21 maja 2018 r. Imieniny obchodzą: Tymoteusz, Wiktor, Kryspin

Pogoda: Siedlce

Numer 20
17-23 maja 2018r.

menu

NEWS

W niedzielę 27 maja pod hasłem Kobieta - Życie+ w sanktuarium bł. Męczenników Podlaskich w Pratulinie odbędzie się III Diecezjalna Pielgrzymka Kobiet.

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Rozmowy

 
 

Rozmowa ECHA

22 listopada 2017 r.

Zawozimy dobroć Polaków


fot. ARCH. FUNDACJI

Rozmowa z kmdr. ppor. rez. Bartoszem Rutkowskim, założycielem fundacji Orla Straż niosącej pomoc ofiarom terroryzmu na Bliskim Wschodzie

Kiedy wyjechałem po raz pierwszy, prawie cała dolina Niniwy była okupowana przez terrorystów islamskich (ISIS). Ludność cywilna uciekała. Uciekinierzy, z którymi się wtedy spotkałem, schronili się w Alkusz. Nie przysługiwał im status uchodźcy, gdyż - według definicji ONZ - uchodźca ucieka z terytorium jednego kraju na drugie. A ci ludzie byli wysiedleńcami lub przesiedleńcami. Często z powodów biurokratycznych nie dostawali pomocy. Poznałem kobietę, której w ciągu jednego dnia zabito męża i porwano dwie córki. Gdy dotarła z jednym dzieckiem do linii władz rządowych, dowiedziała się, że nie należy się jej status uchodźcy, gdyż była w niewoli tylko jeden dzień. Tyle że w ten jeden dzień zawalił się jej cały świat.

Dlaczego postanowił Pan zaangażować się w pomoc ofiarom terrorystów islamskich?

7 października 2015 r. trafiłem na wiadomość z Syrii o torturowaniu i ukrzyżowaniu 12-letniego chłopca. Mój starszy syn był w takim wieku. To była kropla, która przepełniła czarę goryczy. Zadałem sobie pytanie, czy jestem w stanie zrobić cokolwiek, by taka historia się nie powtórzyła. Wiem, że całego świata nie zbawię, jednak jak mówił Ronald Reagan: „Nikt z nas nie jest w stanie pomóc wszystkim, ale każdy z nas jest w stanie pomóc komuś”.

Wróciłem tego dnia do domu, porozmawiałem z żoną i sześć dni po przejściu na emeryturę, za własne pieniądze, zorganizowałem wyjazd do Iraku. Miałem listę około 20 osób, z którymi postanowiłem spotkać się osobiście i zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie tam, na miejscu. Po powrocie do Polski założyłem fundację Orla Straż. 8 maja 2016 r. na konto fundacji wpłynęła pierwsza złotówka, a trzy tygodnie temu przekroczyliśmy milion złotych. Utrzymujemy się wyłącznie z dobroci Polaków i tę dobroć zawozimy do potrzebujących.

 

Skąd wzięła się nazwa fundacji?

Bardzo zależało mi na skojarzeniu z Polską. Dlatego orzeł i biało-czerwone logo. Zawsze i wszędzie pamiętamy o tym, że reprezentujemy nasz kraj. Straż dlatego, że pomagaliśmy żołnierzom i ich rodzinom.

 

Co wyróżnia założoną przez Pana fundację na tle innych organizacji?

Wszyscy chcemy pomagać ofiarom terroryzmu. Gdy widzimy bezbronną dziewczynkę, pobitą i zgwałconą, to każdy chce jej pomóc. Jeżeli jednak obok niej stoi 19-letni chłopak, żołnierz - ochotnik, który przed wojną był studentem języka angielskiego w Mosulu, a teraz musi bronić swojej rodziny, to jego los rzadko kogoś wzrusza. Pomagaliśmy rodzinom żołnierzy, płaciliśmy czynsz za mieszkanie, kupowaliśmy żywność i ubrania. Zakładając fundację, postanowiłem pomóc tym dwóm grupom.

 

Jaka jest sytuacja ludzi na Bliskim Wschodzie?

Kiedy wyjechałem po raz pierwszy, prawie cała dolina Niniwy była okupowana przez terrorystów islamskich (ISIS). Ludność cywilna uciekała. Uciekinierzy, z którymi się wtedy spotkałem, schronili się w Alkusz. Nie przysługiwał im status uchodźcy, gdyż - według definicji ONZ - uchodźca ucieka z terytorium jednego kraju na drugie. A ci ludzie byli wysiedleńcami lub przesiedleńcami. Często z powodów biurokratycznych nie dostawali pomocy. Poznałem kobietę, której w ciągu jednego dnia zabito męża i porwano dwie córki. Gdy dotarła z jednym dzieckiem do linii władz rządowych, dowiedziała się, że nie należy się jej status uchodźcy, gdyż była w niewoli tylko jeden dzień. Tyle że w ten jeden dzień zawalił się jej cały świat.

Oprócz terenów ogarniętych wojną w Iraku, jest również wiele miejscowości, które nie zostały zniszczone. Tam toczy się normalne życie, działają centra handlowe,

 

Wiele dyskusji w naszym społeczeństwie wzbudza kwestia przyjmowania uchodźców. Jakie jest Pana zdanie w tej sprawie?

Często stosowany jest moralny straszak: „masz obowiązek przyjąć”. Może jednak warto byłoby dowiedzieć się najpierw, kto jest ofiarą, a kto katem. Naszym moralnym prawem jest sprawdzenie, czy pomagamy komuś, komu dom spalono, czy komuś, kto dom podpala. Weryfikacja jest naszym obowiązkiem. Nie chodzi tu o rasizm ani brak tolerancji religijnej. O tym, że jest ona bezwzględnie potrzebna, mówią sami muzułmanie, którzy walczą z ISIS. Jeśli więc nawet oni nas ostrzegają, może warto się zastanowić?

 

W Europie mamy obozy dla uchodźców, którym udzielana jest pomoc. A co z tymi, którzy zostali?

Podczas jednego z wyjazdów zapytano mnie, dlaczego pomagamy tylko bogatym. Dlaczego pomagamy uchodźcom w Europie, a nie interesują nas uchodźcy w Iraku? Z punktu widzenia osób, które nierzadko straciły dorobek całego życia i zmuszone były pozostać na miejscu, ten, kto wyjechał z rodziną, płacąc za tę możliwość po kilka tysięcy dolarów od osoby, to krezus finansowy. Innym razem usłyszałem pytanie od uchodźcy, dlaczego jemu i jego rodzinie nikt nie pomaga. W telewizji widział swojego sąsiada, który podpalił mu dom i próbował go zamordować, a w Niemczech został przyjęty jako uchodźca.

 

Na czym obecnie polegają działania fundacji?

Działamy w Iraku po stronie rządu centralnego i w autonomicznym regionie Kurdystanu. Nasza pomoc w porównaniu z działaniem dużych fundacji jest kroplą w morzu potrzeb. Dlatego staramy się, żeby ta kropla trafiała tam, gdzie rzeczywiście jest potrzebna. Projekty powstają na miejscu i są wynikiem rozmów z ludźmi, odpowiedzią na ich bieżące potrzeby. Na początku rozdawaliśmy pieniądze. Spotkałem kobietę z małymi dziećmi, których udało się wykupić z niewoli. Pomoc w formie jednorazowego zasiłku pozwalała pokryć podstawowe potrzeby tych ludzi.

Z drugiej strony staraliśmy się w każdy możliwy i legalny sposób pomóc żołnierzom walczącym z ISIS. Przygotowaliśmy paczki z żywnością, ubrania dla ich dzieci, płaciliśmy zaległy czynsz rodzinom żołnierzy. Kupowaliśmy sprzęt łączności, sprzęt medyczny, zorganizowaliśmy szkolenie medyczne przeprowadzone przez ratownika przywiezionego z Polski. Zostawialiśmy im nawet nasze własne hełmy i kamizelki kuloodporne. Od tych prostych projektów, wraz z rozwojem fundacji oraz zmniejszeniem się natężenia walk i odsunięciem ISIS, przeszliśmy do bardziej szczegółowych form pomocy. Pomogliśmy wyposażyć szkołę, do której chodzi 600 dzieci, kupiliśmy komputery, drukarki, tablice lekcyjne, środki czystości. Całe wyposażenie placówki kosztowało 12 tys. zł.

Współpracujemy z dwiema miejscowymi fundacjami. W mieście Karakusz przed wojną żyło 55 tys. chrześcijan, obecnie zostało 1,2 tys. osób. Bardzo duża grupa ludzi wcale nie chce uciekać; chcą żyć tam, na miejscu.

 

Tylko trzeba im pomóc…

Dlatego realizujemy projekt oparty o 250 wniosków mieszkańców Karakusz, odnalezionych w różnych obozach. Zadano im pytanie: „Kim byłeś przed wojną i jakiej pomocy byś potrzebował, żeby do tej działalności wrócić?”. Dotąd zrealizowaliśmy sześć takich projektów: warsztat ślusarski, który kosztował 4,5 tys. zł, otworzenie małego sklepu spożywczego - koszt 1850 zł, warsztatu spawacza - 1850 zł. To kwoty stosunkowo niskie z punktu widzenia Europejczyka, jednak dzięki temu ludzie usamodzielniają się i działają na rzecz całej społeczności. Ślusarz wraz z synami natychmiast wziął się do pracy, bo każdy dom wymaga naprawy. We współpracy z syryjskim Kościołem katolickim odnawiamy mieszkania uchodźców. Te proste gesty sprawiają, że ludzie odzyskują nadzieję na normalne życie. Trzy dni temu otworzyliśmy w pełni wyposażony gabinet lekarski.

 

Nie tylko chrześcijanie potrzebują wsparcia?

Pomagamy nie tylko chrześcijanom; i tak jest od początku. Najbardziej dramatyczną grupą - o jej wsparcie prosił też niedawno ambasador Iraku - są jazydki, które w niewoli ISIS przeżyły niewyobrażalne cierpienie. Opiekujemy się dwiema grupami takich kobiet i dzieci. Prowadzimy ośrodek dla 31 osób (sześć kobiet i 25 dzieci). Zorganizowaliśmy zajęcia z szycia oraz zajęcia przedszkolne dla dzieci. Planujemy otworzyć dla nich sklep. Część rzeczy, które już uszyły, zostały sprzedane w Anglii. Dzięki nauce szycia przełamują traumę. Trafiają między ludzi, uczą sie zawodu. Dajemy im nadzieję.

W tym roku na pograniczu syryjsko-irackim, w rejonie gór Sindżaru, otworzyliśmy szkołę języka angielskiego dla pierwszych 50 uchodźców. Ponadto odtworzyliśmy 6 km linii energetycznej dla wsi Jafriyya, w której od trzech lat nie było prądu. Cały projekt odtworzenia 160 słupów elektrycznych kosztował 23,5 tys. zł. Wszystkie prace wykonywali mieszkańcy tej wsi, za wyjątkiem geodety, koparki, przywiezienia cementu. W zeszłym tygodniu zakupiliśmy elementarze szkolne dla uczniów 11 szkół podstawowych w rejonie Sindżaru.

 

Papież Franciszek w orędziu na Światowy Dzień Ubogich zwrócił uwagę, że „kto zamierza kochać tak, jak kochał Jezus, powinien postępować zgodnie z Jego przykładem, i to przede wszystkim wtedy, kiedy jest wezwany do okazania miłości ubogim”. Jak możemy okazać tę miłość ofiarom wojny na Bliskim Wschodzie?

Ogromnie ważną rzeczą jest, aby ludzie dowiedzieli się, że można realnie pomóc. Dzięki naszej fundacji, ale również dzięki staraniom innych stowarzyszeń, jak Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Polska Akcja Humanitarna, Caritas, Polska Misja Medyczna czy Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Na Bliskim Wschodzie mieszkają miliony ludzi, którzy nie chcą nigdzie uciekać; tam jest ich ziemia, ich dom. I chociaż doświadczyli wiele cierpienia, to pragną żyć w swojej ojczyźnie. Pomóżmy im!

 

Dziękuję za rozmowę.

Monika Król

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Święto rodziny


W niedzielę 13 maja do sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin przybyli narzeczeni, małżeństwa i rodziny z dziećmi z całej diecezji. Tegoroczne spotkanie odbyło się pod hasłem „Rodzina drogą Kościoła”. [fot. K. Ochnio]

FOTOGALERIA

Jarmark św. Stanisława


Ponad 200 wystawców, występy artystyczne, a przede wszystkim słoneczna pogoda - tak wyglądał XI Jarmark św. Stanisława w Siedlcach, który odbywał się 11 i 12 maja. [fot. J. Kurzawa]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Diecezjalna Pielgrzymka Kobiet
Odbędzie się już po raz trzeci w Pratulinie 27 maja.
więcej »
Na Bożą chwałę
27 maja w parafii pw. św. Małgorzaty w Ulanie odbędzie się II Festiwal Pieśni Maryjnej.
więcej »
Znów zagrają dla Jezusa
W gronie polskich miast, które w Boże Ciało zagrają dla Jezusa, po raz drugi znajdą się także Siedlce. Koncert uwielbienia „Siedlce dla Jezusa” ph. „Bądźcie mocni w Panu - siłą Jego Ducha” odbędzie się 31 maja, o 19.00, na płycie miejskiego lodowiska przy ul. B. Prusa 6.
więcej »
W jednym miejscu
Jednego dnia w jednym miejscu spotkają się wszyscy, którzy chcą robić coś dla swojego otoczenia. Mowa o II Dniu Siedleckich Organizacji Pozarządowych, który odbędzie się 25 maja na pl. im. gen Sikorskiego.
więcej »
 

POLECAMY


Bóg nie umarł
Monolith Films przedstawia „Bóg nie umarł. Światło w ciemności”. Film w kinach od 18 maja!
więcej »
Grają o plac zabaw!
Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 6 im. Władysława Broniewskiego w Siedlcach gra o nowy plac zabaw. Głosowanie trwa!
więcej »
 

SONDA

 

Miesiąc z Maryją...

uczestniczę w nabożeństwach majowych

kojarzy mi się z wiosną

odmawiam Litanię loretańską

nabożeństwo do Maryi nie powinno ograniczać się do jednego miesiąca

jest jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Poniedziałek
Czytania:
Rdz 3, 9-15. 20; Ps 87, 1-3. 5-6
Ewangelia:
J 2, 1-11 albo J 19, 25-27 albo Łk 1, 26-38

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR