw. Amputacja nogi też była dramatycznym wydarzeniem. Ponadto jako malarz był wobec siebie bardzo wymagający. Właściwie nie podobało mu się nic, co stworzył, przez co wiele prac zniszczył. Nie osiągnął także sukcesu. Dla artysty to bardzo trudne doświadczenia. Do tego wszystkiego dochodzi wielomiesięczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji, gdzie spotkał się z ludźmi wykluczonymi. Warto podkreślić, że choroba psychiczna w tamtych czasach całkowicie eliminowała z życia społecznego, a Brat Albert cierpiał na bardzo ciężką jej postać. Jednym słowem: nasz święty naprawdę wiele w życiu przeszedł. Dzięki temu stał się człowiekiem z krwi i kości. Jednocześnie był bardzo towarzyski.

Myśląc o świętych, często ich idealizujemy. Tymczasem byli to ludzie mający swoje pasje, wady itd. Chyba można powiedzieć, że św. Brat Albert należy do ekstraklasy niepokornych świętych?

Rzeczywiście mamy tendencje do idealizowania. Myślę, że wynika to z hagiograficznych przekazów, w których przedstawiano wyłącznie zalety świętych. To spowodowało, iż ten właściwy obraz jest do dziś przykryty grubym werniksem religijnej pobożności zakładającej, że nie mogą mieć oni słabości, upadków. W przypadku św. Brata Alberta nie wspomina się np., że był nałogowym palaczem. Tymczasem on do końca życia nie rozstawał się z papierosem. Hagiografie donoszą, iż to, że palił na łożu śmierci, wynikało z jego wesołego usposobienia, skłonności do żartów i dowcipów. Prawda jest jednak inna. Nasz święty po prostu nie potrafił rzucić palenia. Owszem, chciał, ale nie był w stanie. W dodatku próby rzucenia nałogu doprowadziły go do załamania, a w rezultacie trafił do szpitala psychiatrycznego. Dlatego potem, gdy jego współbracia żalili się, że nie potrafią wyzbyć się nałogu, Brat Albert mówił im, iż lepiej, by palili, niż mieliby popaść w nerwicę. Pokazuje to, że był człowiekiem bardzo ludzkim, odróżniającym rzeczy naprawdę istotne od tych mniej ważnych. A wracając do tego ostatniego przed śmiercią papierosa, uważam, iż w ten sposób łagodził cierpienie fizyczne. Zresztą, kiedy zobaczyłam u ss. albertynek w Krakowie zdjęcie św. Brata Alberta z papierosem, pomyślałam, że muszę je pokazać. Nikt do tej pory go nie opublikował. Może z obawy, że jeśli ludzie dowiedzą się o nałogu, Brat Albert straci otoczkę świętości?

 

Ale palenie to nie jedyny dowód na niepokorność Brata Alberta.

To prawda. W hagiografiach czytamy też, iż nigdy nie był zauroczony żadną kobietą. Tymczasem w życiu Adama Chmielowskiego ważną rolę odegrała Lucyna Siemieńska, ukochana córka Lucjana Siemieńskiego, z którym przyszłego świętego łączyło przede wszystkim wspólne rozumienie istoty sztuki. Myślę, że gdyby ojciec dziewczyny zgodził się na ten związek, mogłoby to zakończyć się małżeństwem. W jego oczach jednak kaleki artysta, niemający pieniędzy ani perspektyw nie był dobrym kandydatem na męża dla kobiety pochodzącej z arystokratycznego domu. Adam z pewnością był również zafascynowany aktorką Heleną Modrzejewską. Po każdym spektaklu przynosił jej kwiaty, wraz z innym artystami spotykali się w jej domu, mieli też razem wyjechać do Ameryki. To wszystko pokazuje, że jako Brat Albert doskonale rozumiał pewne, nieodłączne ludzkiej egzystencji, afekty i stany. Zresztą, każdy człowiek - nieważne czy jest zakonnikiem, czy nie - przechodzi moment, w którym Pan Bóg chce, by doświadczył różnych uczuć. Bo jak zrozumieć drugiego, kiedy samemu nie przeżyło się pewnych emocji?

 

Zatem świętym może zostać każdy?

Oczywiście. To nie jest droga zarezerwowana wyłącznie dla wybranych. Owszem, Brat Albert był człowiekiem uduchowionym, ale jego droga na ołtarze nie była prosta. Wiodła przez mnóstwo emocji, cierpień i traum. Przecież gdy miał 17 lat, brał udział w powstaniu styczniowym, podczas którego zabijał Moskali. Wynikało to z przysięgi wojskowej oraz narodowego obowiązku i absolutnie nie miało nic wspólnego z romantyzmem, z jakim często utożsamiamy ów narodowy zryw. Amputacja nogi też była dramatycznym wydarzeniem. Ponadto jako malarz był wobec siebie bardzo wymagający. Właściwie nie podobało mu się nic, co stworzył, przez co wiele prac zniszczył. Nie osiągnął także sukcesu. Dla artysty to bardzo trudne doświadczenia. Do tego wszystkiego dochodzi wielomiesięczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji, gdzie spotkał się z ludźmi wykluczonymi. Warto podkreślić, że choroba psychiczna w tamtych czasach całkowicie eliminowała z życia społecznego, a Brat Albert cierpiał na bardzo ciężką jej postać.

Jednym słowem: nasz święty naprawdę wiele w życiu przeszedł. Dzięki temu stał się człowiekiem z krwi i kości. Jednocześnie był bardzo towarzyski. Myślę, że musiał mieć silną osobowość, skoro jego zdanie na temat sztuki było dla malarzy, których dzisiaj uważamy za najlepszych polskich artystów, wiążące. Liczono się z jego zdaniem do tego stopnia, że nawet Stanisław Witkiewicz pytał Adama Chmielowskiego, co sądzi o pracach jego syna, późniejszego Witkacego. Ta opinia była dla niego bardzo ważna, o czym świadczą listy Witkiewicza do matki, w których podkreślał, iż nawet Brat Albert stwierdził, iż młody malarz ma talent. Poza tym wszystkie opowieści z czasów pobytu w Monachium dowodzą, że przyszły święty cieszył się sympatią kolegów. Podobnie wynika z pamiętników powstańców, którzy podkreślali, iż Chmielowski był lubiany, towarzyski, pomocny, wesoły.

 

Czy możemy wskazać moment, kiedy poczuł powołanie do życia zakonnego?

Szczerze mówiąc, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Adam miał w ogóle powołanie do życia zakonnego. Raczej skupiał się na pomocy odrzuconym. Nie można jednak powiedzieć, że nagle przeżył nawrócenie. Owszem, jakąś pobożność miał, ale niezbyt dużą, bo - jak sam opowiadał - kiedy spadł z konia i został poważnie ranny, to jakoś specjalnie nie był wówczas skory do modlitwy. A kiedy po amputacji nogi zasugerowano mu, że dobrze by było wezwać księdza, wyobrażał sobie, iż odwiedzi go kapucyn z długą brodą, bo to idealnie pasowałoby do romantycznego obrazu. Gdy zjawił się gruby kapłan okutany szalikiem, Chmielowski nawet na niego nie spojrzał, nie wspominając o przystąpieniu do spowiedzi. Jednak z pewnością nie był ukierunkowany na Boga w momencie studiów w Monachium. Natomiast bardzo intensywnie o Nim myślał tuż przed tym, zanim trafił do szpitala psychiatrycznego. Świadczy o tym nowicjat u jezuitów, który odbył przed załamaniem. Jednak trudno mi jednoznacznie wskazać moment, w którym A. Chmielowski poczuł powołanie. Może wpłynął na to zawód miłosny? Nie wiem. Zresztą powołanie to przecież tajemnica. A to, że w końcu założył habit - jak wynika ze świadectw, na które trafiłam - to poniekąd efekt namowy ówczesnego biskupa Krakowa. Widział on bowiem, iż posługa Brata Alberta wśród ubogich jest krytykowana przez ówczesny kler, który był nieprzyzwyczajony do tego, by świecki głosił katechezy, mówił o Bogu, ewangelizował. Ponadto Chmielowski, mieszkając wśród morderców, żebraków, pijaków, budził zgorszenie ówczesnych duchownych.

 

Jaki testament zostawił nam, współczesnym, Brat Albert?

Przede wszystkim, byśmy potrafili dostrzec w drugim człowieku Chrystusa. A. Chmielowski nigdy nie pytał, dlaczego czyjeś życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Nikogo nie potępiał, nie osądzał, nie moralizował. Nigdy nie brzydził się drugiego, zawsze miał dla niego czas. Mówił nawet, że kiedy medytujesz, a w tym czasie przyjdzie do ciebie osoba potrzebująca pomocy, to należy przerwać modlitwę, bo ważniejszy jest człowiek, w którym Brat Albert widział Jezusa. Dzisiaj, kiedy tak boimy się obcych, przybyszów, odrzuconych, bezdomnych, to bardzo aktualne wezwanie do miłości i miłosierdzia.

 

Dziękuję za rozmowę.


Święty człowiek z krwi i kości

Brat Albert, jakiego znamy z obrazów i świątobliwych opowieści, jest czuły, miłosierny i troskliwy, ale jednocześnie bardzo nieprawdziwy.

 

Nastoletni Chmielowski napadł przecież na pocztowy furgon, a z oddziałem powstańców „komandosów” atakował Moskali, walcząc o życie i wolność. W czasie potyczki z nimi stracił nogę. Uciekając przed represjami, zamieszkał aż w Paryżu, gdzie klepał biedę, mogąc jedynie pomarzyć o życiu wyższych sfer. Po ogłoszeniu amnestii dla powstańców wrócił na ziemie polskie. Był utalentowanym malarzem, który dopiero z czasem zaangażował się w pomoc najbiedniejszym. To jednak nie było łatwe. Musiał mierzyć się z odtrąceniem przez dotychczasowych przyjaciół, nierozumiejących jego oddania się pracy na rzecz ludzi najuboższych, i niechęcią duchownych, którzy traktowali to jako fanaberię artysty.

W książce pt. „Brat Albert. Biografia” Natalia Budzyńska przedstawia nam człowieka z krwi i kości. Uczłowiecza świętego i pokazuje go takiego, jakim był naprawdę - surowego, bezpośredniego, twardego, ale równocześnie bezgranicznie kochającego.

MD

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Ojciec Mateusz w Siedlcach


Na kilka dni planem zdjęciowym serialu „Ojciec Mateusz” stały się Siedlce. To właśnie w tym mieście ksiądz z Sandomierza rozwiąże zagadkę kryminalną związaną z Muzeum Diecezjalnym. [fot. KO]

FOTOGALERIA

600 lat parafii


Na skwerze 600-lecia w zegarze słonecznym ukryta została kapsuła czasu zawierająca m.in. list do przyszłych pokoleń. Poświęcono pomnik św. Jana Pawła II, a w kościele intronizowano relikwie Papieża Polaka. W ten sposób zbuczynianie uczcili 600 lat istnienia parafii i miejscowości. [fot. LA]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Hosanna Festival
Chcesz spędzić rewelacyjnie ostatni weekend wakacji? Mamy coś dla Ciebie! Dwa dni wypełnione brzmieniem muzyki z przesłaniem, radością i tańcem razem ze wspaniałymi ludźmi, dla których Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem! A może jesteś uzdolniony muzycznie: grasz lub śpiewasz?
więcej »
OSG 2018
Europejskie Centrum Biznesu oraz Prezydent Miasta Siedlce, mają zaszczyt i przyjemność zaprosić do udziału w IV edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018.
więcej »
Dni Łosic
Koncerty gwiazd, kabaret, kino plenerowe, potańcówka i moc innych atrakcji czekają na wszystkich, którzy wezmą udział w tegorocznych Dniach Łosic. Impreza odbędzie się w dniach 20-22 lipca na targowicy miejskiej.
więcej »
 

POLECAMY


Książka na trudne czasy
Czego możemy nauczyć się od benedyktyńskich mnichów? Jak w dzisiejszym, coraz bardziej zeświecczonym świecie zachować więź z Chrystusem i głosić Dobrą Nowinę? Na te pytania odpowiada Rod Dreher w książce „Opcja Benedykta”.
więcej »
Drzwi do Bożej prawdy
Jeśli nasze próby lektury Pisma Świętego kończyły się niepowodzeniem, możemy zacząć w inny sposób. Autorzy „Biblii opowiedzianej” postanowili swoimi słowami zrelacjonować tę trudną księgę.
więcej »
Piękno uwiecznione
Zwiedzenie wiecznego miasta to pragnienie wielu osób. Tym, dla których pozostaje w sferze marzeń, polecamy albumy w szczególny sposób przybliżające piękno i majestat Watykanu.
więcej »
 

SONDA

 

I znowu wakacje...

to czas wypoczynku i ładowania akumulatorów

spędzam je w ruchu - kocham sport!

planuję wyjazd na własną rękę - nie ufam biurom podróży

nie lubię wakacji - nudzę się latem

czas jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Piątek XV tygodnia okresu zwykłego
Czytania:
Iz 38,1-6.21-22.7-8; Iz 38, 10. 11. 12abcd. 16 ;
Mt 12,1-8

Ewangelia:
Mt 12,1-8

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR