Kultura
J. KURZAWA
J. KURZAWA

Artystka odkrywana na nowo

Sukces rozpisany na lata - tak twórczość wywodzącej się z Siedlec malarki i niezwykłe losy jej dzieł podsumowała Agnieszka Pasztor podczas wernisażu wystawy „Kobieta z paletą. Małgorzata Łada-Maciągowa 1881-1969)” w Muzeum Regionalnym im. M. Asłanowicza.

Siedleckie muzeum ma szczęście być właścicielem największej, liczącej ponad 600 prac kolekcji malarstwa M. Łady-Maciągowej. Prezentowane były one wielokrotnie - w różnych odsłonach i okolicznościach. Co więcej - zapowiedź każdej ekspozycji zawsze dawała pewność, że znajdzie się na niej coś nowego. Nie inaczej było i tym razem.

– Będą nowe prace i sensacyjne wiadomości – przyznał dyrektor Sławomir Kordaczuk, witając przybyłych do muzeum gości. Niespodziankę na wystawie otwieranej w piątkowy wieczór 20 lutego zwiastował skryty pod zasłoną obraz na sztalugach. To nieznany dotąd pejzaż górski M. Łady-Maciągowej. Muzeum wzbogaciło się o nową pracę – chociaż było w jej posiadaniu od lat. „Giewont” ukryty był pod obrazem przedstawiającym planty krakowskie. Sensacyjnego odkrycia dokonano w Pracowni Konserwacji Dzieł Sztuki Małgorzaty i Wiesława Faberów, któremu w ostatnim czasie MR w Siedlcach przekazało do renowacji 30 prac malarki.

 

Tutaj wszystko się zaczęło

M. Łada-Maciągowa (1881-1969) urodziła się w Siedlcach i tutaj mieszkała do 11 roku życia. Po przeprowadzce rodziny do Krakowa rozpoczęła naukę na pensji u Łucji Żeleszkiewicz. Rysunku uczyła się na kursach u Adriana Baranieckiego, gdzie nauczycielem był Jacek Malczewski – i to on odkrył talent przyszłej artystki. W 1907 r. Małgorzata wyjechała na studia do Akademii Julian w Paryżu. W 1909 r. wyszła za mąż za lekarza Adama Maciąga, a w 1918 r. urodziła syna Adama. Mąż i syn zostali zamordowani przez NKWD w 1940 r. M. Łada-Maciągowa do śmierci w 1969 r. mieszkała i tworzyła w Krakowie.

Można przypuszczać, że to sentyment do miejsca, w którym spędziła dzieciństwo, spowodował, że w 1967 r. zdecydowała o przekazaniu siedleckiemu muzeum tego, co udało się jej stworzyć w ciągu 60 lat pracy. Jej spuścizna artystyczna od początku zajmowała w nim ważne miejsce. Jako Muzeum Ziemi Podlaskiej było ono reaktywowane w 1967 r. i jego pierwsza powojenna księga inwentarzowa rozpoczyna się właśnie wpisem obrazów M. Łady-Maciągowej. Najwcześniejsze z nich powstały w Paryżu w 1907 r. „Katyń”, którym świadomie zakończyła swoją drogę artystyczną, powstał w 1967 r.

Przez wiele lat twórczość poetki subtelnej linii, jak często określa się Ładę-Maciągową, której ulubioną techniką były pastele, badała Danuta Michalec, historyk sztuki w MR, autorka wydanego w 2007 r. albumu poświęconego malarce. Od 17 lat nad tą twórczością pochyla się dr Agnieszka Pasztor. 20 lutego wystąpiła po raz pierwszy w roli kuratora wystawy w całości poświęconej artystce.

 

Do zobaczenia na wystawie

– Pomysł zrodził się po sukcesie ekspozycji „Co babie do pędzla?! Artystki polskie 1850-1950” w Muzeum Narodowym w Lublinie. Jej kuratorka Bożena Kasperowicz powiedziała mi, że badając wnikliwie twórczość wielu polskich artystek, nie zdawała sobie sprawy z tego, że twórczość M. Łady-Maciągowej jest tak bogato reprezentowana w zbiorach MR w Siedlcach – powiedziała podczas wernisażu A. Pasztor. Omówiła też zaprezentowane w trzech salach prace wybrane na wystawę „Kobiety z paletą”. Pierwszy cykl tematyczny obejmuje obrazy z okresu międzywojennego, m.in. widoki z podróży po Europie, jakie odbyła u boku męża; ich znaczna część nie była dotąd eksponowana. Drugi – to prace powstałe w Krakowie, przedstawiające zabytkową architekturę miasta, krakowskie Planty, jak też szkice koncepcyjne, które artystka robiła na papierze z bloczków recept swego męża. Na kolejny cykl składają się obrazy poświęcone postaci ludzkiej: portrety i akty. – To pierwsza w historii polskiej sztuki kobieta, która po tym burzliwym okresie, kiedy aktem zajmowali się tylko mężczyźni, skierowała wzrok oglądających na wnętrze kobiety. Jej bohaterki – mimo że rozebrane – ubrane są w swoją duszę; mają duchowość, mówią nam, że jest jeszcze serce – podkreśliła A. Pasztor. I dodała, że w jej odczuciu, malując ludzi, artystka powiedziała o sobie najwięcej.

 

Prawda i jej skutki

A. Pasztor zwróciła też uwagę na ostatni rozdział życia artystki związany ze śmiercią męża i syna, bolesny z powodu tej straty, jak i zapomnienia, na które została skazana. – Kompozycją, którą pożegnała się z odbiorcami swojej sztuki, jest „Katyń”. Znawcy mówią, że to przedstawienie powinno być reprodukowane w podręcznikach do nauki historii. Wajda zrobił film poświęcony Katyniowi, a Maciągowa jako jedna z nielicznych malarek miała odwagę opowiedzieć o dramacie wielu polskich rodzin poprzez obraz. Wydaje się dzisiaj, że powodem, dla którego świat sztuki o niej zapomniał, jest przedwcześnie zawieszona na grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie tabliczka informująca o tym, że mąż i syn nie wrócili z niewoli w Starobielsku. Pomimo tego, iż rodzina odradzała jej ten bardzo odważny krok, malarka zdecydowała o tym, że ta informacja zostanie utrwalona – mówiła A. Pasztor.

Konsekwencje tej decyzji były dotkliwe i bardzo złożone. Mówił o nich podczas wernisażu również Wiesław Faber, opowiadając o technologicznych problemach w pracach konserwatorskich przy obrazach malarki.

 

Przywracana pamięć

– Pastele to bardzo trudna technika. Obrazy M. Łady-Maciągowej są w różnym stanie, ale widać prawidłowość: im wcześniejsza praca, tym lepsza pod względem technologicznym – zauważył. Te powstałe przed wojną wykonane zostały na mocnym, trwałym i stabilnym podłożu: na dobrej jakości papierze napiętym na płótno przymocowane do blejtramu. Po wojnie, z powodu problemów materialnych, M. Łada-Maciągowa tworzyła na coraz uboższym podłożu: od papieru naklejonego na tekturę, poprzez karton, a na końcu – na cienkich arkuszach papieru. Artystka zmuszona była do szukania różnych rozwiązań. Planty krakowskie namalowała na cienkim kartonie. Żeby obraz prezentował się dobrze, wykorzystała wcześniejszą pracę – „Giewont”, całkowicie ją zasłaniając. Być może miało to miejsce w sytuacji, gdy chciała nową pracę oddać na wystawę.

– Po wojnie, żeby tworzyć sztukę plastyczną, trzeba było być w Związku Artystów Plastyków, mieć przydział na materiały i udostępnioną salę do wystaw. W przypadku M. Łady-Maciągowej to wszystko było utrudnione ze względu na to, że ośmieliła się mówić o tym, o czym nie wolno było mówić – stwierdził W. Faber z uwagą, że jej twórczość nieprzypadkowo została zepchnięta w cień. – Gdyby tworzyła we Francji, jej prace byłyby w galeriach całego świata. Dobrze, że teraz ją pomału odkrywamy – zaznaczył.

W. Faber za odnalezienie „Giewontu” podczas prac konserwatorskich został jednym z laureatów nagrody dyrektora Muzeum Regionalnego w Siedlcach pt. „Lider innowacji”.

 

Teraz – Kraków

O M. Ładzie-Maciągowej nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. – Nasze muzeum jest w szczęśliwym posiadaniu zapisu duchowego kobiety, która kochała ludzi i fascynowała się światem. Moim marzeniem jest, żeby także Kraków poznał jej twórczość – podkreśliła kurator wystawy „Kobieta z paletą”.

To marzenie ziści się już wkrótce. Współpracą z Muzeum Regionalnym w Siedlcach zainteresowana jest jedna z krakowskich placówek. W planach ma zorganizowanie wystawy poświęconej życiu i działalności M. Łady-Maciągowej – pierwszej od śmierci artystki!

Jest też szansa, że na kamienicy przy ul. Świętego Krzyża w Krakowie, w której mieszkała malarka, zawiśnie upamiętniająca ją tablica.

– Wystawę „Kobieta z paletą” oglądać można do 20 kwietnia. Jej aranżacji dokonała Bożena Skoczeń-Ceranka, a nieoceniony wkład w realizację techniczną miał Paweł Chodowski – podsumowuje A. Pasztor. I zaprasza również na kuratorskie oprowadzanie zaplanowane na 1 i 22 marca.

LI