Historia
Facebook/BohaterON
Facebook/BohaterON

Może jutro nas zabiją, więc dlaczego nie?

W środku ogarniętej wojną Warszawy, w ruinach, huku bomb i pośród rannych, odbyła się uroczystość, która mimo dramatycznych okoliczności promieniowała nadzieją.

13 sierpnia 1944 r., w kaplicy przy ul. Moniuszki, Alicja Treutler „Jarmuż” i Bolesław Biega „Pałąk” złożyli sobie przysięgę małżeńską. Ten moment - pierwszy oficjalnie zarejestrowany ślub powstańczy - nie tylko został uwieczniony na filmie, ale stał się symbolem siły miłości w czasie wojny. Przeżyli razem 75 lat. Poznali się jeszcze przed 1939 r. Los splótł ich drogi, gdy zamieszkali w tym samym domu.

On – młody chłopak z rodziny o patriotycznych tradycjach, syn dyplomaty i wnuk galicyjskiego działacza narodowego. Ona – warszawianka, sanitariuszka, działająca w Armii Krajowej. Ich relacja dojrzewała w kontekście wspólnych przeżyć – od tajnych kompletów po konspirację w Armii Krajowej.

W 1944 r., gdy wybuchło powstanie, Bolesław walczył w batalionie „Kiliński”. Już w pierwszych dniach został ciężko ranny – seria z automatu przeszyła jego ramię. Trafił do szpitala przy ul. Moniuszki, gdzie Alicja jako sanitariuszka regularnie go odwiedzała. Ich związek nabrał nowego wymiaru – stał się kotwicą w chaosie wojny.

 

Dlaczego się nie pobierzecie?

Pewnego dnia Franciszek Szafranek „Frasza”, przyjaciel Bolesława i dowódca kompanii, widząc, jak Alicja troszczy się o rannego, jak rozkwita ich uczucie, zapytał wprost: „Dlaczego wy się nie pobierzecie?”. Nie czekając na odpowiedź, „Frasza” udał się z prośbą do dowództwa batalionu. Wieczorem tego samego dnia wróciła zgoda. Ślub miał się odbyć… nazajutrz, 13 sierpnia, o 11.00.

Bolesław początkowo wahał się. Wojna nie sprzyjała planowaniu przyszłości, lecz znajomi byli zachwyceni tym pomysłem. Tylko ojciec Bolesława protestował, lecz syn odpowiedział: „Może jutro nas zabiją, więc dlaczego nie?”. Alicja dowiedziała się o wszystkim od kolegów. Nie było oświadczyn, pierścionka ani długich przygotowań.

 

Kółka od firanek i pożyczony mundur

Uroczystość odbyła się w niewielkiej kaplicy zorganizowanej w sklepie przy ul. Moniuszki 11, tuż nad piwnicznym szpitalikiem, w którym leżał Bolesław. Ona w jasnej bluzce i ciemnej spódnicy, on – w zdobycznym mundurze z rozciętym rękawem, by zmieścić rękę w gipsie. Zamiast obrączek – dwa kółka od firanek, pieczołowicie przechowywane przez całe życie.

Ślubu udzielił kapelan batalionowy ks. kpt. Wiktor Potrzebski „Corda”, który zginął kilka tygodni później. W ceremonii wzięło udział 30 osób – głównie pacjenci szpitala i koleżanki Alicji z drużyny, które akurat miały przerwę w służbie. Zabrakło wielu bliskich, w tym najbliższych kolegów Bolesława, ponieważ w tym czasie trwał niemiecki atak na Pocztę Główną. Dopiero później udało się zorganizować symboliczne wesele w zdobytym budynku – z francuskimi sardynkami, pasztetami, angielskimi papierosami i winem zabranym Niemcom. Noc poślubną spędzili… w sali obsługi poczty.

 

Film i zdjęcie, które przeszły do historii

Ślub Biegów jako jedyny został sfilmowany w czasie powstania. To był przypadek. Po drugiej stronie ulicy, w nocnym klubie „Adria”, mieściła się jednostka propagandowa AK. Kiedy dowiedzieli się, że tuż obok ma się odbyć ślub, przybiegli z kamerami. Jednym z nich był Eugeniusz Lokajski, olimpijczyk i fotograf, który uwiecznił młodą parę.

Zdjęcie, na którym widać Bolesława w mundurze i Alicję w skromnej bluzce, obiegło cały świat. Sam film był wyświetlany w kinie „Palladium” podczas powstańczych seansów.

 

Ucieczka i nowy początek

Po upadku powstania Biegowie trafili do niemieckiej niewoli – stalag IVb w Dreźnie. Dzięki temu, że byli małżeństwem, nie rozdzielono ich. Pod koniec kwietnia 1945 r., słysząc odgłosy zbliżającej się Armii Czerwonej, zdecydowali się na ucieczkę. Przekupili niemieckich żołnierzy papierosami i przedostali się przez most na Elbie do kolumny angielskich jeńców.

Nie wrócili do Polski. Zamieszkali najpierw w Londynie, później w Stanach Zjednoczonych. Bolesław, już jako Bill, odnosił sukcesy zawodowe. Doczekali się pięciorga dzieci, 12 wnuków i pięciorga prawnuków.

W 2014 r. Bolesław odwiedził jeszcze raz Warszawę. Zatrzymał się przy ul. Moniuszki, gdzie zaczęła się ich historia. Powiedział wtedy: „Nie wiedzieliśmy, czy przeżyjemy kolejny dzień, ale wiedzieliśmy, że chcemy być razem”.

 

Miłość silniejsza niż wojna

Ślub Alicji i Bolesława nie był wyjątkiem – był częścią fali emocji, buntu i nadziei, jaka ogarnęła walczącą Warszawę. W czasie powstania zawarto 256 związków małżeńskich.

Ale historia Biegów jest wyjątkowa, bo to nie tylko opowieść o uczuciu w dramatycznych warunkach, lecz również o 75 latach wspólnego życia, o trwaniu mimo przeciwności, o tym, że decyzje podejmowane w najtrudniejszych chwilach mogą być najważniejsze.

A. Treutler-Biega zmarła 20 września 2019 r., mając 96 lat. B. Biega odszedł 18 maja 2023 r., dożywszy 100 lat. Ich historię możemy poznać dzięki książce „Panna młoda z powstania” autorstwa Kazi Sitarz.

Bo ich miłość zasługiwała na pamięć

Rozmowa z Kazią Sitarz, autorką książki „Panna młoda z powstania”

Jak to się stało, że maturzystka napisała i wydała książkę o bohaterach najbardziej znanego powstańczego ślubu i fotografii?

W kwietniu 2023 r. zauważyłam, że temat powstania warszawskiego będzie omawiany na lekcjach historii. Pomyślałam, że mogłabym przygotować prezentację, by zdobyć kolejną piątkę. Wtedy przypomniała mi się historia Alicji Treutler i Billa Biegi, którą poznałam jeszcze w 2019 r., mając 13 lat. Wówczas, w ramach prowadzonej przez BohaterON akcji „Kartka dla Powstańca”, skontaktowałam się z Alicją. Niestety, zmarła, zanim kartki trafiły do odbiorców. W 2020 r. udało mi się wymienić kilka maili z jej mężem, ale potem zapomniałam o ich historii. Dopiero w 2023 r., przygotowując wspomnianą prezentację, postanowiłam ponownie skontaktować się z Billem. Bardzo chciałam, by ją zobaczył. Przesłałam mu maila, ale nie odpowiedział. Ostatecznie znalazłam go domu seniora. Napisałam do nich, a oni pokazali mu prezentację. Był bardzo wzruszony i wdzięczny. Zmarł trzy tygodnie później. Pod jego nekrologiem zamieściłam kondolencje, pod którymi jego córka Eileen napisała: „Moja siostra Annette i ja jesteśmy ci wdzięczne za piękne kondolencje”. Zaprosiłam Eileen do znajomych i wtedy wpadł mi do głowy pomysł, aby napisać książkę o jej rodzicach. Początkowo myślałam o biografii, ale finalnie zdecydowałam się na biografię fabularyzowaną.

 

Co Cię zachwyciło w bohaterach, że postanowiłaś opisać ich historię?

Przede wszystkim ich energia, optymizm i wewnętrzny spokój, mimo przerażających przeżyć. Ich miłość była niezwykła – przetrwali wojnę, pożogę powstania, a potem tułaczkę po świecie. Zamiast obrączek włożyli sobie na palce kółka od firanek. Lili – tak Alicja była nazywana przez bliskich – nie miała sukni ślubnej, tylko pożyczyła bluzkę i spódnicę. Bill był ranny, miał rękę na temblaku. Brali ślub, gdy wokół wybuchały bomby i rozbrzmiewały strzały. A mimo to ich małżeństwo przetrwało dekady. Nic go nie zniszczyło.

 

Choć Alicja i Bolesław przeżyli powstanie, ich historii chyba nie da się streścić w słowach: „żyli długo i szczęśliwie”?

Zdecydowanie nie. Owszem, żyli długo, byli ze sobą szczęśliwi. Tak, jak Bill mówił: „Dobrą rodzinę stworzyliśmy, to było bardzo dobre małżeństwo”. Jednak życie nie szczędziło im trudności. Długo tułali się po świecie, czasami ledwo wiązali koniec z końcem, mieli problemy – zwłaszcza w Anglii. Dopiero w USA poczuli się stabilnie, ale i tam nie zabrakło kryzysów. Mimo to z każdej sytuacji wychodzili silniejsi, a trudne doświadczenia tylko wzmacniały ich miłość. I nieważne, jaka burza w ich życiu szalała, promieniowali optymizmem i uśmiechem.

 

„Pana młoda z powstania” to fabularyzowana biografia, ale też świetnie udokumentowana. Jak wyglądała Twoja praca nad książką, zbieranie źródeł itd.? Co było najtrudniejsze?

Zaczęłam od zebrania wspomnień B. Biegi. Chciałabym tu serdecznie podziękować Romie Buharowskiej, która umożliwiła mi dostęp do autobiografii Billa. To na jej podstawie powstała większa część książki. Potem skontaktowałam się z córką Lili i Billa – Eileen. Ona uzupełniła informacje, odpowiadając na moje pytania i dzieląc się rodzinnymi zdjęciami. Najtrudniejsze było chyba czekanie na odpowiedzi od Eileen (śmiech), bo różnice czasowe robią swoje. Czasami miałam wątpliwości, czy opisując ich życie, z ich blaskami i cieniami, nie odbiorę im szacunku, na który zasługują.

 

W 1944 r. młodzi mieszkańcy Warszawy nagle stali się frontowymi żołnierzami. Była w nich nadzieja i entuzjazm. Nie chcieli umierać, ale ze śmiercią się liczyli. Czy Twoje pokolenie, gdyby dzisiaj zaszła taka potrzeba, „zachowałoby się tak jak trzeba”?

Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, bo „tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”, ale sądzę, że raczej moje pokolenie nie zostawiłoby Polski w potrzebie. Jednak to doświadczenie wojenne, które przeszli bohaterowie powstania warszawskiego, było absolutnie wyjątkowe, i dziś trudno byłoby się w pełni wczuć w ich sytuację.

KONKURS

Mamy dla Państwa trzy książki „Panna młoda z powstania” od wydawnictwa eSPe. By wziąć udział w konkursie, należy wysłać SMS o treści: ECHO2.odpowiedź na numer 72068 (2,46 zł z VAT) od czwartku, 1 sierpnia, od godz. 10.00, do środy, 6 sierpnia, do 22.00. Wygrają trzy osoby, które najciekawiej dokończą zdanie: „Powstanie warszawskie jest dla nas ważną historią, ponieważ…”. Uwaga – odpowiedź nie może przekroczyć 160 znaków. Regulamin znajduje się na stronie www.echokatolickie.pl. Listę nagrodzonych zamieścimy w 33 nr. „Echa”.

DY