Kultura

Scena to miejsce, gdzie znikam

Rozmowa z Martą Tchórzewską, międzyrzeczanką, piosenkarką i aktorką.

Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że śpiewanie jest Twoje?

Trudno wskazać jeden konkretny moment. Od małego czułam, że coś mi w duszy gra. Chodziłam na zajęcia śpiewu i naprawdę to lubiła. Pewność siebie zaczęłam zyskiwać, gdy pojawiły się pierwsze nagrody na konkursach. Wtedy wiedziałam, że to, co robię, podoba się też innym.

Byłaś atrakcją rodzinnych imprez, koncertowałaś w domu?

Nie. Paradoksalnie – wstydziłam się śpiewać przy rodzinie. Uwielbiałam występować na konkursach, dla publiczności, która mnie nie znała. Ale gdy na rodzinnej imprezie padał tekst: „zaśpiewaj coś”, potrafiłam się rozpłakać ze wstydu i uciec.

 

Jako mała dziewczynka pojawiłaś się na szklanym ekranie. Opowiedz o programie „Przebojowe dzieci”.

To historia, o której mało kto wie. Miałam sześć lat. Wtedy popularne były programy takie jak „Od przedszkola do Opola” czy „Przebojowe dzieci”. Nie znam szczegółów – to pan Ireneusz Parafiniuk, mój trener wokalny, zgłosił mnie do udziału. Nie pamiętam etapu rekrutacji. Mama powiedziała tylko do mojego najstarszego brata, że jedziemy do telewizji. Czułam, że to coś większego. Pamiętam scenę, światła, studio. Gościem była Majka Jeżowska – stała w kolorowej sukience i się do mnie uśmiechnęła. Nie wiedziałam, kim jest, ale też się uśmiechnęłam.

 

Ktoś zauważył ten występ? Był moment popularności?

Tak. Pani w przedszkolu poprosiła, żebym opowiedziała dzieciom, jak to wyglądało. Więc powiedziałam, że wyszłam na scenę, zaśpiewałam i zeszłam. (śmiech). To było zabawne, ale tak to właśnie zapamiętałam. Dla rodziców miało to większe znaczenie – to oni się stresowali, co powiedzą do kamery. Sprzeczali się nawet o to, bo żadne nie chciało wystąpić. Finalnie padło na mamę. Czasy były inne – dziś internet by huczał, a wtedy była tylko telewizja.

 

Kto miał największy wpływ na Twój muzyczny rozwój?

Na początku rodzice. Zawsze mnie wspierali, wozili na wszystkie zajęcia. Potem pan Irek – dostrzegł we mnie potencjał i zapraszał na warsztaty. Pokazywał różne ścieżki, jeździł z nami, zapraszał gości. Dzięki niemu mogłam rozwinąć skrzydła i poznawałam innych trenerów, którzy też widzieli moje możliwości. To miało dla mnie duże znaczenie.

Później, gdy zaczęłam przygodę ze szkołą muzyczną w Międzyrzecu Podlaskim, duży wpływ miała na mnie pani Ewa Nestoruk, moja nauczycielka fortepianu. Była „żyletą”, ale to ona nauczyła mnie systematyczności i poważniejszego podejścia do muzyki. Z sentymentem wracam do tamtych chwil.

 

Kiedy pokochałaś musical?

Moje zainteresowania zmieniały się z czasem. Początkowo interesowała mnie muzyka rozrywkowa i jazz. W liceum polubiłam formę teatralną – wtedy wkręciłam się w musical. Śpiewałam, grałam w teatrze, a musical łączy jedno i drugie. To właśnie mi gra najbardziej – zresztą to studiuję. Piosenka jest najważniejsza, z nią chciałabym związać swoją przyszłość. Jednak musical daje wiele możliwości – od jazzu po piosenkę kabaretową czy aktorską.

 

Na jakiej scenie będziemy mogli Cię wkrótce zobaczyć?

Ostatnio grałam w spektaklu dyplomowym „Nine” w reżyserii Bartosza Figurskiego, który powstał na podstawie filmu „Osiem i pół” Federica Felliniego. Gram w nim postać Luisy Contini – żony głównego bohatera, który mierzy się z kryzysem twórczym i egzystencjalnym. Spektakl jest podsumowaniem mojej czteroletnie pracy na studiach licencjackich. A wiadomość z ostatniej chwili: wygrałam casting na główną rolę do musicalu „Beetlejuice” w reżyserii Jacka Mikołajczyka w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Tam będzie można mnie zobaczyć w przyszłym sezonie artystycznym. Próby zaczynają się pod koniec roku 2025 r,, a premierę zaplanowano na maj przyszłego roku. To spektakl na podstawie słynnego filmu Tima Burtona ,,Beetlejuice’’. Zagram Lydię, główną bohaterkę. To mroczna nastolatka, która mierzy się ze stratą po śmierci mamy. Ma niezwykłą zdolność – widzi duchy.

 

Jest jeszcze twój własny recital. Opowiedz o tym, jak Agnieszka Osiecka „zrujnowała” Ci życie?

Udział w konkursie „Pamiętajmy o Osieckiej” był przełomowy. Wygrałam go w 2023 r. Poczułam wtedy, że to, co robię na studiach, ma szansę przełożyć się na późniejszą pracę. To konkurs rozłożony w czasie, trwa kilka miesięcy. Jego finał odbywa się w Poznaniu. Dla zwycięzcy trwa dłużej, bo oprócz nagrody finansowej daje możliwość przygotowania własnego recitalu w następnej edycji konkursu. I wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest ten moment, kiedy mogę zrobić coś swojego, z profesjonalistami i jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Tak powstał recital „Jak Agnieszka Osiecka zrujnowała mi życie…”. Scenariusz napisała Karolina Słyk, muzykę na orkiestrę zaaranżował Jacek Piskorz. Graliśmy już w Teatrze Nowym w Poznaniu i w Terminalu Kultury Gocław w Warszawie. W październiku wystąpimy w Siedlcach.

 

Zdobyłaś już wiele nagród. Ostatnio w Międzyrzecu Podlaskim odebrałaś Nagrodę Kultury Powiatu Bialskiego im. Józefa Ignacego Kraszewskiego. Czujesz się doceniana?

Ten zawód to czasem jedno wielkie niedocenienie. Na przesłuchaniach wiele razy słyszałam: „nie”. To trudne, bo wiem, że mam talent, ale muszę go wciąż udowadniać. Castingów i produkcji jest niewiele, ale chętnych sporo. Trudno jest zostać zauważonym. Często nie mamy na to żadnego wpływu. Bywa, że nie dostajesz roli, bo nie pasujesz do wizji reżysera. Trzeba nauczyć się to przełknąć. Ale te momenty, kiedy się udaje, doceniam podwójnie. Wtedy wiem, że idę w dobrą stronę, że moja droga ma sens.

 

To jest ta droga, którą wybrałaś?

Tak, ale nie zamykam się na inne możliwości. Życie pisze różne scenariusze. Bardzo bym chciała, aby to była droga ze śpiewaniem, aktorstwem i teatrem. To moje marzenie. Mam nadzieję, że będę mogła je realizować.

 

No i niebawem ukaże się Twoja płyta…

Konkurs Osieckiej daje szansę na wydanie płyty – jeśli organizator jest zainteresowany. Kilka miesięcy temu otrzymałam taką informację. W lipcu wchodzę do studia. Płyta jest już w zaawansowanym etapie – umowa podpisana, działam. Premiera 26 września – na platformach streamingowych i stronie internetowej. To efekt wygranej i recitalu. Chcemy po prostu ten materiał utrwalić. To mój cel na wakacje.

 

Sprawiasz wrażenie skromnej i nieśmiałej, ale na scenie się zmieniasz. Otwiera Cię muzyka?

Tak, to prawda. Kto mnie zna, wie, że potrafię być otwarta, ale wychowano mnie w duchu pokory i przypominano, żeby mieć głowę na karku. W branży artystycznej to cenne, bo wiele osób jest skupionych na sobie. Bywam nieśmiała, zwłaszcza na początku. Onieśmielają mnie gratulacje, czuję się niezręcznie przy odbieraniu nagród – wolę po prostu śpiewać. Na scenie przychodzi moment, kiedy w głowie przełącza się przycisk i nie ma Marty – jest żywioł, przekaz, intencja. Ten zawód bywa trudny i niewdzięczny, ale wierzę w niego. Wierzę, że talent się obroni.

 

Co sprawia Ci największą radość, kiedy jesteś na scenie?

Ta możliwość dzielenia się emocjami i konfrontacji z innymi. Gdybym robiła to tylko dla siebie, to, oczywiście, byłoby wspaniałe, ale nie miałoby sensu. Radość jest wtedy, gdy mogę przekazać emocje drugiej osobie, gdy to, co mówię i śpiewam, dociera do widza. Nie każdy musi to rozumieć – wystarczy, że czuje.

 

Lubisz wracać do Międzyrzeca?

Tak. Mam swoje ulubione miejsca. Jedno na żwirowni, ale nie powiem które, bo tam nikt nie chodzi. Przyjeżdżam rowerem, rozkładam się z kocem i książkami, czasem rozwiązuję krzyżówki. Lubię też odwiedzać międzyrzeckie lumpeksy. To mnie odpręża (śmiech).

 

Dziękuję za rozmowę.

MARTA MUSZYŃSKA

Marta Tchórzewska ma 23 lata. Ukończyła studia licencjackie na wydziale wokalno-aktorskim na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Zamierza kontynuować studia magisterskie. 2023 rok przyniósł jej największe do tej pory osiągnięcie artystyczne: I nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie na Interpretację Piosenek Agnieszki Osieckiej „Pamiętajmy o Osieckiej” w Teatrze Nowym w Poznaniu. W ramach nagrody wystawiła własny recital pt. „Jak Agnieszka Osiecka zrujnowała mi życie…”, który został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez publiczność, jak i dyrekcję Teatru Nowego. Kolejnym etapem jest wydanie płyty z utworami z recitalu.