24 czerwca 2017 r. Imieniny obchodzą: Danuta, Emilia, Jan

Pogoda: Siedlce

Numer 25
22-28 czerwca 2017r.

menu

NEWS

W niedzielę, 25 czerwca, będzie okazja do modlitwy za Ojczyznę. Jej sprawy zostaną powierzone w Mszy św. odprawionej o 13.00 w katedrze siedleckiej.

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie

Kościół

 
 

Korespondencja z Wybrzeża Kości Słoniowej

19 października 2011 r.

Misyjne idee


fot. oWK

W rzeczywistości Kościoła misyjnego potrzeby zawsze przerastają możliwości i już na samym początku pracy na misjach trzeba się z faktem tym pogodzić. Zazwyczaj nasze wysiłki przypominają zawracanie rzeki kijem, a niejednokrotnie najlepsze, co możemy zrobić, to po prostu być, słuchać, patrzeć, dając świadectwo o Bogu, który ukochał człowieka.

Nie nawrócimy wszystkich pogan, nie pomożemy wszystkim ubogim, nie zmienimy świata jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tylko akceptując ten stan rzeczy można tu pracować. Nie oznacza to wcale, że w naszej posłudze jesteśmy bierni. Co to, to nie. Działamy raczej pomimo naszych ograniczeń. Jak? Oto kilka przykładów.

Ogród różańcowy

Zacznę od tego, że nasza parafia w Soubré nosi wezwanie Najświętszej Maryi Panny Różańcowej (Notre Dame du Rosaire). Nie dorobiliśmy się jeszcze własnego kościoła (prace przy jego budowie trwają już od roku i potrwają jeszcze ze cztery lata), a jedynie kilkakrotnie rozbudowywanej kaplicy. Naokoło placu budowy stoi już za to 20 stacji różańcowych. Kiedy tu przyjechałem, główne prace z nimi związane zostały już ukończone i w udziale pozostało mi jedynie ich pomalowanie, co zajęło mi równe dwa miesiące i dało obraz ogromu pracy w nie włożonej. Za to efekt jest wspaniały, zwłaszcza 13 dnia każdego miesiąca, kiedy cała wspólnota parafialna zbiera się, by rozważać historię kolejnych objawień fatimskich i wspólnie odmówić wszystkie cztery części różańca.

Nie znaczy to jednak, że w pozostałe dni instytucja ta pozostaje martwa. Każdego dnia przez drogę różańcową przewija się kilkadziesiąt osób. Wędrują od stacji do stacji, pojedynczo albo w małych grupach, dziękując lub wypraszając potrzebne łaski. Parząc na nich, ja też zacząłem jakby lepiej rozumieć tę w końcu niełatwą modlitwę.

Uniwersytet Klaretyński

Na całym świecie praca parafialna to w dużej części katecheza. W Soubré prowadzimy ją w kilku grupach wiekowych i na kilku poziomach. Jest więc katecheza dla dzieci, młodzieży i dorosłych, przygotowująca do chrztu lub pierwszej komunii (trzy lata) i do bierzmowania (kolejne dwa). Dla każdej z tych grup spotkania odbywają się dwa razy w tygodniu (w soboty i niedziele) i z reguły prowadzą je przygotowywani przez nas animatorzy.

Aby pomieścić wszystkie grupy, wybudowano osiem salek katechetycznych. Choć może „salka” nie oddaje odpowiednio istoty sprawy: nie mają one ścian, drzwi ani okien. Jest za to dach, który w zależności od okoliczności daje cień lub chroni przed deszczem, kawałek muru pomalowany na czarno, pełniący rolę tablicy, betonowe ławki i drewniany stół. Ich najpoważniejszym mankamentem jest fakt, że jest ich za mało. Doliczając nawet miejsce w kaplicy, gdzie mogą pomieścić się nawet cztery różne grupy, i dużą salkę obok kaplicy, niektóre katechezy muszą odbywać się pod palmami i do czasu wybudowania kościoła nie ma raczej szansy na zmianę tego stanu rzeczy.

W ciągu tygodnia - oprócz spotkań różnego rodzaju grup parafialnych - w salkach obywają się korepetycje lub po prostu wspólne odrabianie lekcji, bo młodzież, nie mając w domach warunków do nauki, zaczęła przychodzić tutaj. To jedna z tych pozytywnych rzeczy, która nie została przewidziana. Bez zbytniej przesady można więc powiedzieć, że salki pełnią rolę sal wykładowych. Osobiście zdarzyło mi się prowadzić wykład z chemii (okazało się, że jeszcze nie wszystko zapomniałem).

W planach mamy ich zelektryfikowanie, bo jak na razie nauka kończy się razem z zachodem słońca, ale póki co, to raczej science fiction, bo to dość znaczna inwestycja.

Węgiel drzewny

Mimo różnego rodzaju wysiłków członków wspólnoty i parafian, nasza misja nie może poszczycić się samowystarczalnością i ciągle jeszcze Zgromadzenie musi dokładać do tego „interesu”. Szukamy więc oszczędności i pieniędzy, gdzie się da, imając się różnych zajęć, niekoniecznie ściśle związanych z ewangelizacją, ale dających świadectwo ewangelicznego ubóstwa. Oprócz parafialnego butiku mamy własny kurnik, hodowlę kaczek i świnek morskich (przeznaczonych na mięso, nie do zabawy), ogród warzywny, kilka drzew i krzewów owocowych oraz plantację palm oleistych posadzonych wokół płotu. Czasem zajmujemy się też jakimiś pracami dorywczymi, jak np. wypalaniem węgla drzewnego. Nie jest to taka prosta sprawa, ale jeśli wycina się akurat jakieś drzewa, szkoda nie wykorzystać okazji.

Zaraz po ścięciu, drzewo trzeba pociąć na mniejsze kawałki i zwieźć w jedno miejsce (suche za szybko się spali). Następnie kopie się płytki dół, w którym układa się pniaki, tworząc nie za wysoki stos. Cała sztuka polega na tym, by były one ułożone jak najciaśniej, jedno przy drugim, a w wolne przestrzenie były wetknięte cieńsze gałęzie. Następnie przykrywa się świeżą trawą, palmowymi liśćmi i obsypuje ziemią, tworząc kopiec. Gdy wszystko jest już gotowe, przez specjalny otwór podkłada się ogień, a kiedy drzewo dobrze się już rozpali, należy go zatkać. Chodzi o to, by przy jak najmniejszym dostępie powietrza, a co za tym idzie przy minimalnym spalaniu, utrzymać wewnątrz wysoką temperaturę i odparować całą wodę. Problem polega na tym, że część drzewa i tak się wypala, a zwęglane pniaki kurczą, co powoduje zapadanie się ziemi do środka. Tam, gdzie tworzy się dziura, drzewo natychmiast zaczyna się spopielać, a że kopiec lubi zapadać się, zwłaszcza nocą, na blisko dwa tygodnie możemy zapomnieć o spokojnym śnie: co dwie - trzy godziny trzeba skontrolować, czy wszystko jest w porządku i ewentualnie zatkać niepożądany otwór.

Gdy kopiec przestaje dymić, węgiel jest gotowy i tu zaczyna się najtrudniejsza część pracy. Trzeba go bowiem wykopać niczym ziemniaki z ogniska. Jest przy tym, delikatnie rzecz ujmując, raczej ciepło, a w powietrzu unoszą się tumany pyłu i dymu. Nie można zrobić sobie przerwy, bo przy napoczętym kopcu każdy kwadrans przynosi wymierne straty. Żarzący się węgiel wrzuca się do wody i, w ten sposób ugaszony, układa na słońcu do suszenia. Później pozostaje już tylko załadować czarne złoto do worków i sprzedać (ze zbytem nie ma akurat problemów). Każdy worek to zarobek rzędu 9 €, a z jednego wypalania można ich uzyskać nawet 20.

System oczyszczania misji

W zasadzie od zawsze Kościół obok misji ewangelizacyjnej, czy też raczej w jej ramach, zajmowały się również rozwojem kulturowym i cywilizacyjnym. Niektóre zakony właśnie w tym upatrywały swoje główne zadanie - wystarczy wspomnieć chociażby Cystersów.

Należałoby jednak zacząć od tego, że tutejsze miasta po prostu toną w śmieciach. Życie w buszu nauczyło ludzi, że wszystko, co się wyrzuci, natychmiast gnije i się rozkłada. W odróżnieniu od buszu, mentalność przetrwała, za to pojawił się plastik. Na każdym kroku można zatem natknąć się na całe góry plastikowych woreczków po wodzie, butelek, reklamówek i wszelkiego innego badziewia, a jedynym znanym sposobem ich utylizacji jest podpalenie na miejscu (np. na placu przed sklepem lub na chodniku w centrum miasta).

Chlubny wyjątek od tej reguły stanowi teren naszej misji, gdzie zainstalowaliśmy prawdziwe kosze na śmieci. Oczywiście na ich zakup nie było pieniędzy, ale od czego jest recycling i głowa na karku. Kosze zostały wykonane ze starych puszek po lakierze, tudzież innych chemikaliach używanych na misji. Starczyło wybić wieko, dorobić rączki i metalowe stojaki, a całość pomalować et voilà - łatwiejsza część roboty skończona. Teraz trzeba już tylko przekonać tubylców do ich używania… Ale to już zupełnie inna historia.

o. Wojciech Kobyliński

KL

Powrót

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Święto młodzieży


16 czerwca w pratulińskim sanktuarium odbyło się Jerycho Młodych. Spotkanie minęło pod hasłem „Buty i kanapa!”; nawiązywało też do 100-rocznicy objawień fatimskich. [fot. AWAW]

FOTOGALERIA

Bóg jest wielki!


W ubiegły czwartek, 15 czerwca, w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, na miejskim lodowisku odbył się koncert uwielbieniowy „Siedlce dla Jezusa 2017”. [fot. Monika Król]

PATRONAT "ECHO"


IV Integracyjny Piknik Rodzinny
W niedzielę, 25 czerwca, o 11.30, na placu przy kościele św. Teresy w Siedlcach rozpocznie się IV Integracyjny Piknik Rodzinny ph. Jesteśmy tacy sami. Organizatorem imprezy jest stowarzyszenie Mgiełka.
więcej »
Festyn w Pratulinie
W niedzielę, 9 lipca, w Pratulinie odbędzie się festyn rodzinno-myśliwski. W programie m.in. Msza św. i atrakcje dla dzieci.
więcej »
 

POLECAMY


Wielka tajemnica
Objawienia w Fatimie od 100 lat budzą nie tylko zdumienie, ale przede wszystkim wielką nadzieję katolików na całym świecie na triumf Niepokalanego Serca Maryi.
więcej »
Cierpienie przychodzi znienacka
Nie można uciec przed cierpieniem… Starą jak świat prawdę potwierdza życie. Jak jednak żyć w cierpieniu, nie tracąc godności?
więcej »
 

SONDA

 

Czerwiec jest dla mnie...

początkiem lata

ostatnim miesiącem nauki

ulubioną porą rekreacji

miesiącem czci Serca Jezusowego

czasem jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Sobota
Czytania:
Iz 49,1-6; Ps 139,1-3.13-15
Ewangelia:
Łk 1,57-66.80

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR