Historia
WIKIPEDIA
WIKIPEDIA

A świat się temu przyglądał

Władza ludowa sprawiła, że zniknęli - dosłownie i w przenośni. Dziś pamięć o nich jest przywracana, choć wciąż pojawiają się głosy negujące zasługi i postawę żołnierzy niezłomnych.

Mordowani w ubeckich katowniach, zakopywani tak, by nikt nigdy nie odnalazł ciał. Ich rodziny były zastraszane, niejednokrotnie ponosiły poważne konsekwencje. A wszystko dlatego, że czynnie stawiali opór sowietyzacji Polski czy podporządkowaniu jej Związkowi Radzieckiemu.

W szeregach wyklętych działało 120-180 tys. osób już od II wojny światowej. I choć oficjalnie zakończyła się ona w 1945 r., ich walka trwała nadal. Po wojnie w naszym kraju ścierały się dwie strony społeczeństwa: ci, którzy chcieli naprawdę wolnej Polski, czynnie o to walczący, sprzyjający niepodległościowemu podziemiu, i ci gotowi instalować władzę totalitarną pod szyldem ZSRR. – Pierwsi uważali, że walka o niepodległość trwa dalej, trzymali się przysięgi z czasów przedwojennych, a drudzy chcieli się przystosować lub „urządzić” w nowej rzeczywistości – zauważa historyk prof. Wojciech Roszkowski. – Stąd po stronie tych, co chcieli Polskę zniewolić i stworzyć państwo zależne od Sowietów, mówiono o żołnierzach wyklętych: „bandy, bandyci” – dodaje.

 

Reakcja i bandyci

– Ten podział na naszych oczach w przedziwny sposób się odradza – stwierdza prof. W. Roszkowski. – Dla części społeczeństwa są to żołnierze niezłomni czy wyklęci, czyli ludzie, którzy oddawali życie w imię wierności niepodległej Polsce, w warunkach beznadziejnych, bo Związek Sowiecki miał wystarczająco dużo środków, by Polskę zniewolić, a Zachód przyglądał się temu milcząco – podkreśla z uwagą, że choć ta walka z góry była skazana na porażkę, tym bardziej ludziom tym należy się szacunek za dochowanie wierności ojczyźnie.

– To tak naprawdę efekt nierozliczenia się w Polsce z komunizmem – dodaje Romuald Rzeszutek z Fundacji Non Nutus, która powstała, by pielęgnować pamięć o niezłomnych. – Zostali oni wdeptani w ziemię przez okres tzw. PRL-u, nie można było o nich mówić, wymieniać ich nazwisk w artykułach, książkach. Nawet w produkcjach filmowych nie pojawiały się nazwiska żołnierzy podziemia antykomunistycznego – zauważa, wskazując na obecne zamieszanie w obszarze sądownictwa. – Istnieje taka stara rzymska maksyma prawnicza: zbrodnia nieukarana rodzi kolejną zbrodnię – podkreśla, przypominając, że współczesne przypadki znieważania munduru polskiego żołnierza przez osoby publiczne są w pewnym stopniu odzwierciedleniem narracji komunistów z lat powojennych. – Społeczeństwo jest tego nieświadome. Myślę, że komunistom udało się częściowo zatrzeć pamięć o tych ludziach, a także wpoić swoją narrację poprzez np. film „Łuny w Bieszczadach” czy serial „Czterej pancerni i pies”. Sam oglądałem i ekscytowałem się przygodami Janka, a przecież w 1945 r. 1 brygada pancerna im. Obrońców Westerplatte razem z wojskami NKWD pacyfikowała polskie wsie na Podlasiu, czyli te wioski, które wspierały podziemie niepodległościowe – przypomina.

 

Wiemy o sobie tyle…

Zarówno W. Roszkowski, jak i R. Rzeszutek przyznają, że historia nie jest czarno-biała, a trudne powojenne czasy w różny sposób wpływały na poszczególne osoby. Niezłomni działali w warunkach wojny partyzanckiej, a milicja, UB, Armia Czerwona nie miały skrupułów – schwytanych rozstrzeliwano albo wsadzano do więzień. – Różne sytuacje się zdarzały, czasem cierpieli także cywile – przyznaje W. Roszkowski.

– Przez pryzmat jednostkowego błędu dowódczego czy negatywną postawę jednostki próbuje się piętnować całe podziemie niepodległościowe – wskazuje R. Rzeszutek. – Ci ludzie, żołnierze – mimo rozwiązania Armii Krajowej – nie zostali zwolnieni z przysięgi. Gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” powiedział, że nadal muszą walczyć o niepodległy byt polskiego państwa i oni to robili, jak umieli – dodaje z uwagą, iż 1 marca jest okazją do refleksji, hołdu, ale też dyskusji. – Dyskusji nad trudnymi wyborami powojennej rzeczywistości, gdzie społeczeństwo zmęczone wojną, okupacją niemiecką, sowiecką, kontyngentami, bombardowane komunistyczną propagandą, bardzo sprawną zresztą, jednak stawiało opór. Mieli do wyboru: śmierć z bronią w ręku lub kula, metodą katyńską, w tył głowy, albo współpraca z bezpieką, która nie była ani honorowa, ani dawała gwarancji przeżycia. Tertium non datur: trzeciego wyjścia nie było – podkreśla, a W. Roszkowski puentuje: – Należy ich szanować właśnie za to, że dochowali wierności ojczyźnie.

Zabici dwukrotnie

PYTAMY dr. Marka Szymaniaka z Instytutu Pamięci Narodowej

 

O ile „Inka”, czyli Danuta Siedzikówna, czy Witold Pilecki to nazwiska rozpoznawalne przez większość Polaków, inne już nie do końca. Czy są jeszcze niezłomni, o których nie usłyszeliśmy lub których pamięć pielęgnowana jest jedynie regionalnie?

Tak, oczywiście. O wielu pamięć funkcjonuje głównie na poziomie regionalnym. Wielu żołnierzy niezłomnych nie przebiło się do ogólnopolskiej świadomości i nie jest to niczym nadzwyczajnym – historia często utrwala najbardziej symboliczne postaci. Jednak dzięki zaangażowaniu pasjonatów historii, lokalnych stowarzyszeń oraz wsparciu Instytutu Pamięci Narodowej pamięć o mniej znanych bohaterach nie ginie i jest konsekwentnie przywracana.

 

Przywracanie tej pamięci – biorąc pod uwagę upływ czasu i działania sowietów – to niełatwe zadanie.

Ogromną rolę odgrywają osoby prywatne, czyli pasjonaci historii interesujący się dziejami miejsca, w jakim mieszkają lub z którego pochodzą. To często od ich inicjatywy zaczyna się proces upamiętniania lokalnych bohaterów. Istotne znaczenie mają również stowarzyszenia i organizacje społeczne, które obierają za patronów postacie związane z regionem i organizują wydarzenia edukacyjne oraz rocznicowe przypominające społecznościom o ich bohaterach. Wsparciem dla tych inicjatyw jest IPN jako wyspecjalizowana instytucja państwowa – chętnie angażuje się w działania edukacyjne i memoratywne, wspiera organizatorów wydarzeń, a także docenia ich wysiłek, m.in. poprzez przyznawanie medalu „Reipublicae Memoriae Meritum” [Zasłużony dla Pamięci Rzeczypospolitej]. Gdyby nie oddolne inicjatywy, w wielu miejscowościach nie odbywałyby się obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

 

Dlaczego w dyskusji o niezłomnych wciąż określa się ich mianem bandytów? W przypadku Józefa Piłsudskiego nie spotykamy się z podobnymi ocenami, choć także można wskazać kontrowersyjne decyzje.

Takie określenia bardzo często wynikają z niewiedzy, ale również z narracji utrwalanej w okresie PRL-u. Wówczas komunistyczna propaganda przedstawiała żołnierzy niezłomnych jako „bandytów” i „zbrodniarzy”. Przez długi czas po 1989 r. temat ten również nie był szeroko obecny w debacie publicznej. Władze komunistyczne dążyły do tego, aby niezłomnych zabić dwukrotnie: najpierw fizycznie, a następnie poprzez wymazanie ich z pamięci historycznej. Ten drugi cel, na szczęście, nie został osiągnięty.

W dyskusjach publicznych zdarza się, że osoby krytykujące niezłomnych unikają jednoznacznej oceny funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa – UB czy KBW – a jednocześnie bez wahania używają wobec podziemia niepodległościowego określenia „zbrodniarze”. Pojawia się także teza o „wojnie domowej”. Trudno jednak mówić o wojnie domowej w sytuacji, gdy jedna ze stron walczy z narzuconym systemem politycznym i zależnością od Związku Sowieckiego. Polska po 1945 r. nie odzyskała pełnej suwerenności – rzeczywista możliwość samostanowienia przyszła dopiero w 1989 r. Rolą IPN pozostaje prowadzenie rzetelnych badań oraz działań edukacyjnych, które pozwalają opierać ocenę tamtych wydarzeń na faktach, dokumentach i świadectwach historycznych.

 

Ilu niezłomnych udało się upamiętnić, a o ilu jeszcze nie wiemy?

Badania nad losami żołnierzy niezłomnych nieustannie trwają. Trudno wskazać dokładne liczby, ale można mówić o co najmniej setkach osób, których tożsamość przywrócono i które zostały godnie upamiętnione. Prowadzenie badań wiąże się jednak z różnymi trudnościami. Niekiedy brakuje materiałów archiwalnych, czasem żyjący świadkowie nie chcą rozmawiać, zdarzają się również negatywne reakcje wobec samego tematu. Mimo to IPN konsekwentnie realizuje swoje zadania badawcze i publikacyjne. Szczególnie poruszającym efektem tych działań są konferencje identyfikacyjne, podczas których po latach rodziny mogą dowiedzieć się o losie swoich bliskich i godnie ich pochować. Przed nami kolejne konferencje naukowe, publikacje i wystawy. Pamięć o żołnierzach niezłomnych jest podtrzymywana i nadal rozwijana w oparciu o badania historyczne i działania edukacyjne.

 

Dziękuję za rozmowę.

Monika Grudzińska