O traumie tudzież ponadużywaniu
I błąd swojego życia pośpieszą się naprawić. Albowiem tako rzecze architekt Krzysztof M. - znany miłośnikom tefałenowskiego przekazu, ale z apetytem na rozpoznawalność co najmniej ogólnokrajową. W związku z powyższym - i zgodnie ze starą zasadą showbiznesu: „nieważne, co mówią, ważne, by nie przekręcali nazwiska” - próbuje się całym swoim jestestwem do głów Bogu ducha winnych obywateli wcisnąć. Wszak nawet najgorsza popularność lepsza od najlepszej niepopularności jest.
Do zdobycia rozpoznawalności wybrał Krzysztof M. bieganie po tzw. mediach – z pralką, koszem na śmieci i rozkładaną kanapą.
Zdaniem wspomnianego architekta i telewizyjnego speca od mieszkaniowych remontów, instalowanie pralek w łazienkach wielce karygodne jest. „Pralka powinna być w przedpokoju albo w szafie” – grzmi samozwańczy ekspert. Bo stawianie jej w łazience „to ani funkcjonalne, ani przyjemne jest”. No jak niefunkcjonalne?! A do wody to – się architekta pytam – bliżej z przedpokoju czy z łazienki jest? Przecież pralka to głównie się do prania nadaje.
Inna trauma celebryty (przez grzeczność nie wymieniam nazwiska, żeby mu nie ułatwiać kariery) to kosze na śmieci pod zlewozmywakiem. „Kto trzyma śmieci w domu pod zlewem? Dlaczego pod zlewem? Dlaczego w ogóle? To jest obciach”. Klasa to „kosz czy separator w szafce obok, w którym można śmieci posegregować albo pozamykać”. Słuszne pretensje kieruje też pod adresem kupowanej przez obywateli – o, mój Boże! na lata – rozkładanej kanapy. „I oczywiście kanapy z funkcją spania. Nie wiem, dlaczego” – lamentuje. A jak by się gość jaki przypadkowo trafił, to mu – proponuje architekt – lepiej pobliski hotel na nocleg zafundować, niż go na rozkładanokanapową niewygodę skazać. Bo dodatkowo taki ziomal, zanim się na kanapę walnie, to się musi „rozebrać, musi te rzeczy złożyć, pójść do łazienki…”. A to jest niedopuszczalna, skutkująca pewnym dyskomfortem ingerencja w czyjąś prywatność. Są jednak wyjątki, które w opinii architekta Krzysztofa M. pozwalają zasypiać gościowi na cudzej kanapie. To sytuacja… po imprezie.
Jakby się kto uparł, to oczywiście ma prawo zastanowić się, czemu aspirującemu celebrycie wyżej wymienione ustawienie i zastosowanie sprzętów aż bardzo tak doskwiera. Ano – mogła mu na przykład wylatująca do wanny gorąca woda z pralki (zanim jeszcze wziętym telewizyjnym poprawiaczem został) to albo i owo podczas kąpieli zaparzyć. O traumie spowodowanej wynoszeniem śmieci w wyściełanym gazetą wiaderku sam z obrzydzeniem wspomina, a spanie na rozkładanej kanapie po imprezie pewnie niejeden raz mu się we znaki dało.
PS A w Bytomiu to z jednego mieszkania pięć mikrokawalerek zrobili. Tam by sobie dopiero celebryta M. z poustawianiem sprzętów ponadużywał!
Anna Wolańska