11 grudnia 2018 r. Imieniny obchodzą: Waldemar, Damazy

Pogoda: Siedlce

Numer 49
06-12 grudnia 2018r.

menu

NEWS

Mamy dla Państwa trzy podwójne zaproszenia na film „Narodziny gwiazdy” w kinie Helios. By wziąć udział w konkursie, należy zadzwonić do naszej redakcji pod nr. tel. 25 644-48-00, w poniedziałek, 10 grudnia, od godz. 10.00. O wygranej decyduje kolejność zgłoszeń.

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Opinie

 
 

Głos w dyskusji

3 stycznia 2018 r.

Nowe standardy?


fot. PIXABAY.COM

Obraz językowy rozmów Polaków staje się coraz bardzie ponury. Przeklinają wszyscy: starsi i młodsi, mężczyźni i kobiety, nastolatkowie i dzieci. Bluzgi padają w filmach i kabaretach - coraz rzadziej wycina się je, wykropkowuje albo zagłusza długim „piiiiiii”, a publika nieodmiennie zaśmiewa się w głos, kiedy padają. Bluzgają już małe dzieci w przedszkolu. Co z tym „fantem” zrobić?

Zuzia chodzi do przedszkola. Ma cztery i pół roku. Kto ma przedszkolaczka, ten wie, że potrafi przynosić do domu różne rzeczy: wirusy, niesamowite opowieści zasłyszane od rówieśników, ale także przekleństwa. I to właśnie je zaczęła powtarzać dziewczynka. Dla rodziców to zawsze spora „zagwozdka”. W domu takich słów na pewno nie usłyszała. Rodzi się wtedy dylemat: reagować czy ignorować, udawać, że się nie słyszy? Piotr i Anna wybrali drugi wariant, ale postanowili porozmawiać z wychowawczynią o problemie, tym bardziej, że Zuźka wskazała konkretnego chłopka, który „sprzedawał” rówieśnikom bluzgi.

Na interakcję nie trzeba było długo czekać. Wieczorem zadzwonił ojciec przedszkolaka z awanturą, że „on sobie nie życzy, aby ktoś stygmatyzował jego syna”. Poza tym stwierdził, iż nie widzi problemu, ponieważ u nich w domu „przeklinanie to standard” i jeśli syn w taki sposób chce wyrazić swoją ekspresję, będzie to robił dalej. Nikomu nic do tego. I weź tu człowieku bądź mądry.

 

Zmiany znaczeń

Język polski dysponuje całkiem sporym zasobem przekleństw. Językoznawcy wskazują na względy historyczne: przez wieki Polska była krajem wielojęzycznym i wielonarodowościowym. Przeplatały się kultury, języki. W naszym regionie mieszkała ludność ruska, ukraińska, żydowska. Zapożyczenia dawały możliwość konstruowania „soczystych” przekleństw, wielokrotnie złożonych i pozwalających „dogłębnie” wyrazić, co „leży na sercu”. Ciekawostką jest, że - zupełnie nieświadomie - używamy wyrazów, które niegdyś traktowano jako obraźliwe, a które dziś zupełnie straciły swój pierwotny pejoratywny odcień. Za przykład może tu posłużyć słowo „kobieta”. Jeszcze na początku XVIII w. uchodziło ono za obraźliwe, ponieważ jego źródłosłów wywodził się od wyrazu „kob” oznaczającego chlew (używano je zatem dla określenia osoby zajmującej się karmieniem świń). Zachował się barokowy sonet, w którym autorka (najprawdopodobniej Konstancja Benisławska) żali się na mężczyzn, że niewłaściwie odnoszą się do żon, „przezywając je kobietami”. Właściwymi wyrazami określającym płeć piękną były: niewiasta, białogłowa, matrona. Dopiero później straciły na znaczeniu, a słowo „kobieta” stało się wiodące i powszechnie używane. Tak jest do dzisiaj. Inny przykład: „[…] Proścież Boga, wy miłe i żądne maciory/ By wam nad dziatkami nie były takie to pozory, Jele ja nieboga ninie dziś zeźrzała/ Nad swym, nad miłym Synem krasnym” - pisał w „Żalach Matki Boskiej pod krzyżem” nieznany nam dziś średniowieczny autor. „Miłe i żądne maciory” to „miłe i drogie matki”, solidaryzujące się w bólu z Matką Jezusa stojącą pod krzyżem.

 

Taśmy kelnerów

Czy z analogicznym procesem mamy do czynienia również dzisiaj? Któryż z językoznawców próbował dowodzić, że swój wulgarny odcień straciło słowo „dupa” (przepraszam z góry Czytelników za dosłowność i brak kropek w niektórych cytatach, ale nie da się wytłumaczyć zjawisk językowych, operując li tylko domysłami) w odniesieniu do atrakcyjnej, pięknej kobiety. Nie wiem, co na to panie. Ja zdecydowanie protestuję! Analogicznie afirmuje się obecność na salonach wulgarnego wyrażenia „zajebisty”, uważając je za neutralne znaczeniowo. Tłumaczy się to powszechnością używania. Prof. Jan Miodek uważa je za wyjątkowo wstrętne i obrzydliwe fonetycznie. A skoro przyjmujemy kryterium powszechności jako przepustkę do uzasadnienia obecności w języku, wyrazy: „k…a”, „ch...j” itp. mają - biorąc pod uwagę częstotliwość wypowiadania przez Polaków - pierwszeństwo. A jakoś, dzięki Bogu, tak się jeszcze nie stało.

Chociaż… Kiedy opublikowano słynne „taśmy kelnerów”, na których zostały zarejestrowane, a potem upublicznione, rozmowy naszej rodzimej „elity”: ministrów, parlamentarzystów, osób z pierwszych stron gazet, przeplatane soczystymi bluzgami, sformułowanie „parlamentarny język” i kwestia „nowych standardów” nabrały innego znaczenia. Trudno uwierzyć, że ludzie w nienagannie skrojonych garniturach, z elokwencją wypowiadający się z sejmowej mównicy i w studiach telewizyjnych - w sytuacji, gdy nie ma w pobliżu kamer i mikrofonów - stają się kimś zupełnie innym. Która twarz/natura jest prawdziwa? Ta ze szklanego okienka czy ta ze spontanicznego, niekontrolowanego słowotoku? Jeśli mówi się, że „z obfitości serca mówią usta”, jakąż to jakość posiada owa „obfitość”, skoro manifestuje się takim językiem?

A może to wspomniane wyżej „nowe standardy”, których my, prości ludzie, jeszcze nie „załapaliśmy”? I tkwimy uparcie w mrokach średniowiecza.

 

Stare jak świat

Wulgaryzmy są stare jak świat. Przez wieki były kodem porozumiewawczym wśród pewnych grup społecznych (przestępcy, kryminaliści). Dziś pełnią funkcję przede wszystkim ekspresywizmów, czyli słów wyrażających emocje. Ale nie tylko. Większość Polaków słowa „k…wa” używa jako przecinka - i wcale nie muszą temu towarzyszyć sytuacje ekstremalne. Wulgaryzmy weszły do języka potocznego jako swoiste językowe wytrychy, oznaczające wszystko i zarazem nic. Obraz językowy rozmów Polaków staje się coraz bardzie ponury. Przeklinają wszyscy: starsi i młodsi, mężczyźni i kobiety, nastolatkowie i małe dzieci w szkole, przedszkolu. Bluzgi padają w filmach i kabaretach - coraz rzadziej wycina się je, wykropkowuje albo zagłusza długim „piiiiiii”, a publika nieodmiennie zaśmiewa się w głos, kiedy padają. Przesuwają się granice. Jeszcze w latach 60 prof. Zenon Klemensiewicz mówił, że profesorowi uniwersytetu nie wypada mówić: „wtranżalać, zaiwaniać, wkurzać, opierniczyć kogoś” itp. Bo to nie przystoi inteligentowi. Ojciec nigdy nie zaklął w obecności dziecka, a kiedy chłopakowi „wypsnęło” się niecenzuralne słowo przy dziewczynie, miesiąc potem musiał ją przepraszać. Nie do pomyślenia było opowiedzenie „pieprznego” dowcipu przy kobiecie. Obrażona trzasnęła drzwiami i tyle ją było widać. Jakim językiem posługują się dziś panie? Wystarczy posłuchać w autobusie, pod szkołą. Czasem mówi się, że ich język jest bardziej rynsztokowy od języka mężczyzn.

Sorry, taki mamy klimat - jakby powiedziała jedna z bohaterek słynnych „taśm kelnerów”.

 

No rusz się, ty [piiiiii]…

Ludzie coraz mniej czytają. Coraz mniejszym zasobem słów operują. Widać to w inwazji potoczyzmów w tytułach prasowych, nagłówkach gazet. Większości to nie rani, nie generuje absmaku. Zapewne na wielu nagrane rozmowy polityków nie zrobiły większego wrażenia. Wręcz przeciwnie, pomyśleli: swojskie chłopy! Normalni ludzie, jak my! I w ten sposób ustaliły nam się, jak to ujął wspomniany wyżej tata przedszkolaka, „nowe standardy”. Jakoś nie trafiają do mnie argumenty, że osoby przeklinające charakteryzują się wyższą inteligencją - ponoć potwierdziły to wyniki badań, jakie przeprowadzili naukowcy z Marist College oraz Massachusetts College of Liberal Arts w Stanach Zjednoczonych (zamieszczone w specjalistycznym amerykańskim czasopiśmie „Language Sciences”). Czasem mówi się, że przekleństwa pełnią funkcję katharsis, tzn. łagodzą emocje, wyciszają ból, są alternatywą dla agresji fizycznej. Są bodźcem aktywizującym (mówił mi oficer prowadzący szkolenie wstępne dla poborowych w wojsku: „Jak nie dołączysz do komendy «słowa z mocą», nie ma szans, by ją zrozumieli…”). Stanowią element budujący więź środowiskową, rówieśniczą (któż nie widział koedukacyjnej gromadki gimnazjalistów duszących się od dymu papierosowego i rozdzielających bluzgi na lewo i prawo)?! Są naukowcy, którzy powyższe opinie uzasadniają naukowo, dając jednocześnie przyzwolenie na przeklinanie. Któryś z psychologów całkiem poważnie na poważnym portalu napisał: „Odkrywajmy pozytywną stronę brzydkich słów, ale róbmy to z głową i bez narażania innych na przykre doznania”. Trudno mi się z tym zgodzić.

 

Czas na pointę

Ktoś powiedział dosadnie: Wulgaryzacja języka stała się faktem. Nie za bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić. Podnoszenie stawek mandatów (artykuł 141 Kodeksu wykroczeń) za przeklinanie w miejscu publicznym ma marginalne znaczenie. Pomieszały nam się dziś piękno z brzydotą, zanika poczucie dobrego smaku, estetyki. Widać to praktycznie w każdym zakamarku życia publicznego i prywatnego. Ktoś zamieścił na facebooku zdanie następującej treści: „Dziś ludzie dumni są z tego, czego winni się wstydzić i wstydzą się tego, z czego powinni być dumni. Takich doczekaliśmy czasów”. Zasada zdaje się nosić znamiona uniwersalizmu. Smutne to.

Czy to jednak wystarczający powód, aby zgadzać się bezkrytycznie na „nowe standardy”?

Ks. Paweł Siedlanowski

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Jubileusz KSM diecezji siedleckiej


W dniach 24-25 listopada odbyły się uroczystości jubileuszowe 25-lecia istnienia Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Diecezji Siedleckiej. [fot. Monika Król]

FOTOGALERIA

Znamy laureatów


Mirosław Roguski, Mieczysław Zawadzki, Mieczysław Gaja, Małgorzata i Waldemar Gujscy - to tegoroczni laureaci nagrody im. Ludomira Benedyktowicza. Nagrody przyznawane są za szczególne osiągnięcia w trzech dziedzinach: szeroko pojęta działalność artystyczna; twórczość i dorobek literacki, naukowy i publicystyczny; działalność patriotyczno-społeczno-humanitarna. [fot. W. Bobryk]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Rekolekcje w sieci
„Kościół jest dobry” - czyli nic co Boskie nie jest im obce” to tytuł tegorocznych rekolekcji adwentowych przygotowanych przez www.profeto.pl.
więcej »
Chatka z piernika
Do 14 grudnia Gminny Ośrodek Kultury w Suchożebrach przyjmuje zgłoszenia do konkursu pt. Chatka z piernika w bożonarodzeniowej szacie.
więcej »
 

POLECAMY


To ty, szare Podlasie, rodzona ma kraino
Świętując jubileusz odzyskania przez Polskę niepodległości, warto skupić uwagę na tym, co działo się sto lat temu w miejscu, gdzie dzisiaj żyjemy. Książka „Tak rodziła się Niepodległość. Południowe Podlasie 1918” odsłania przed czytelnikiem panoramę wydarzeń sprzed wieku.
więcej »
Myśl właściwie
Abp Fulton J. Sheen - to jeden z najbardziej charyzmatycznych duchownych w historii amerykańskiego Kościoła. Płomienny mówca, wybitny kaznodzieja i wielka osobowość telewizyjna.
więcej »
 

SONDA

 

Czy czas Adwentu jest nam potrzebny?

tak, to czas na refleksję w zabieganym świecie

nie, Adwent nic nie zmienia

najważniejsza jest chęć odmienienia życia w oczekiwaniu na Boże Narodzenie

to okazja do stanięcia w prawdzie wobec Boga i samego siebie, a przez to do nawrócenia



LITURGIA SŁOWA


Wtorek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR