21 listopada 2017 r. Imieniny obchodzą: Albert, Janusz, Konrad

Pogoda: Siedlce

Numer 46
16-22 listopada 2017r.

menu

NEWS

Zachęcamy do lektury!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Rozmowy

 
 

Rozmowa Echa

25 października 2017 r.

Nie taki święty, jak go malują


fot. WIKIPEDIA.ORG

Rozmowa z Natalią Budzyńską, autorką książki „Brat Albert. Biografia”.

Brat Albert był człowiekiem uduchowionym, ale jego droga na ołtarze nie była prosta. Wiodła przez mnóstwo emocji, cierpień i traum. Przecież gdy miał 17 lat, brał udział w powstaniu styczniowym, podczas którego zabijał Moskali. Wynikało to z przysięgi wojskowej oraz narodowego obowiązku i absolutnie nie miało nic wspólnego z romantyzmem, z jakim często utożsamiamy ów narodowy zryw. Amputacja nogi też była dramatycznym wydarzeniem. Ponadto jako malarz był wobec siebie bardzo wymagający. Właściwie nie podobało mu się nic, co stworzył, przez co wiele prac zniszczył. Nie osiągnął także sukcesu. Dla artysty to bardzo trudne doświadczenia. Do tego wszystkiego dochodzi wielomiesięczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji, gdzie spotkał się z ludźmi wykluczonymi. Warto podkreślić, że choroba psychiczna w tamtych czasach całkowicie eliminowała z życia społecznego, a Brat Albert cierpiał na bardzo ciężką jej postać. Jednym słowem: nasz święty naprawdę wiele w życiu przeszedł. Dzięki temu stał się człowiekiem z krwi i kości. Jednocześnie był bardzo towarzyski.

Myśląc o świętych, często ich idealizujemy. Tymczasem byli to ludzie mający swoje pasje, wady itd. Chyba można powiedzieć, że św. Brat Albert należy do ekstraklasy niepokornych świętych?

Rzeczywiście mamy tendencje do idealizowania. Myślę, że wynika to z hagiograficznych przekazów, w których przedstawiano wyłącznie zalety świętych. To spowodowało, iż ten właściwy obraz jest do dziś przykryty grubym werniksem religijnej pobożności zakładającej, że nie mogą mieć oni słabości, upadków. W przypadku św. Brata Alberta nie wspomina się np., że był nałogowym palaczem. Tymczasem on do końca życia nie rozstawał się z papierosem. Hagiografie donoszą, iż to, że palił na łożu śmierci, wynikało z jego wesołego usposobienia, skłonności do żartów i dowcipów. Prawda jest jednak inna. Nasz święty po prostu nie potrafił rzucić palenia. Owszem, chciał, ale nie był w stanie. W dodatku próby rzucenia nałogu doprowadziły go do załamania, a w rezultacie trafił do szpitala psychiatrycznego. Dlatego potem, gdy jego współbracia żalili się, że nie potrafią wyzbyć się nałogu, Brat Albert mówił im, iż lepiej, by palili, niż mieliby popaść w nerwicę. Pokazuje to, że był człowiekiem bardzo ludzkim, odróżniającym rzeczy naprawdę istotne od tych mniej ważnych. A wracając do tego ostatniego przed śmiercią papierosa, uważam, iż w ten sposób łagodził cierpienie fizyczne. Zresztą, kiedy zobaczyłam u ss. albertynek w Krakowie zdjęcie św. Brata Alberta z papierosem, pomyślałam, że muszę je pokazać. Nikt do tej pory go nie opublikował. Może z obawy, że jeśli ludzie dowiedzą się o nałogu, Brat Albert straci otoczkę świętości?

 

Ale palenie to nie jedyny dowód na niepokorność Brata Alberta.

To prawda. W hagiografiach czytamy też, iż nigdy nie był zauroczony żadną kobietą. Tymczasem w życiu Adama Chmielowskiego ważną rolę odegrała Lucyna Siemieńska, ukochana córka Lucjana Siemieńskiego, z którym przyszłego świętego łączyło przede wszystkim wspólne rozumienie istoty sztuki. Myślę, że gdyby ojciec dziewczyny zgodził się na ten związek, mogłoby to zakończyć się małżeństwem. W jego oczach jednak kaleki artysta, niemający pieniędzy ani perspektyw nie był dobrym kandydatem na męża dla kobiety pochodzącej z arystokratycznego domu. Adam z pewnością był również zafascynowany aktorką Heleną Modrzejewską. Po każdym spektaklu przynosił jej kwiaty, wraz z innym artystami spotykali się w jej domu, mieli też razem wyjechać do Ameryki. To wszystko pokazuje, że jako Brat Albert doskonale rozumiał pewne, nieodłączne ludzkiej egzystencji, afekty i stany. Zresztą, każdy człowiek - nieważne czy jest zakonnikiem, czy nie - przechodzi moment, w którym Pan Bóg chce, by doświadczył różnych uczuć. Bo jak zrozumieć drugiego, kiedy samemu nie przeżyło się pewnych emocji?

 

Zatem świętym może zostać każdy?

