19 listopada 2018 r. Imieniny obchodzą: Elżbieta, Seweryn, Paweł

Pogoda: Siedlce

Numer 46
15-21 listopada 2018r.

menu

NEWS

Jak świętowaliśmy 11 listopada? Przegląd relacji w bieżącym wydaniu ECHA!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Rozmowy

 
 

Rozmowy ECHA

31 października 2018 r.

Uśmiech, czyli niebo


fot. PIXABAY.COM

O trudnej roli „świętych chorych” i „świętych opiekunów” mówi Jerzy Grzegorczyk, pisarz, publicysta, autor książek, m.in. „Każda dusza to inny świat”, „Święty i błazen” czy serii o przypadkach księdza Grosera.

Są chorzy, którzy umierają w zawziętości, są też rodziny, które zostawiają chorego w jego cierpieniu. Znam sytuacje, gdy ktoś z bliskich obwinia chorego, że skomplikował mu życie. Ale na szczęście doświadczenie choroby rodzi więcej świętych. Nie ma lepszej nagrody dla bliskich, jak świadomość, że zrobili, co mogli. Ci, którzy „uciekli” od problemu, skazani są potem na wyrzuty sumienia, o ile go używają. Jest szczęściem obserwowanie „świętych chorych” i „świętych opiekunów”. Jest ich mnóstwo. Taka świętość jest powszechna. Choroba może zbliżać człowieka do Boga albo od Niego oddalać. W trakcie pisania „Posłańców uśmiechu” poznałem „świętych niewierzących” - ludzi, którzy pod wpływem cierpienia bliskich zamknęli się na Boga, nie zadają sobie pytań o sens swoich hiobowych doświadczeń. Nie chcą mówić o wierze, ale zatapiają się w dobru, a człowiek, który dobrze czyni, jest uśmiechem Boga.

Co tak bardzo zafascynowało Pana w gorzowskim hospicjum św. Kamila, że poświęcił mu Pan swoją książkę „Niebo dla akrobaty”?

 

Nieraz książki pisze się z fascynacji, a nieraz z powołania, wezwania. Człowiek w ogóle często w przedziwny sposób zostaje wezwany do czegoś, co potem staje się pasją jego życia, choć na początku to rzeczywistość zupełnie mu obca. Widzimy to w Biblii, wokół siebie. Większość bohaterów „Nieba dla akrobaty” i „Posłańców uśmiechu” na początku nie wyobrażała sobie, że może działać w hospicjum. Wszelka myśl o człowieku chorym terminalnie wywoływała u nich chęć ucieczki.

 

Jak więc wyglądało Pana powołanie?

 

W 1994 r. s. Michaela Rak zawiozła mnie do hospicjum św. Kamila w Gorzowie. Pisałem wtedy książkę o miłosierdziu, faustynkach, dzieciach marnotrawnych. Działalność sióstr w hospicjum była jednym z obrazów miłosierdzia. Kiedy tam trafiłem, zmarł pan Józef, leśnik. Od kilku pokoleń wszyscy w jego rodzinie byli leśnikami. Kochał las, zawsze mieszkał w lesie. Kiedy dostał się do hospicjum, nie wiedział, że ma nowotwór wątroby, ale sąsiadka z drugiego pokoju szybko mu to uświadomiła. Popadł w depresję, jednak po paru dniach jakoś się odbił od dna. S. Michaela przegadała z nim wiele nocy. Razem płakali, razem modlili się. Pewnej nocy powiedział do niej: „Tak mi żal, że już nigdy lasu nie zobaczę. Czy siostra nie wie, czy w niebie będą drzewa?”. „Będą, panie Józefie, na pewno będą” - zapewniła go. „Ale tu już ich nigdy nie zobaczę…”.

Siostrze serce się ścisnęło, wyszła na taras i ułamała gałąź klonu, który rośnie przed domem. Kiedy mu ją zaniosła, ucieszył się jak dzieciak, łzy mu nabiegły do oczu, kazał sobie tę gałąź włożyć do łóżka. Przytulił ją jak człowieka, głaskał, pieścił, a potem powiedział, że ma jeszcze jedną prośbę: chciałby napić się piwa. Pojechała do sklepu nocnego, przywiozłam mu piwo. Około 4.00 nad ranem stracił przytomność i wkrótce zmarł. Rano przyszły pielęgniarki, zobaczyły zmarłego z gałęzią i pomyślały, że odczyniałam złe duchy…

To była jedna z pierwszych historii, która mi zobrazowała hospicyjną zasadę, że życzenie, marzenie chorego jest rzeczą świętą. Zakochałem się w ludziach, którzy to marzenie spełniają.

Takich historii usłyszałem mnóstwo i od chorych, i od pielęgniarek, wolontariuszy. Część z nich wykorzystałem w książce o miłosierdziu „Każda dusza to inny świat”. Po paru latach s. Michaela zaproponowała mi, żebym napisał książkę konkretnie o hospicjum. Bałem się na początku, bo człowiek pisze książki, żeby je ludzie czytali, a tu istniała obawa, że sam temat będzie barierą. Ale stało się inaczej. W książce paradoksalnie jest mnóstwo radości, ciepła, nadziei i humoru… Sama s. M. Rak, która została jedną z ukrytych bohaterek kilku opowiadań, jest najlepszym dowodem na poczucie humoru Pana Boga. Żeby powołać siostrę o takim nazwisku do zajmowania się ludźmi z nowotworem.

 

Tytuł książki  - „Niebo dla akrobaty” - był dla wielu zaskakujący.

 

Tak, na początku pytano mnie, czy to coś o cyrku… Tytułowym akrobatą był człowiek, który musi się przenieść na drugą stronę życia, dokonać niewyobrażalnego skoku akurat w chwili, kiedy jest najsłabszy. Obserwowałem kiedyś w hospicjum sparaliżowanego od pasa w dół pacjenta, który wchodził z trudem po schodach. Przy każdym z nich robił przystanek, koncentrował się, musiał rozkołysać swoje ciało, by wrzucić je na wyższy stopień. Wiedziałem, że coś mi to przypomina. Nagle uświadomiłem sobie, że tak właśnie wprawia w ruch swoje ciało na koźle gimnastyk akrobatyczny, nim dokona salta. Akrobata. Niebem w tytule byli ludzie hospicjum - wolontariusze, lekarze, pielęgniarki - wszyscy, którzy w tych ostatnich chwilach stają się dla chorego przedsionkiem nieba, bez których pomocy nie byłby w stanie przejść na drugą stronę - w sposób godny, ludzki.

 

Dlaczego postanowił Pan wrócić tam po latach i opisać jeszcze raz?

 

Bo znowu mnie o to poproszono. „Niebo dla akrobaty” zrodziło wielu wolontariuszy… W zasadzie nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale pomyślałem, że dotykać dobra należy bezustannie, a hospicja to jedno z najwspanialszych dóbr, jakie powstało w naszych czasach, dzięki Cicely Saunders, która w Londynie w latach 60 ubiegłego wieku założyła pierwsze hospicjum św. Krzysztofa. Hospicja to współczesne Kościoły. Doskonały obraz wspólnoty, która jest drogą do nieba.

 

Ale pisze Pan w „Posłańcach uśmiechu”, że to miejsce i ludzie, których Pan przed laty nazwał niebem, zmieniło się…

 

Tak, zostało poddane próbie i nowym wyzwaniom. Ludzie, którzy kiedyś stanowili solidarną grupę, popadli w różne konflikty. Zaczęli się oskarżać, niektóre sprawy znalazły swój finał w sądzie. I początkowo chciałem uciec, bo zamierzałem pisać nadal, że niebem jest człowiek dla drugiego, a tu raczej słuchałem historii, które były ilustracją powiedzenia Jean Paul Sartre’a, że „piekłem jest drugi człowiek”. Wytrwałem, bo uświadomiłem sobie po pierwsze, że „hospicjum to jest życie” i tego życia nie trzeba pudrować, tylko opisywać, takie jakie jest, a po drugie, że być może wszystko się zmieniło, ale chory pozostał ten sam. Tak samo bezradny, cierpiący i uśmiechający się. I ten uśmiech jest największym darem.

 

Zawsze się uśmiecha?

 

Nie zawsze, tak jak kwiaty nie zawsze są w rozkwicie, ale wtedy jest miejsce na uśmiech lekarza, wolontariusza, pielęgniarki. Uśmiech to jest kod, który otwiera serca i umysły i leczy… To najskuteczniejsza albo pierwsza tabletka. Posłańcami uśmiechu są dla siebie wszyscy nawzajem. Uśmiech to jeden z najcudowniejszych przejawów Boga. Niemal w każdej rozmowie, którą przeprowadziłem, to słowo się pojawiało.

 

Nie miał Pan zatem kłopotu z tytułem…

 

Nie, „uśmiech” był słowem, które spinało wszystko. W chwili, gdy wymyśliłem ten tytuł, przypomniały mi się słowa mojego mistrza Romana Brandstaettera, autora „Jezusa z Nazarethu”. Po śmierci swojej żony, którą bardzo kochał, napisał dla niej poemat „Pieśń o Bożych zegarach”, w którym zadał jej pytanie: „Ale po czym cię poznam w odcieleśnionym ciele,/Za progiem śmierci,/Pośród nieskończonych wymiarów,/Które są poza wszelkim wymiarem?/ - Po uśmiechu mnie poznasz...” - usłyszał odpowiedź.

Tak więc uśmiech to coś najpiękniejszego tu, na ziemi, a jednocześnie - co przechodzi z nami na drugą stronę.

 

„Nieraz te najważniejsze spotkania następują u kresu życia” - to słowa jednej z pacjentek, które przytacza Pan w książce…. I chyba niekoniecznie mówi o spotykaniu nowych ludzi…

 

Tak, może chodzić o spotkanie z człowiekiem, którego znaliśmy całe życie, ale którego nie mogliśmy zrozumieć albo któremu nie mogliśmy przebaczyć. Ludzie często nadrabiają w tym krótkim czasie to, czego w życiu nie udało się im dokonać, pokonują przeszkody, których nie mogli pokonać jako zdrowi. Nie dzieje się tak w każdym przypadku. Są chorzy, którzy umierają w zawziętości, są też rodziny, które zostawiają chorego w jego cierpieniu. Znam sytuacje, gdy ktoś z bliskich obwinia chorego, że skomplikował mu życie. Ale na szczęście doświadczenie choroby rodzi więcej świętych. Nie ma lepszej nagrody dla bliskich, jak świadomość, że zrobili, co mogli. Ci, którzy „uciekli” od problemu, skazani są potem na wyrzuty sumienia, o ile go używają.

Jest szczęściem obserwowanie „świętych chorych” i „świętych opiekunów”. Jest ich mnóstwo. Taka świętość jest powszechna. Choroba może zbliżać człowieka do Boga albo od Niego oddalać. W trakcie pisania „Posłańców uśmiechu” poznałem „świętych niewierzących” - ludzi, którzy pod wpływem cierpienia bliskich zamknęli się na Boga, nie zadają sobie pytań o sens swoich hiobowych doświadczeń. Nie chcą mówić o wierze, ale zatapiają się w dobru, a człowiek, który dobrze czyni, jest uśmiechem Boga. To Bóg osądza, czy ktoś jest wierzący. Zakończę słowami R. Brandstaettera: „Niekiedy Pan Bóg chce, aby człowiek w Niego nie wierzył, gdyż jego niewiara jest jeszcze jednym dowodem na Jego istnienie”.

 

Dziękuję za rozmowę.

JAG

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Wolność tańcem malowana


„Polskie DNA - wolność tańcem malowana” - widowisko muzyczne Alternatywnego Teatru Tańca LUZ - zainaugurowało cykl wydarzeń wpisujących się w obchody 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Muzyczny spektakl został wystawiony w sali „Podlasie” Miejskiego Ośrodka Kultury w Siedlcach 8 listopada. Chętnie będą mogli obejrzeć go także 11 i 27 listopad. [fot. Jarosław Grudziński]

FOTOGALERIA

100 lat Niepodległej


Siedleckie uroczystości z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości zainaugurowała Msza św. w intencji ojczyzny sprawowana w kościele pw. św. Józefa. Uczestniczyli w niej mieszkańcy miasta, organizacje społeczne, szkoły, służby mundurowe i samorządowcy. Po zakończeniu Eucharystii uroczyście odsłonięto i poświęcono tablicę upamiętniającą 100-lecie odzyskania niepodległości. Jest ona umiejscowiona na obelisku, który powstał staraniem wszystkich siedleckich parafii. Następnie uczestnicy uroczystości przeszli pod pomnik Wolności, gdzie miał miejsce dalszy ciąg jubileuszowych obchodów. [fot. Witold Bobryk]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Lubelski Orszak św. Mikołaja
9 grudnia ulicami miasta przejdzie V Orszak św. Mikołaja. Do udziału w spotkaniu integrującym rodziny i propagującym postać biskupa Miry zaproszeni są także mieszkańcy naszej diecezji.
więcej »
 

POLECAMY


Otwórz się na cud uzdrowienia
Współczesny świat różni się od tego, któremu stawiał czoło za czasów swojego ziemskiego życia Jezus. Osiągnęliśmy ogromne postępy w dziedzinie medycyny, psychologii oraz opieki zdrowotnej. Jednak zdobycze te nie pozwoliły rozwiązać wszystkich problemów, z jakimi borykają się ludzie.
więcej »
Na tak!
Brak właściwych granic ochronnych w życiu każdego to poważny problem, a ból spowodowany agresją ze strony innych jest ogromny.
więcej »
To ty, szare Podlasie, rodzona ma kraino
Świętując jubileusz odzyskania przez Polskę niepodległości, warto skupić uwagę na tym, co działo się sto lat temu w miejscu, gdzie dzisiaj żyjemy. Książka „Tak rodziła się Niepodległość. Południowe Podlasie 1918” odsłania przed czytelnikiem panoramę wydarzeń sprzed wieku.
więcej »
 

SONDA

 

Światowy Dzień Ubogich jest okazją do...

pomocy potrzebujących

uświadomienia sobie, że bieda ma różne twarze

lekcją dzielenia się z drugim człowiekiem

przypomnienie, że miłosierdzie można czynić gestem i słowem

naukę, że czasem mniej znaczy więcej



LITURGIA SŁOWA


Poniedziałek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR