19 lipca 2018 r. Imieniny obchodzą: Alfred, Wincenty, Włodzisław

Pogoda: Siedlce

Numer 29
19-25 lipca 2018r.

menu

NEWS

A najnowszym numerze pielgrzymkowe ABC!

STRONA GŁÓWNA


Podgląd chwilowo niedostępny

Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Rozmowy

 
 

Rozmowa ECHA

23 maja 2018 r.

Wszystko zawdzięczam mamie


fot. ARCHIWUM

O niezwykłym przykładzie macierzyńskiej miłości, mamie, która była najważniejszą nauczycielką życia i wiary - w rozmowie z Anielą Leszczyńską z Lubienia, członkinią zespołu ludowego Swańki, matką czworga dzieci

Jako dziecko nie widziałam, kiedy mama kładła się spać i kiedy wstawała. Zawsze natomiast widziałam ją pracującą - albo w domu, albo w polu czy ogrodzie. Mnie i moją siostrę budził śpiew „Godzinek” mamy oraz zapach zupy, którą jadłyśmy na śniadanie. Miałyśmy duży ogród, były też krzewy jaśminu i konwalie. Mama lubiła kwiaty. Piękne bukiety stały na naszym stole, jednak były to kwiaty od sąsiadki. Mama wydawała się zbyt zapracowana, aby je pielęgnować; musiały być przecież warzywa. Kiedy później pracowałam jako pielęgniarka we Włoszech, powracałam myślami do ogrodu i kwiatów. Po latach udało mi się zrealizować zaszczepione przez mamę pragnienie posiadania ich w przydomowym ogródku. Mama, choć nie miała przy sobie męża, radziła sobie z pracami na gospodarstwie.

Jaki obraz mamy zapamiętała Pani z lat dzieciństwa?

Moja mama Marianna miała bogate życie. Wiele wniosła też do mojego. Wszystko, co zdobyłam i osiągnęłam, zawdzięczam właśnie jej. Wzrastałam w trudnej rzeczywistości społecznej, jednak utrwaliły się we mnie wartości, które przekazywały babcia i mama. Na przykład kult Matki Bożej. Jest takie wydarzenie z dzieciństwa, które o tym przypomina. Udział w tym nieszczęśliwym zajściu miał także mój ojciec, żołnierz Armii Krajowej, były więzień polityczny na Zamku Lubelskim. W 1957 r., kiedy palił się nasz nowo wybudowany dom w Lubieniu, ojciec włożył mnie i moją malutką siostrę w pierzyny i przerzucił nas obie przez okno, aby ratować od płomieni. Wypuścił też na wolność zwierzęta gospodarskie: owce, krowy i kury. Wtedy usłyszałam krzyk mamy: „Edek, tam jest obraz Matki Bożej Karmiącej...”. Mama zdążyła wpaść do płonącego domu i zabrać maryjny wizerunek. Uklękła przy nas i zaczęła się modlić: „Boże, ratuj”, jednak niczego więcej nie udało się już przed płomieniami ocalić. Miałam wtedy trzy lata. Obraz Matki Bożej Karmiącej był z nami przez długi czas. Niestety, mój tato odszedł, opuścił nas i wyjechał, kiedy miałam pięć lat. Mama została sama. Zapamiętałam, jak bardzo była związana z Matką Bożą.

 

Nauczycielką wiary w Pani życiu była mama. Wspomniała Pani jednak, że także babcia stała się ważną przekazicielką Bożych wartości…

Zarówno różaniec z kamyków w kolorze niebieskim, jak i książeczki do nabożeństwa zachowałam właśnie po babci Stanisławie. Babcia, co wówczas na wsi nie było aż tak powszechne, umiała czytać i korzystała z tych książeczek. Z ich pomocą uczyła mnie pacierza, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia Pierwszej Komunii św. Babcia mówiła: „Dziecko, pamiętaj dziesięcioro Bożego przykazania”. Nauczyła mnie także pierwszej zwrotki pieśni „Bogurodzica”. Różaniec po babci, który został w rodzinie i do dziś się na nim modlę, ocalił mnie i to dzięki modlitwie mojej mamy.

 

W jaki sposób?

Uczęszczałam wtedy do drugiej klasy szkoły podstawowej. Do szkoły chodziłam pieszo. Zimą docierałam do drogi, skąd pewien mężczyzna zabierał mnie saniami. Jednego dnia zajęcia skończyły się wcześniej i w drodze powrotnej, kierując się jak zawsze w stronę drzewa - osiki, straciłam orientację. Było zimno, padał śnieg, poczułam zmęczenie, przykucnęłam więc w śniegu i zasnęłam. Mama wyszła po mnie, a kiedy dowiedziała się, że już jestem w drodze, poważnie się zaniepokoiła. Wróciła do domu, wzięła do ręki różaniec i chodziła to w jedną, to w drugą stronę, modląc się. Wreszcie mnie odnalazła, przemarzniętą, przysypaną śniegiem. Mówiła później, że to właśnie dzięki pomocy Matki Najświętszej mogła mnie odnaleźć.

Takich trudnych sytuacji, w których ocalały nas modlitwy mamy, było wiele. Często powtarzała: „Bez Boga ani do proga”, „Przez Maryję, przez różaniec - najlepsza droga”. Kiedy przychodziły trudne chwile, sięgałam po różaniec, jak czyniła to moja matka. Kult maryjny w naszej rodzinie przetrwał i jest bardzo głęboki. Do dziś uczęszczam na nabożeństwo majowe, tak jak dawniej z mamą. Także jej zawdzięczam uczestnictwo w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę w 1977 r. Mama mówiła, że nie udało się jej zrealizować marzenia pójścia na pielgrzymkę, dlatego pomogła mi w przygotowaniach, bym to ja mogła wziąć w niej udział. W ciągu ostatnich pięciu lat życia mama ciężko chorowała, dwa lata przeleżała w łóżku. Była złączona w cierpieniu z Jezusem poprzez sakrament namaszczenia chorych, który przyjęła kilkukrotnie. Zdrowiem mamy interesował się ks. Andrzej Tomczyk, który przynosił Komunię św., dbając o to, aby chora była bliżej Chrystusa. Po przyjęciu sakramentów mama czuła się silniejsza i cierpliwiej znosiła ból.

 

Czego jeszcze nauczył Panią rodzinny dom?

Jako dziecko nie widziałam, kiedy mama kładła się spać i kiedy wstawała. Zawsze natomiast widziałam ją pracującą - albo w domu, albo w polu czy ogrodzie. Mnie i moją siostrę budził śpiew „Godzinek” mamy oraz zapach zupy, którą jadłyśmy na śniadanie. Miałyśmy duży ogród, były też krzewy jaśminu i konwalie. Mama lubiła kwiaty. Piękne bukiety stały na naszym stole, jednak były to kwiaty od sąsiadki. Mama wydawała się zbyt zapracowana, aby je pielęgnować; musiały być przecież warzywa. Kiedy później pracowałam jako pielęgniarka we Włoszech, powracałam myślami do ogrodu i kwiatów. Po latach udało mi się zrealizować zaszczepione przez mamę pragnienie posiadania ich w przydomowym ogródku. Mama, choć nie miała przy sobie męża, radziła sobie z pracami na gospodarstwie. Oprócz pola i ogrodu mieliśmy kilka sztuk zwierząt: krowy i owce, którymi musiała się zająć. Kiedy brakowało nam drewna na opał, szłyśmy we trzy: mama, ja i siostra z dwukołowym wózkiem do lasu. We trzy chadzałyśmy również na jagody. W czasie zbioru mama opowiadała, w jaki sposób przyrządza się jagody na zimę. W lesie śpiewała także pieśni maryjne i piosenki ludowe. Mimo wielu obowiązków w obejściu panował porządek. Do tej pory moje koleżanki wspominają tę świeżość naszego domu.

 

Przed nami Dzień Matki - doskonała okazja, by podziękować mamom za trud ich poświęcenia i opieki. Piękna tradycja pielęgnowana była w Pani rodzinie?

Pamiętam, jak w przeddzień tego dnia mama piekła przekładaniec - półkruche ciasto na amoniaku, które smarowała sporą ilością powideł śliwkowych domowej roboty. Do dziś wspominam smak tego ciasta podawanego z mlekiem. Do pieczenia i gotowania mama przywiązywała dużą wagę, mówiąc, że trzeba dodać trochę swojego serca, bo inaczej potrawa nie będzie tak smaczna. Z okazji Dnia Matki starałam się przygotowywać piękny bukiet, złożony z piwonii i innych kwiatów ogrodowych, jak też tych zbieranych na łąkach. Wspólnie z siostrą wręczałyśmy także mamie laurki.

 

Jaką formą wypoczynku preferowała Pani mama?

Po ciężkiej pracy przygotowywała miednicę z zimną wodą i zanurzała w niej nogi. Czasami prosiła mnie także, abym poczytała jej książki Józefa Ignacego Kraszewskiego albo Henryka Sienkiewicza. Prosiła o powolną lekturę, aby mogła wyobrazić sobie opisywane sceny. Czytałam mamie również żywoty świętych, a także publikacje na temat objawień maryjnych. Mama miała wokół siebie osoby, które ją wspierały. Ona także służyła innym radą i pomocą. Pomagała tym najbardziej potrzebującym, np. kiedy piekła cztery chleby, jeden zanosiła sąsiadowi, który mieszkał z dwoma synami. Mleko, jak i zbierane w lesie jagody zanosiłyśmy proboszczowi ks. Bolesławowi Grzywaczewskiemu. Z kolejnym proboszczem - ks. Stanisławem Byczyńskim - mama bardzo lubiła rozmawiać i chętnie korzystała z jego rad. Kiedy było jej ciężko na duszy, szła do księdza proboszcza. Powracała zawsze pogodna i uśmiechnięta.

 

Do jakich zajęć domowych przykładała mama szczególne znaczenie, chcąc, aby i Pani nabyła te umiejętności?

Mama nauczyła mnie haftować, robić na drutach i szydełku. Chciała, abym potrafiła także szyć na maszynie. Mówiła przy tym: „Nie musisz robić tego, co umiesz, ale nie wiesz, kiedy to, co umiesz, może ci się przydać”. Sama przędła len i wełnę, tkała na krosnach, wykonywała na drutach swetry, także sąsiadom. Do dzisiaj posiadam spódnicę z utkanego przez nią materiału. W tej spódnicy występuję w zespole ludowym.

 

Śpiew to także dziedzictwo mamy?

Mama pięknie śpiewała, ale nigdy nie zrealizowała pragnienia występowania w zespole. Kiedy więc nadarzyła się okazja, że ja mogłam się zaangażować, zachęcała mnie i bardzo wspierała. Początkowo występowałam z zespołem Brusowianki - z racji tego, że w pewnym okresie życia mieszkałam w Starym Brusie. Potem, przez okres trzech lat, należałam do włodawskiego zespołu Kresowianki. Dzisiaj, dzięki temu, że mieszkam niedaleko miejscowości Wyryki, śpiewam i występuję razem z zespołem Swańki. Kocham śpiew i myślę, że moje śpiewanie jest spełnieniem marzeń nieżyjącej już mamy. Także moje dzieci są zadowolone z mojego zaangażowania i kultywowania śpiewaczych tradycji ludowych.

 

Jest Pani dumna ze swoich dzieci?

Bardzo, i to z całej czwórki: Jakuba, Gabriela, Lidii i Marty. Chciałabym, aby moje dzieci lub wnuki zechciały kiedyś zamieszkać w rodzinnym domu w Lubieniu. Zadowolona jestem z tego, że zdołałam przekazać im wartości, jakie wpoiła we mnie moja mama. Cieszą mnie ich wzajemne relacje, szacunek do innych ludzi oraz do mnie. Wspólnie dbamy o zachowanie rodzinnych tradycji. Przez cały rok pielęgnujemy groby na naszym cmentarzu w Lubieniu, gdzie spoczywają żołnierze z okresu II wojny światowej i ks. Marceli Weiss, proboszcz lubieński zamordowany w 1940 r., a także gdzie pochowane są moja babcia i moja mama.

 

Dziękuję za rozmowę.

Joanna Szubstarska

Powrót

STRONA GŁÓWNA


Podgląd chwilowo niedostępny

Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Ojciec Mateusz w Siedlcach


Na kilka dni planem zdjęciowym serialu „Ojciec Mateusz” stały się Siedlce. To właśnie w tym mieście ksiądz z Sandomierza rozwiąże zagadkę kryminalną związaną z Muzeum Diecezjalnym. [fot. KO]

FOTOGALERIA

600 lat parafii


Na skwerze 600-lecia w zegarze słonecznym ukryta została kapsuła czasu zawierająca m.in. list do przyszłych pokoleń. Poświęcono pomnik św. Jana Pawła II, a w kościele intronizowano relikwie Papieża Polaka. W ten sposób zbuczynianie uczcili 600 lat istnienia parafii i miejscowości. [fot. LA]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Hosanna Festival
Chcesz spędzić rewelacyjnie ostatni weekend wakacji? Mamy coś dla Ciebie! Dwa dni wypełnione brzmieniem muzyki z przesłaniem, radością i tańcem razem ze wspaniałymi ludźmi, dla których Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem! A może jesteś uzdolniony muzycznie: grasz lub śpiewasz?
więcej »
OSG 2018
Europejskie Centrum Biznesu oraz Prezydent Miasta Siedlce, mają zaszczyt i przyjemność zaprosić do udziału w IV edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018.
więcej »
Dni Łosic
Koncerty gwiazd, kabaret, kino plenerowe, potańcówka i moc innych atrakcji czekają na wszystkich, którzy wezmą udział w tegorocznych Dniach Łosic. Impreza odbędzie się w dniach 20-22 lipca na targowicy miejskiej.
więcej »
 

POLECAMY


Książka na trudne czasy
Czego możemy nauczyć się od benedyktyńskich mnichów? Jak w dzisiejszym, coraz bardziej zeświecczonym świecie zachować więź z Chrystusem i głosić Dobrą Nowinę? Na te pytania odpowiada Rod Dreher w książce „Opcja Benedykta”.
więcej »
Drzwi do Bożej prawdy
Jeśli nasze próby lektury Pisma Świętego kończyły się niepowodzeniem, możemy zacząć w inny sposób. Autorzy „Biblii opowiedzianej” postanowili swoimi słowami zrelacjonować tę trudną księgę.
więcej »
Piękno uwiecznione
Zwiedzenie wiecznego miasta to pragnienie wielu osób. Tym, dla których pozostaje w sferze marzeń, polecamy albumy w szczególny sposób przybliżające piękno i majestat Watykanu.
więcej »
 

SONDA

 

I znowu wakacje...

to czas wypoczynku i ładowania akumulatorów

spędzam je w ruchu - kocham sport!

planuję wyjazd na własną rękę - nie ufam biurom podróży

nie lubię wakacji - nudzę się latem

czas jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Czwartek XV tygodnia okresu zwykłego
Czytania:
Iz 26,7-9.12.16-19; Ps 102 (101), 13-14b. 15-16. 17-19. 20-21 ;
Mt 11,28-30

Ewangelia:
Mt 11,28-30

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR