17 października 2018 r. Imieniny obchodzą: Lucyny, Małgorzaty, Wiktora

Pogoda: Siedlce

Numer 42
18-24 października 2018r.

menu

NEWS

Dlaczego tegoroczne wybory będą inne od tych sprzed czterech lat? W bieżącym wydaniu ECHA podajemy informacje o zmianach w zasadach głosowania.

STRONA GŁÓWNA


Podgląd chwilowo niedostępny

Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Opinie

 
 

Bł. Męczennicy Podlascy

30 maja 2018 r.

W Pratulinie niebo jest blisko


fot. ARCHIWUM

Choć męczennicy z Pratulina zostali wyniesieni na ołtarze dopiero 6 października 1996 r., ich kult istniał niemal od początku, czyli od dnia ich śmierci 24 stycznia 1874 r. Już wtedy miejscowi mówili: „Jeśli jesteś chory, idź na miejsce, gdzie byli pochowani męczennicy, pomódl się tam, weź ziemię i przyłóż w miejsce choroby”.

Dzisiaj ludzie wciąż szukają pomocy u błogosławionych unitów. Sanktuarium tętni życiem i sercami pielgrzymów. Jest w tym pulsowaniu tajemniczy zamysł Boga, który przez wstawiennictwo bł. Męczenników Podlaskich zaopatruje podróżnych w to, czego najbardziej w danej chwili potrzebują. Ks. Jacek Guz, kustosz pratulińskiej świątyni i proboszcz parafii pw. św. apostołów Piotra i Pawła, nie ma wątpliwości: męczennicy działają i są wyjątkowo skutecznymi orędownikami ludzkich spraw. Dowód? Coraz grubsza teczka ze świadectwami, z których wyłaniają się historie życia pełne dramatów, cierpienia, walki ze słabościami, nadziei, a w końcu radości i szczęścia.

Ich autorów łączy wspólny mianownik: wiara w potężną moc modlitwy i wstawiennictwo bł. unitów z Pratulina. Dlatego do tego cichego, zatopionego wśród lasów oraz pól, położonego niemal na samym końcu Polski kościółka przyjeżdża coraz więcej osób.

 

Z tego miejsca płynie moc

Przybywają z różnymi intencjami. Proszą m.in. o zdrowie, życie, dar rodzicielstwa, uwolnienie z nałogów, pracę, miłość, zdanie matury i egzaminu. I męczennicy pomagają. - Ludzie czują płynącą z tego miejsca moc, zwłaszcza że przemienia ona serca - mówi ks. J. Guz. - Wstawiennictwa bł. Męczenników Podlaskich szczególnie dotykamy podczas styczniowej nowenny. Świadczą o tym podziękowania, jakie otrzymujemy od tych, którzy w tych dniach polecali swoje intencje przez orędownictwo naszych patronów - zapewnia kapłan. Choć jest gospodarzem tego miejsca dopiero od czterech lat, niemal od początku pobytu w Pratulinie ma do czynienia z łaskami większymi i mniejszymi, jakich ludzie doświadczają zarówno w sanktuarium, jaki i przez duchową łączność z tym miejscem, bowiem błogosławieni działają poza czasem i przestrzenią. Przypadek, zbieg okoliczności - powiedzą sceptycy. Odpowiedzią niech będą historie ludzi, którzy wyznają: „Bóg mnie wysłuchał dzięki wstawiennictwu błogosławionych unitów”.

 

Jak to możliwe?!

Wśród opisów łask, które wyproszono za przyczyną męczenników, jest historia pochodzącego z pratulińskiej parafii ks. Romualda. W 1991 r. wykryto u niego na szyi guz. Narośl powiększała się z dnia na dzień. Lekarze uznali, że konieczna jest operacja. Jednak na zabieg trzeba było czekać ok. tygodnia. Ponieważ trwał Wielki Post, który jest dla kapłanów bardzo pracowitym okresem, ks. Romuald postanowił przełożyć termin operacji i wrócił do domu, by ponownie zgłosić się po Wielkanocy. Kiedy przyjechał do kliniki na zabieg, okazało się, że jest on niepotrzebny. Guz zniknął. Jak to możliwe? Przez cały czas kapłan modlił się o powrót do zdrowia. Prosił Boga za wstawiennictwem męczenników, wówczas jeszcze niebeatyfikowanych, a ziemią z miejsca ich śmierci dotykał narośl na szyi. Świadectwo ks. Romualda dołączono do dokumentacji procesu beatyfikacyjnego unitów. Podobnie jak przypadek Pawła Mazurka. W 1995 r. zdiagnozowano u niego tzw. prymitywnego guza centralnego układu nerwowego. Gdy po długim i wyczerpującym leczeniu lekarze rozłożyli ręce, nie dając chłopakowi więcej niż pół roku życia, jego matka udała się do Pratulina, by prosić Boga za przyczyną unitów o łaskę zdrowia dla syna. Po trzech dniach Paweł zaczął odzyskiwać siły. Dziś jest zdrowym mężczyzną.

 

Męczennicy wyprosili im wnuki

Przeglądając świadectwa, okazuje się, że bł. męczennicy z Pratulina są wyjątkowo skuteczni w wypraszaniu daru rodzicielstwa. O tym niezwykłym miejscu i jego bohaterach Halina usłyszała pierwszy raz w 2007 r. Poczuła, że musi tam pojechać. Jej córka od dwóch lat chciała zostać mamą. W końcu po kilku miesiącach Halina przyjechała do sanktuarium. „Jestem potomkiem unitów, dlatego ufałam, że nasze prośby zostaną wysłuchane. Oprócz męża do Pratulina zabrałam także matkę zięcia, której cel naszej podróży wyjawiłam dopiero tuż przed wyjazdem. Maria nie bardzo wierzyła w powodzenie. (…) Odpowiedziałam, iż musimy dać Bogu szansę i zaufać Mu. W Pratulinie poprosiłam o Mszę św. Pierwszy wolny termin wypadł 4 grudnia, w urodziny zięcia. W samochodzie zaproponowałam, byśmy w tej intencji przez rok odmawiały Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Na początku września 2009 r. córka oznajmiła: „Jestem w ciąży, to już pewne”. Radość, niepokój i nieustanna modlitwa towarzyszyły nam do 29 kwietnia. Tego dnia przyszła na świat piękna, zdrowa dziewczynka - Wiktoria” - pisze szczęśliwa babcia.

W księdze łask jest też świadectwo Andrzeja, który 6 lutego 1993 r. uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Do szpitala trafił w stanie krytycznym. Miał poważne uszkodzenia mózgu. Choć lekarze wykonali operację, nie dawali mężczyźnie większych szans na przeżycie, przygotowując rodzinę na najgorsze. Zrozpaczona matka Andrzeja opowiedziała o wszystkim ówczesnemu proboszczowi pratulińskiej parafii ks. Andrzejowi Filipiukowi, który polecił odmawianie nowenny o beatyfikację Wincentego Lewoniuka i 12 sług Bożych. Szturm nieba rozpoczął się natychmiast. O zdrowie dla mężczyzny prosiła nie tylko rodzina, ale też mieszkańcy wsi i okolicznych miejscowości oraz proboszcz. Szóstego dnia odmawiania nowenny Andrzej zaczął odzyskiwać przytomność. Po dwóch miesiącach wypisano go ze szpitala w Białej Podlaskiej. Konieczna jednak okazała się ponowna operacja w Lublinie. Tamtejsi lekarze byli zdziwieni, że pacjentowi udało się wyjść z tak ciężkiego stanu. Zarówno Andrzej, jak i jego bliscy są przekonani, że został uzdrowiony dzięki wstawiennictwu unitów, którzy oddali swe życie za wiarę. Dzisiaj mężczyzna jest zupełnie zdrowy.

 

Dzięki nim wciąż żyję

Rak prostaty, 60% zaawansowania - taką diagnozę usłyszał w 2003 r. pan Zdzisław. Lekarz powiedział mu, że ma przed sobą zaledwie pół roku życia. Poza tym badania wykazały rozedmę płuc, niewydolność nerek i serca, migotanie przedsionków. Mimo to mężczyzna nie załamał się, ale powiedział sobie: „Mieszkać na ziemi uświęconej męczeńską krwią i przejmować się rakiem prostaty? Poprosiłem o ziemię z grobu błogosławionych unitów, włożyłem ją do łóżka i modliłem się za ich wstawiennictwem”. W 2010 r. pan Zdzisław trafił do szpitala z zapaleniem płuc. Lekarze znowu orzekli, że raczej żywy stamtąd nie wyjdzie. Ale on stale modlił się o łaskę zdrowia. Po kilku dniach wypisano go do domu. Rok później ponownie ciężko zachorował. Tym razem na zapalenie stawów. To koniec - usłyszał po raz kolejny. „W moim sercu było tylko jedno pragnienie: znaleźć się w domu. Przy Męczennikach” - czytamy w świadectwie. Mężczyzna wypisał się na własne żądanie. Był bardzo słaby, nie mógł mówić. „Na moją prośbę zalano mi ziemię z grobu Męczenników wodą, którą następnie piłem, modląc się gorąco. Poprawa była natychmiastowa. (...) Wiem, że jestem jak tykająca bomba, ale się nie poddaję. Przychodzi różne cierpienie, niedołężność, ale dzięki orędownictwu naszych Męczenników żyję. Opowiadam o tym, jak ich orędownictwo jest skuteczne” - napisał pan Zdzisław.

 

Nasi przyjaciele

W 2007 r. trzyletnia Ola zachorowała na nowotwór. Guz na nerce - diagnoza brzmiała niczym wyrok. Szpital, operacja, leczenie i... ulga. Lekarze uznali, że dziewczynka jest zdrowa. Niestety, po półtora roku rak wrócił. Tym razem zaatakował nadnercza i wątrobę. Rokowania były złe. Przed wyjazdem na operację do Wrocławia mama Oli dostała od koleżanki obrazek z wizerunkiem unitów oraz ziemię z miejsca męczeństwa. Usłyszała też od niej: „Basia, wątroba jest czysta”. Kobieta nie uwierzyła. Przecież badania, które wykonano dziecku przed wyjazdem, mówiły coś innego. Tymczasem po operacji okazało się, że, rzeczywiście, na wątrobie nie ma żadnych zmian, a guzy widoczne na zdjęciach to wszczepy otrzewnowe. Kiedy Ola wróciła do Lublina na chemioterapię, lekarze opowiadali, jak wielkie zdziwienie przeżyli, gdy zadzwonił do nich specjalista z Wrocławia, opowiadając, co się wydarzyło na tamtejszym oddziale. „Wiem, że wielu ludzi modliło się za Olę, być może każdy przez wstawiennictwo swojego świętego. Wierzę jednak, że bł. Męczennicy Podlascy mieli ogromny udział w uzdrowieniu córki. Nasza rodzina zmaga się z różnymi problemami i radościami. Oddajemy wszystko Męczennikom Podlaskim, wierząc, że nam pomogą. Bo to nasi przyjaciele w niebie” - napisała w świadectwie mama Oli.

 

Sztuką jest dziękować

W dokumentacji gromadzonej w pratulińskim sanktuarium jest też historia chorego Antosia, siostrzeńca ks. Mariusza Czyżaka, obecnie proboszcza parafii Korczówka. - Słyszałem świadectwo uzdrowienia mieszkanki Pratulina. Również znajomy ksiądz odzyskał zdrowie dzięki wstawiennictwu męczenników. I to on zmobilizował mnie, bym jako kapłan diecezji siedleckiej szukał ratunku u naszych błogosławionych - wspomina. - Mama Antosia to moja cioteczna siostra. Jej mama, a moja chrzestna, obchodzi 1 lipca imieniny. Zaproponowałem cioci, byśmy spędzili je w Pratulinie, modląc się w intencji Antosia. Poprosiłem, by powiadomiła wszystkich bliskich i dalszych znajomych, że będziemy szturmować niebo przez przyczynę męczenników. Zebrało się ponad 40 osób. Przed Eucharystią przystąpiły do sakramentu pokuty. Ponieważ nie było innych księży, moi bliscy musieli spowiadać się u mnie. Nie czuli oporów, skrępowania, bo ważniejsze było dla nich przyjęcie Komunii św. w intencji Antka. Dla mnie jako kapłana był to taki mały cud - opowiada ks. Mariusz.

Po Eucharystii odbyło się ucałowanie relikwii i błogosławieństwo nimi Antosia. Potem Droga krzyżowa. Chłopiec zapowiadał stacje. Był słaby, ale postanowił, że to będzie jego wkład w modlitwę. Po nabożeństwie czuł się tak wyczerpany, że trzeba było go znosić na rękach do samochodu. - Na drugi dzień zadzwoniła siostra cioteczna, mówiąc, iż wydarzył się cud: Antoś normalnie oddycha, podczas gdy wcześniej robił to tylko jedną stroną płuc. Poprosiłem najbliższych, by trwali w modlitwie za wstawiennictwem męczenników i pojechali do Pratulina, by im podziękować - dodaje ks. Czyżak.

 

Dowód na istnienie

Takich historii jest wiele. - Stanowią moją siłę napędową - przyznaje ks. J. Guz, podkreślając, iż również on sam każdego dnia doświadcza pomocy bł. Męczenników Podlaskich. - Jak człowiek nie może żyć bez powietrza, tak my, tu, w Pratulinie, bez orędownictwa męczenników - dodaje, zaznaczając, że każda z otrzymanych łask to dowód, że nasi błogosławieni z miłością wkraczają w naszą codzienność - troski i problemy - niosąc ludziom niebiańską pomoc i ukojenie. To dowód na to, że niebo jest blisko nas, a jego cudowny dotyk staje się odpowiedzią na nasze prośby.


Jak słodko umierać za wiarę

24 stycznia 1874 r. we wsi Pratulin na Podlasiu śmierć poniosło 13 katolików obrządku unickiego. Bronili oni swojej świątyni przed żołnierzami rosyjskimi, którzy usiłowali narzucić tamtejszej ludności wiarę prawosławną. Umierali pełni pokoju, z modlitwą na ustach, śpiewając „Święty Boże” i „Kto się w opiekę”. Nie złorzeczyli prześladowcom, gdyż jak mówili: „słodko jest umierać za wiarę”.

Ciała zabitych pogrzebano we wspólnej mogile, którą zrównano z ziemią, aby nie pozostawić żadnego śladu po pochówku. Miejscowi jednak dobrze zapamiętali to miejsce. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. grób męczenników został należycie upamiętniony. 18 maja 1990 r. ich szczątki przewieziono do świątyni parafialnej.

Do grona błogosławionych męczennicy pratulińscy zostali wprowadzeni przez św. Jana Pawła II 6 października 1996 r., w rocznicę 400-lecia zawarcia unii brzeskiej. Trzy lata później, w czerwcu 1999 r., w homilii podczas Mszy św. odprawianej w Siedlcach papież mówił m.in.: „W świecie, w którym żyli, z odwagą starali się prawdą i dobrem zwyciężać szerzące się zło, a miłością chcieli pokonywać szalejącą nienawiść. Tak jak Chrystus, który za nich w ofierze oddał samego siebie, by byli uświęceni w prawdzie - tak też oni za wierność prawdzie Chrystusowej i w obronie jedności Kościoła złożyli swoje życie. Ci prości ludzie, ojcowie rodzin, w krytycznym momencie woleli ponieść śmierć, aniżeli ulec naciskom niezgodnym z ich sumieniem”.

Jolanta Krasnowska

Powrót

STRONA GŁÓWNA


Podgląd chwilowo niedostępny

Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

VIII Diecezjalna Pielgrzymka Mężczyzn


Hasło „Bóg - Honor - Ojczyzna” towarzyszyło uczestnikom Diecezjalnej Pielgrzymki Mężczyzn, zgromadzonym w sanktuarium bł. Męczenników Podlaskich. [fot. Jarosław Kurzawa]

FOTOGALERIA

Ars sacra El Greca


Siedem obrazów pędzla hiszpańskiego mistrza z XVI w. - El Greca, które przyjechały do Siedlec z katedry w Toledo oraz muzeów w Wiedniu i Walencji, można oglądać w siedleckim Muzeum Diecezjalnym. Otwarcie wystawy „Ars sacra El Greca” poprzedziła uroczysta gala zorganizowana w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach 4 października. Na wystawie czynnej do końca listopada - obok „naszej” „Ekstazy św. Franciszka” - prezentowane są dzieła: „Św. Weronikę z chustą”, „Ukrzyżowanie z widokiem Toledo”, „Św. Franciszek w ekstazie”, „Ukrzyżowanie”, „Św. Franciszek z bratem Leonem medytujący o śmierci” czy „Św. Franciszek z bratem Leonem”. Wystawę przygotowano w związku z setnymi rocznicami: odzyskania niepodległości i erygowania MD w Siedlcach. [fot. Urząd Miasta]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
OSG 2018
IV edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018 odbędzie się w dniach 18-19 października br. w Siedlcach na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym. Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”.
więcej »
Przed Orszakiem św. Mikołaja
„Aby podobać się Bogu i ludziom - św. Mikołaj i św. Stanisław Kostka w oczach dzieci i młodzieży” - to hasło ogólnopolskiego konkursu literacko-plastycznego ogłoszonego przez parafię pw. św. Mikołaja w Lublinie.
więcej »
Ten cenny czas
18 października, o 12.00, w Sokołowskim Ośrodku Kultury odbędzie się konferencja podsumowująca projekt TEN CENNY CZAS.
więcej »
 

POLECAMY


Dzielimy się słowem
Za kilka miesięcy odbędzie się setne Nocne Czuwanie Młodych. Z tej okazji organizatorzy przygotowują specjalną książkę.
więcej »
Papiestwo było mu pisane?
W tym roku mija 40 lat od wyboru Karola Wojtyły na papieża. Czego nie wiemy o kulisach konklawe, które dało światu Jana Pawła II? Dlaczego kardynał z Krakowa został wybrany akurat w 1978 r.?
więcej »
 

SONDA

 

Różaniec w moim życiu...

to modlitwa, która dodaje mi sił

jest wyrazem dziecięcej ufności we wstawiennictwo Maryi

to modlitwa, bez której nie wyobrażam już sobie życia

jest sposobem na przedstawianie Bogu próśb i podziękowań

piękno i sens tej modlitwy odkrywam każdego dnia



LITURGIA SŁOWA


Środa XXVII tygodnia okresu zwykłego
Czytania:
Ga 5, 18-25; Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 ;
Łk 11, 42-46

Ewangelia:
Łk 11, 42-46

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR