22 lipca 2018 r. Imieniny obchodzą: Maria, Magdalena, Wawrzyniec

Pogoda: Siedlce

Numer 29
19-25 lipca 2018r.

menu

NEWS

A najnowszym numerze pielgrzymkowe ABC!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Historia

 
 

Śladami bł. Męczenników Podlaskich

4 kwietnia 2018 r.

Nie płaczcie!


fot. ARCHIWUM

„Strach i boleść była… Wołaliśmy: «Boże Święty!» A tu jedzie jeden wóz za drugim, na każdym po trzech - czterech kozaków. Jak ujrzeli, że my na nich patrzymy, zaczęli trząść batami i nam grozić. I nawiózł sobie każdy gospodarz katów!” - relacjonowała tragiczne wydarzenia rozgrywające się we wsi Próchenki Helena Filipczuk, najmłodsza córka bohaterskich rodziców, którzy wierność trwania przy unii okupili zsyłką na Sybir.

O skali unickich prześladowań w parafii Próchenki pisali - ku pamięci i przestrodze, do jakiego okrucieństwa może być zdolny człowiek - ks. Józef Pruszkowski w książce „Martyrologium czyli Męczeństwo Unii Świętej na Podlasiu” oraz ks. Kazimierz Dębski SDB - autor „Bohaterstwa unitów podlaskich (1875-1905)”.

15 lutego 1875 r. do wsi przyjechał naczelnik Klimenko z 400 kozakami i dwiema rotami piechoty. Jak wynika z relacji naocznego świadka tych wydarzeń - wspomnianej H. Filipczuk, utrzymanie strażników i ich koni było odtąd obowiązkiem gospodarzy, a za każdy przejaw nieposłuszeństwa karano batożeniem. Trzy dni później wszystkich parafian zwołano przed szkołę. „Naczelnik przedstawił zebranym trzy nakazy: chodzenia do cerkwi prawosławnej i chrzczenia w niej dzieci oraz przyjęcia prawosławia” - sygnalizował ks. K. Dębski. Wobec oporu unitów Klimenko rozkazał kozakom przygotować nahajki. W nawiązaniu do masakry H. Filipczuk wspominała bohaterską postawę jednego z gospodarzy - Prokopa. Zapytany przez Klimenkę, czy będzie chodził do cerkwi, odpowiedział: „Ja, proszę naczelnika, nigdy nie chodzę do cerkwi, bo pasę trzodę”. Karą były nahajki, a bito go - podobnie jak innych - w ten sposób, że „jeden kozak brał za nogi, dwóch pod pachę, jeden głowę trzymał, trzeci bił”. Z opisu ks. J. Pruszkowskiego wynika, że dzieci do lat 15 karano 50 nahajkami, młodzież i kobiety dostawały po 100 batów, a mężczyźni - 200 i więcej. Na pierwszy ogień - o czym pisał z kolei ks. K. Dębski - szły dzieci. „Matki zachęcały swe pociechy, by nie płakały, ale spokojnie dla Chrystusa znosiły baty”.

 

„Mamusiu, czy was mocno bili?”

H. Filipczuk, która jako naoczny świadek wydarzeń w Próchenkach ocaliła je od zapomnienia, w chwili zajścia była małą dziewczynką. Ks. K. Dębski niezłomnej postawie jej rodziny poświęcił osobny rozdział w swojej książce „Bohaterstwo unitów podlaskich”. Jezuita wspominał, że kiedy rozpoczęły się prześladowania mieszkańców wsi, Filipczukowie, chcąc zaoszczędzić Helence cierpień, ukryli ją w słomie na strychu. Gdy wieczorem powrócili do domu, matka poszła po córeczkę, która drżąc z zimna i ze strachu dopytywała: „Mamusiu, czy was mocno bili?”, na co matka odpowiedziała: „Bili, ale nie za mocno. Tylko Natasia [siostra Heleny - przyp.] zemdlała i jest chora”. Gdy zeszły do izby, dziewczyna leżała w łóżku, a siedzącemu na stołku ojcu syn obmywał rany.

„Na drugi dzień unici musieli iść na nowe krwawe biczowanie. Natasia, ciężko chora, została w domu. Na jej miejsce koniecznie chciała pójść Helenka” - odnotował autor opracowania z uwagą, iż dziewczynka zapewniała, że nahajek się nie boi, a gdy będzie bita, nie zapłacze. Rodzice nie ulegli jednak namowom dziecka. „Następnego dnia kozacy zostawili Filipczukową w domu, by upiekła im chleba. Tym razem ojciec zabrał ze sobą Helenkę, bo i ona chciała koniecznie cierpieć dla Jezusa”.

 

Powstał wielki lament

Po wyjeździe Klimenki na miejsce przybył jeszcze gorszy kat - Gołowińskij. Pewnego razu - jak pisał ks. K. Dębski - zawezwał on Filipczuka do swej kancelarii i powiedział: „Słuchaj, Dawid, bardzo mi cię żal, ale to twoje trwanie przy unii zgubi cię! Chciałbym cię ocalić… Nie potrzebujesz nic mówić ani pisać. Połóż tylko swoją rękę na mojej, a ja sam będę pisał”. Filipczuk z tak wielką siłą uderzył rękę naczelnika, że pióro przelatujące przez jego głowę spadło na podłogę. Gołowińskij zerwał się z krzesła, wybiegł z kancelarii i zawołał kozaków, którzy tak katowali mężczyznę, że ten stracił przytomność.

Jezuita opisywał, że gdy gospodarz wrócił wieczorem do domu, trudno było go poznać… „Powstał wielki lament, a on wszystkich uspokajał, by nie płakali, bo nic go nie boli” - zanotował jezuita. Kiedy po obmyciu ran i spóźnionej kolacji żona prosiła mężczyznę, by odpoczął, „bo nazajutrz znowu będzie musiał nadstawić plecy pod kozackie nahajki”, odpowiedział, że musi przygotować się do wyjazdu z podaniem w sprawie prześladowania unitów. Gołowińskij - jak wyjaśnił ks. K. Dębski - nie mógł darować Filipczukowi, że ten interweniował w Warszawie i kazał aresztować go jako największego buntownika. „Gdy Kozacy nakładali mu kajdany, dzieci płakały i tuliły się do ojca, a on je pocieszał słowami: «Nie płaczcie! Bądźcie dzielne!». Wyprowadzany z domu odwrócił się jeszcze i z drogi pobłogosławił płaczących”.

 

Tak było przez trzy tygodnie

W nawiązaniu do obrazów zapamiętanych z dzieciństwa H. Filipczuk podkreśliła, że tyrańskie nawracanie na prawosławie w parafii Próchenki nie ustało po wizycie jej ojca w Warszawie. W następstwie dzień w dzień, aż do Wielkanocy przypadającej 28 marca, wyganianych z domów strażnicy ustawiali na śniegu w rzędzie twarzą do wiatru. Kto nie szedł dość szybko, tego kopali i poganiali nahajkami. Podała przykład jednej z kobiet, która wpadła w dół po kartoflach na tyle głęboko, że nie było jej widać. Kiedy ją wyciągnięto, miała złamaną rękę. „Rano zapędzano [mieszkańców Próchenek - przyp.] do sąsiedniej wioski, gdzie trzymano do pory obiadowej, po południu goniono do drugiej wsi i tam trzymano na mrozie. Tak było przez trzy tygodnie” - wspominała, wyjawiając, że „zbiórkom” towarzyszyło wywoływanie kolejnych gospodarzy po nazwisku, a jeśli kogoś brakowało, karano nałożeniem kontrybucji. „Najgorsze było stanie w rozmarzającym śniegu, a jak wody obeschły, to używano ludzi jakby na szarwarki: rowy kazano co dzień kopać, drogi naprawiać, przez co w polu nic nie było robione”.

W tym samym czasie Filipczuka, ojca Heleny, przenoszono z więzienia do więzienia. 8 września wywieziono go na Syberię. Wprawdzie udało mu się zbiec, jednak wyśledzony przez strażników ponownie został zesłany w głąb Rosji, skąd - jak zapisał ks. K. Dębski - już nie powrócił.

 

Wyprawa za Bug po sakramenty

Opisowi bohaterskiej postawy rodziny z Próchenek towarzyszy wspomnienie niezwykłej misji, jakiej podjęły się Filipczukowa z Helenką. Odważyły się wybrać za Bug, by po 42 miesiącach móc przystąpić do sakramentów świętych. Wyprawa zakończyła się powodzeniem. Jezuita relacjonował, że kiedy „unitki zapewniły księdza, że nie zdradzą, proboszcz poszedł z nimi do kościoła i przy zamkniętych drzwiach wyspowiadał je i udzielił Komunii św.”. Uszczęśliwione wracały do domu nocą polnymi drogami, by nie natknąć się na strażników.

Niestety, wkrótce rodzina Filipczuków podzieliła los innych prześladowanych za wiarę. W 1877 r. wszystkich unitów z Próchenek wywieziono do Rosji. Ocalała jedynie Helenka, która w tym czasie przebywała u krewnych w Małopolsce. Nikomu z jej bliskich nie udało się powrócić w rodzinne strony. Wspomnienia H. Filipczuk mają rangę tym donioślejszego świadectwa, że była naocznym uczestnikiem tych tragicznych zdarzeń.


Pamięć zobowiązuje

Parafię rzymskokatolicką w Próchenkach erygował bp Henryk Przeździecki w 1921 r. Niegdyś był tu kościół obrządku unickiego ufundowany w 1669 r. przez króla Michała Wiśniowieckiego. W czasie prześladowania unii kościół zamieniono na cerkiew prawosławną (spaloną w 1915 r. przez wojska rosyjskie). Obecna świątynia budowana była w latach 1989-1992 staraniem ks. kan. Henryka Demiańczuka.

Pytany o posługiwanie w miejscu znaczonym męczeńską krwią unitów ks. Tadeusz Turyk podkreśla, iż pamięć o bohaterskich praojcach w parafii Próchenki jest wciąż żywa. Celem ich uhonorowania na cmentarzu stanął dębowy krzyż, a obok sześciotonowy głaz z pamiątkową tablicą. - Kamień kryje szczątki przodków, na jakie natrafiono podczas prac przy budowie kościoła, jak również podczas przenoszenia krzyża, który wcześniej stał na środku cmentarnej alei. Przy głazie ku czci praojców parafianie palą znicze, składają kwiaty i, co jest najważniejszym wymiarem wdzięcznej ludzkiej pamięci, modlą się za ich przyczyną - wyjaśnia proboszcz. Zaznacza jednocześnie, iż krzewienie unickiej spuścizny jest wielką zasługą ks. Józefa Szajdy, który odwiedzając parafie diecezji, w tym Próchenki, propagował wiedzę o męczeństwie i bohaterstwie unitów podlaskich. - Krew unicka płynie w naszych parafianach, czego potwierdzeniem jest m.in. fakt, iż w parafii liczącej 669 osób do kościoła uczęszcza 82% ludzi. W powszedni dzień w Mszy św. uczestniczy 50 osób. Rocznie rozdajemy 50 tys. Komunii św. - podsumowuje ks. T. Turyk.

AW

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Ojciec Mateusz w Siedlcach


Na kilka dni planem zdjęciowym serialu „Ojciec Mateusz” stały się Siedlce. To właśnie w tym mieście ksiądz z Sandomierza rozwiąże zagadkę kryminalną związaną z Muzeum Diecezjalnym. [fot. KO]

FOTOGALERIA

600 lat parafii


Na skwerze 600-lecia w zegarze słonecznym ukryta została kapsuła czasu zawierająca m.in. list do przyszłych pokoleń. Poświęcono pomnik św. Jana Pawła II, a w kościele intronizowano relikwie Papieża Polaka. W ten sposób zbuczynianie uczcili 600 lat istnienia parafii i miejscowości. [fot. LA]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Hosanna Festival
Chcesz spędzić rewelacyjnie ostatni weekend wakacji? Mamy coś dla Ciebie! Dwa dni wypełnione brzmieniem muzyki z przesłaniem, radością i tańcem razem ze wspaniałymi ludźmi, dla których Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem! A może jesteś uzdolniony muzycznie: grasz lub śpiewasz?
więcej »
OSG 2018
Europejskie Centrum Biznesu oraz Prezydent Miasta Siedlce, mają zaszczyt i przyjemność zaprosić do udziału w IV edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018.
więcej »
Dni Łosic
Koncerty gwiazd, kabaret, kino plenerowe, potańcówka i moc innych atrakcji czekają na wszystkich, którzy wezmą udział w tegorocznych Dniach Łosic. Impreza odbędzie się w dniach 20-22 lipca na targowicy miejskiej.
więcej »
 

POLECAMY


Książka na trudne czasy
Czego możemy nauczyć się od benedyktyńskich mnichów? Jak w dzisiejszym, coraz bardziej zeświecczonym świecie zachować więź z Chrystusem i głosić Dobrą Nowinę? Na te pytania odpowiada Rod Dreher w książce „Opcja Benedykta”.
więcej »
Drzwi do Bożej prawdy
Jeśli nasze próby lektury Pisma Świętego kończyły się niepowodzeniem, możemy zacząć w inny sposób. Autorzy „Biblii opowiedzianej” postanowili swoimi słowami zrelacjonować tę trudną księgę.
więcej »
Piękno uwiecznione
Zwiedzenie wiecznego miasta to pragnienie wielu osób. Tym, dla których pozostaje w sferze marzeń, polecamy albumy w szczególny sposób przybliżające piękno i majestat Watykanu.
więcej »
 

SONDA

 

I znowu wakacje...

to czas wypoczynku i ładowania akumulatorów

spędzam je w ruchu - kocham sport!

planuję wyjazd na własną rękę - nie ufam biurom podróży

nie lubię wakacji - nudzę się latem

czas jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Niedziela XVI tygodnia okresu zwykłego
Czytania:
Jr 23, 1-6; Ps 23 (22), 1b-3a. 3b-4. 5. 6 ;
Ef 2, 13-18

Ewangelia:
Mk 6, 30-34

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR