Szymon Ch.
Na niespełna 30 dni przed zakończeniem drugiej kadencji prezydent Andrzej Duda zmienia się nie do poznania i choćby w kwestii Ukrainy zaczyna mówić tak, jak powinien to robić od pamiętnego czwartku 24 lutego 2022 r. Na polsko-niemieckiej granicy sprawy w swoje ręce wzięli obywatele, by zmusić władze państwa do wprowadzenia środków zapobiegających napływowi do kraju niechcianych doktorów i inżynierów. Wreszcie z prestiżowymi stołkami pożegna się wkrótce kilku ministrów.
Zapowiadana początkowo na 15 lipca, przesunięta później na 22 lipca rekonstrukcja rządu ma być przeprowadzona dopiero pod koniec miesiąca. Wszystko przez Szymona Hołownię, który – co przyznał premier Tusk – poprosił o przesunięcie tej daty „ze względów jakichś osobistych”.
A osobistych względów marszałek rotacyjny ma dziś co niemiara. Jak wiadomo, do uprawiania polityki potrzebna jest elementarna powaga i zaufanie ze strony sojuszników. Szymon Hołownia nie ma dziś ani jednego, ani drugiego. Dawno też stracił poparcie wyborców. Jego głośne nocne spotkanie z panami: Bielanem, Kamińskim i Kaczyńskim ma swoje konsekwencje, których megalomański marszałek „promocyjny” raczej nie udźwignie.
Na tym, żeby wieść o tajnym nocnym zebraniu ujrzała światło dzienne, zależało zapewne i PiS-owi, który może pokazywać wszem i wobec, jak słaba jest koalicja rządząca, ale i premierowi Tuskowi. Temu ostatniemu może nawet bardziej (niektórzy twierdzą, że wysłał tam wciąż jeszcze nieopierzonego politycznie Hołownię), by teraz, w obliczu rekonstrukcyjnych sporów, pokazać, kto jest zdrajcą i na kogo można zwalać winę za piętrzące się problemy coraz mniej uśmiechających się koalicjantów.
Nie trzeba być politycznym geniuszem, żeby zrozumieć także, jaki efekt owo „sekretne spotkanie” ma dla sojuszników z koalicji rządzącej, kolegów z partii czy topniejącej grupy wyborców i zwolenników marszałka. W koalicji liderzy pozostałych partii muszą zapewne pytać: czy przy Hołowni można omawiać plany ogrania Kaczyńskiego? A skoro (co potwierdzono) nie była to pierwsza tego typu potajemna burza mózgów z udziałem Hołowni, to pojawiają się kolejne wątpliwości. Czy nie wynosi on omawianych w koalicji spraw politycznym wrogom, czy chce sukcesu koalicji, czy raczej gra na jej rozbicie i jakieś osobiste profity?
W przededniu zapowiadanych zmian marszałek rotacyjny – może poza miłym połechtaniem swego ego – nic nie ugrał ani dla siebie, ani tym bardziej dla ugrupowania swojego imienia. Jego mit upada. Pierwsi posłowie zaczęli opuszczać partię, a krytykujący jego zachowanie są zawieszani w prawach członków. „Wściekły” Tusk już zapowiedział, że Polska 2050 nie otrzyma teki wicepremiera. Jakby tego było mało, po byłej gwieździe TVN-u zaczynają coraz bardziej jeździć obecne gwiazdy stacji. Marszałkowi dostaje się także od wyznawców Tomasza Lisa, który wyrzucił z siebie dziesiątki inwektyw, nazywając Hołownię m.in. Kałownią oraz sugerując, by jego nazwisko zapisywać teraz przez „Ch”.
Kiedy piszę ten tekst, jest niemal połowa lipca, za oknem wieje i leje, termometr pokazuje niespełna 13ºC i żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazują na to, byśmy w te wakacje (podobnie zresztą jak w kilku ostatnich latach) mieli do czynienia z sezonem ogórkowym. No chyba że weźmiemy sprawy w swoje ręce i sami zrobimy sobie wolne od polityków i ich przewrotnych gierek.
Leszek Sawicki