Oczywiście. To nie jest droga zarezerwowana wyłącznie dla wybranych. Owszem, Brat Albert był człowiekiem uduchowionym, ale jego droga na ołtarze nie była prosta. Wiodła przez mnóstwo emocji, cierpień i traum. Przecież gdy miał 17 lat, brał udział w powstaniu styczniowym, podczas którego zabijał Moskali. Wynikało to z przysięgi wojskowej oraz narodowego obowiązku i absolutnie nie miało nic wspólnego z romantyzmem, z jakim często utożsamiamy ów narodowy zryw. Amputacja nogi też była dramatycznym wydarzeniem. Ponadto jako malarz był wobec siebie bardzo wymagający. Właściwie nie podobało mu się nic, co stworzył, przez co wiele prac zniszczył. Nie osiągnął także sukcesu. Dla artysty to bardzo trudne doświadczenia. Do tego wszystkiego dochodzi wielomiesięczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji, gdzie spotkał się z ludźmi wykluczonymi. Warto podkreślić, że choroba psychiczna w tamtych czasach całkowicie eliminowała z życia społecznego, a Brat Albert cierpiał na bardzo ciężką jej postać.

Jednym słowem: nasz święty naprawdę wiele w życiu przeszedł. Dzięki temu stał się człowiekiem z krwi i kości. Jednocześnie był bardzo towarzyski. Myślę, że musiał mieć silną osobowość, skoro jego zdanie na temat sztuki było dla malarzy, których dzisiaj uważamy za najlepszych polskich artystów, wiążące. Liczono się z jego zdaniem do tego stopnia, że nawet Stanisław Witkiewicz pytał Adama Chmielowskiego, co sądzi o pracach jego syna, późniejszego Witkacego. Ta opinia była dla niego bardzo ważna, o czym świadczą listy Witkiewicza do matki, w których podkreślał, iż nawet Brat Albert stwierdził, iż młody malarz ma talent. Poza tym wszystkie opowieści z czasów pobytu w Monachium dowodzą, że przyszły święty cieszył się sympatią kolegów. Podobnie wynika z pamiętników powstańców, którzy podkreślali, iż Chmielowski był lubiany, towarzyski, pomocny, wesoły.

 

Czy możemy wskazać moment, kiedy poczuł powołanie do życia zakonnego?

Szczerze mówiąc, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Adam miał w ogóle powołanie do życia zakonnego. Raczej skupiał się na pomocy odrzuconym. Nie można jednak powiedzieć, że nagle przeżył nawrócenie. Owszem, jakąś pobożność miał, ale niezbyt dużą, bo - jak sam opowiadał - kiedy spadł z konia i został poważnie ranny, to jakoś specjalnie nie był wówczas skory do modlitwy. A kiedy po amputacji nogi zasugerowano mu, że dobrze by było wezwać księdza, wyobrażał sobie, iż odwiedzi go kapucyn z długą brodą, bo to idealnie pasowałoby do romantycznego obrazu. Gdy zjawił się gruby kapłan okutany szalikiem, Chmielowski nawet na niego nie spojrzał, nie wspominając o przystąpieniu do spowiedzi. Jednak z pewnością nie był ukierunkowany na Boga w momencie studiów w Monachium. Natomiast bardzo intensywnie o Nim myślał tuż przed tym, zanim trafił do szpitala psychiatrycznego. Świadczy o tym nowicjat u jezuitów, który odbył przed załamaniem. Jednak trudno mi jednoznacznie wskazać moment, w którym A. Chmielowski poczuł powołanie. Może wpłynął na to zawód miłosny? Nie wiem. Zresztą powołanie to przecież tajemnica. A to, że w końcu założył habit - jak wynika ze świadectw, na które trafiłam - to poniekąd efekt namowy ówczesnego biskupa Krakowa. Widział on bowiem, iż posługa Brata Alberta wśród ubogich jest krytykowana przez ówczesny kler, który był nieprzyzwyczajony do tego, by świecki głosił katechezy, mówił o Bogu, ewangelizował. Ponadto Chmielowski, mieszkając wśród morderców, żebraków, pijaków, budził zgorszenie ówczesnych duchownych.

 

Jaki testament zostawił nam, współczesnym, Brat Albert?

Przede wszystkim, byśmy potrafili dostrzec w drugim człowieku Chrystusa. A. Chmielowski nigdy nie pytał, dlaczego czyjeś życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Nikogo nie potępiał, nie osądzał, nie moralizował. Nigdy nie brzydził się drugiego, zawsze miał dla niego czas. Mówił nawet, że kiedy medytujesz, a w tym czasie przyjdzie do ciebie osoba potrzebująca pomocy, to należy przerwać modlitwę, bo ważniejszy jest człowiek, w którym Brat Albert widział Jezusa. Dzisiaj, kiedy tak boimy się obcych, przybyszów, odrzuconych, bezdomnych, to bardzo aktualne wezwanie do miłości i miłosierdzia.

 

Dziękuję za rozmowę.


Święty człowiek z krwi i kości

Brat Albert, jakiego znamy z obrazów i świątobliwych opowieści, jest czuły, miłosierny i troskliwy, ale jednocześnie bardzo nieprawdziwy.

 

Nastoletni Chmielowski napadł przecież na pocztowy furgon, a z oddziałem powstańców „komandosów” atakował Moskali, walcząc o życie i wolność. W czasie potyczki z nimi stracił nogę. Uciekając przed represjami, zamieszkał aż w Paryżu, gdzie klepał biedę, mogąc jedynie pomarzyć o życiu wyższych sfer. Po ogłoszeniu amnestii dla powstańców wrócił na ziemie polskie. Był utalentowanym malarzem, który dopiero z czasem zaangażował się w pomoc najbiedniejszym. To jednak nie było łatwe. Musiał mierzyć się z odtrąceniem przez dotychczasowych przyjaciół, nierozumiejących jego oddania się pracy na rzecz ludzi najuboższych, i niechęcią duchownych, którzy traktowali to jako fanaberię artysty.

W książce pt. „Brat Albert. Biografia” Natalia Budzyńska przedstawia nam człowieka z krwi i kości. Uczłowiecza świętego i pokazuje go takiego, jakim był naprawdę - surowego, bezpośredniego, twardego, ale równocześnie bezgranicznie kochającego.

MD

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Laureaci nagrody Aleksandria


11 listopada w Sali Białej Miejskiego Ośrodka Kultury odbyła się uroczystość wręczenia Aleksandrii. Honorowa Nagroda Prezydenta Miasta Siedlce przyznawana jest od 1996 r. Wyróżnia osoby i instytucje, które swoją pracą, talentem, umiejętnościami i społecznikowską pasją przyczyniły się do rozwoju Siedlec w różnych sferach życia. Laureatami tegorocznej edycji nagrody zostali: Jolanta Kowalska - dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Siedlcach, Małgorzata Trzaskalik-Wyrwa - organizator festiwali muzyki organowej, st. bryg. Andrzej Celiński - komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Siedlcach, Wojciech Cylwik - naczelnik wydziału dróg w siedleckim magistracie, Józef Fąk - ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Miejskiego, Sławomir Zawieska - właściciel firmy Bozamet oraz ks. Paweł Siedlanowski - dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej w Siedlcach, a zarazem współpracujący z nami od lat publicysta. Serdecznie gratulujemy! [fot. www.siedlce.pl]

FOTOGALERIA

Święto Niepodległości


Mieszkańcy regionu licznie wzięli udział w obchodach Narodowego Święta Niepodległości. W programie uroczystości były: Msze św., przemarsze z udziałem pocztów sztandarowych, wystawy i konkursy.

PATRONAT "ECHO"


Historia skarbnicą mądrości - konkurs
W związku z przygotowaniami do jubileuszu 200-lecia diecezji siedleckiej, który obchodzić będziemy w 2018 r., Wydział Nauczania Katechetycznego Kurii Diecezjalnej Siedleckiej organizuje konkursy adresowane do uczniów szkół ponadgimnazjalnych oraz gimnazjów.
więcej »
Tablica pamiątkowa
3 grudnia w Siedlcach odbędzie się uroczyste odsłonięcie pamiątkowej tablicy dedykowanej marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu z okazji 150 rocznicy jego urodzin.
więcej »
Festiwal Filmów Chrześcijańskich Arka 2017
NoveKino Siedlce organizuje Festiwal Filmów Chrześcijańskich Arka 2017. Wydarzenie ukierunkowane jest na promocję filmów, które wpisując się w polską i światową kinematografię o wysokich walorach etycznych, artystycznych i filmowych, stanowią zapis historii i kultury.
więcej »
Siedlce - moje miasto
W czwartek 16 listopada, o 18.00, w Centrum Kultury i Sztuki im. Andrzeja Meżeryckiego odbędzie się wernisaż fotografii Jarosława Grudzińskiego „Siedlce - moje miasto”.
więcej »
 

POLECAMY


Recepta na codzienność
Jak na nowo spojrzeć na wiarę i dostrzec w niej pełną radości drogę do zbawienia? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykański jezuita, doświadczony kierownik duchowy, dziennikarz i pisarz James Martin SJ w swojej najnowszej książce „Radość życia”.
więcej »
Boży poradnik antydepresyjny
Słowa Jezusa dzieją się dzisiaj! On zajmuje się teraźniejszością! Bóg nie przyjdzie do ciebie kiedyś! On przychodzi teraz i tu, gdzie jesteś!
więcej »
 

SONDA

 

Święto Niepodległości jest dla mnie...

dniem pamięci o rodakach, którzy poświęcili życie w walce o wolną Polskę

okazją do zamanifestowania swojego patriotyzmu, np. przez udział w stołecznym marszu

przypomnieniem o chlubnej historii naszego kraju

dniem, jak każdy inny w roku

podobnie jak wszystkie inne - okazją do świętowania



LITURGIA SŁOWA


Wtorek
Czytania:
2 Mch 6,18-31; Ps 3,2-7
Ewangelia:
Łk 19,1-10

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR