Aktywne na wielu polach
Dzięki zaangażowaniu w integrację społeczności, wspieranie rozwoju wsi oraz przedsiębiorczości kobiet KGW zapisało się już w historii Tyśmienicy. Aktywne i dynamiczne panie starają się łączyć ludzi i pokolenia, dbać o dorobek kulinarny, a podczas wydarzeń gminnych zabawiać mieszkańców swoim śpiewem. Są dowodem na to, że koła gospodyń, lokalne centra aktywności, stanowią o fenomenie tego zjawiska we współczesnej Polsce.
Koło i zespół śpiewający
Tyśmienica – miejscowość leżąca na lewym brzegu rzeki o tej samej nazwie – ma bogatą historię, sięgającą co najmniej XV w. Przez stulecia była zarówno wsią szlachecką, jak i królewską, a w pewnym okresie dziejów nawet centrum rzemieślniczo-handlowym.
Legenda związana z pochodzeniem nazwy miejscowości jest chętnie przekazywana przez KGW. – Podobno było tak, że żyło tu dawno temu dwóch sąsiadów: Piotr i Paweł. Jeden trzymał pszczoły, drugi miał ryby. Kiedy zaczęły im znikać i ryby, i miód, nawzajem się podejrzewali. Gdy odkryli, że to niedźwiedź ich okrada, nie chcieli przyznać się do błędu ani przeprosić. Pogodził ich dopiero ulewny deszcz, rzeka, która wystąpiła z koryta i sosna, na której spędzili całą noc. Nad ranem okazało się, że siedzą obok siebie. Zapomnieli o dawnych urazach, a jeden powiedział do drugiego: „Tyś mnie nic nie winien” – opowiada przewodnicząca KGW Emilia Kondrat. – Słyszałam również o drugiej wersji pochodzenia nazwy Tyśmienica. Pewien król, widząc rzekę, miał powiedzieć do poddanych: „Tyś mennicą mą”. Co prawda nie odnalazłam źródeł pisanych tej legendy, ale o historii naszej miejscowości dowiadujemy się również z przekazów ustnych – zaznacza.
Koło zawiązało się w 2015 r. i początkowo funkcjonowało z udziałem pań starszego pokolenia. Z czasem skład się zmieniał, obecnie przeważają w nim młodsze kobiety. Część członkiń KGW zasila też zespół folkowy Tyśmienica, który powstał w 2010 r. Śpiewająca grupa występuje podczas uroczystości kościelnych i parafialnych, w swoim repertuarze ma zarówno pieśni religijne, jak i patriotyczne. Prezentują się przy okazji różnych wydarzeń gminnych. Obecni są na jarmarkach, festynach, dożynkach czy jubileuszach. – Nie śpiewamy tradycyjnych piosenek ludowych. Sięgamy raczej po utwory rytmiczne, do tańca. Jesteśmy grupą folkową. Bywa tak, że kiedy członkinie zespołu są na scenie, panie z koła gospodyń w tym czasie serwują dania na stoiskach z kulinariami. Uczestniczymy w wydarzeniach kulturalnych razem ze swoimi dziećmi, co sprzyja integracji. Obok nastoletnich i starszych także te najmłodsze, kilkuletnie włączają się w przygotowania. Dzieci są także pierwszymi degustatorami naszych potraw – mówi E. Kondrat.
Forszmak zawsze się sprawdza
Koło gospodyń chętnie sięga po dawne receptury, do których wprowadza też własne smaki. Panie bazują na tradycji kulinarnej Lubelszczyzny oraz daniach lokalnych. – Wśród naszych propozycji jest m.in. zapiekany karp z kaszą gryczaną i żurawiną. Owoce pochodzą z okolicznych lasów, karp ze stawów, których tu nie brakuje, a kaszę zamawiamy u gospodarza z niedalekiej wsi Jamy. Korzystamy z tego, co mamy dookoła, z darów natury – potwierdza Anna Suszczyk-Bójczuk, członkini KGW. Mięso ryb obecne jest również w nadzieniu pierogowym. – Przemycamy je pod różnymi postaciami, a przepisy pozyskujemy od przedstawicielek starszego pokolenia. Dawniej w okolicy popularne były na przykład kartofle gotowane z mąką, nazywane ganzą lub fusią, podawane ze słodką śmietaną, roztapianą ze smalcem, czyli macanką. Do dziś goszczą na naszych stołach i stoiskach – zaznacza pani Anna.
KGW z Tyśmienicy chętnie serwuje też forszmak – zarówno w wersji mięsnej, jak i rybnej. – Dotarłyśmy do XVIII-wiecznego przepisu tego dania. W związku z tym, że w okolicy mamy bogactwo stawów, postanowiłyśmy mięso drobiowe czy wieprzowinę proponowaną w dawnej recepturze zastąpić filetem z karpia i amura. Taka inwencja kulinarna była jak najbardziej dozwolona, a wręcz polecana – potrawę przygotowałyśmy na ogólnopolski konkurs „Bitwa Regionów”. Oczywiście pozostała baza zupy z XVIII w., z cebulą, czosnkiem, papryką, ogórkiem kiszonym oraz pieczarkami. Do ugotowanego wywaru dodajemy przecier pomidorowy, jeśli danie przyrządzamy w okresie letnim i gdy warzywa są dostępne – wyjaśnia A. Suszczyk-Bójczuk.
Forszmak w wersji mięsnej przygotowywany był m.in. na potrzeby ogólnopolskiego projektu „Z mięsem drobiowym przez pokolenia”, organizowanego przez Stowarzyszenie Innowatorów Wsi. Po ugotowaniu bulionu należy pokroić mięso kury lub indyka na kawałki, oprószyć mąką i podsmażyć na rozgrzanym smalcu lub oleju, aż się zarumieni. Następnie wyjąć je z patelni, a na tym samym tłuszczu podsmażyć pokrojoną w kostkę kiełbasę lub boczek. Cebulę trzeba posiekać, czosnek przecisnąć przez praskę, a paprykę, pieczarki i ogórki pokroić w drobną kostkę. Wszystko razem należy podsmażyć na patelni. Potem do gotującego się bulionu powinno się dodać zdjęte z patelni mięso, kiełbasę i warzywa, a także liście laurowe, ziele angielskie oraz przyprawy: słodką i ostrą paprykę, majeranek, sól i pieprz, a na koniec koncentrat pomidorowy. Gotować trzeba na małym ogniu przez kilkadziesiąt minut, aż mięso i warzywa będą miękkie, a smaki się połączą.
Forszmak lubelski był przygotowywany również dla uczestników tegorocznej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, którzy przechodzili przez Tyśmienicę. Potrawa gości przy różnych okazjach, podobnie jak pierogi z owocami lub „dziadowskie” przyrządzane z tartych ziemniaków i okrasą z boczku. Do specjałów kuchni lokalnej wykorzystywana jest uprawiana w ogrodach cukinia, a także grzyby boczniaki z własnej hodowli. Panie z koła świetnie potrafią komponować dania, ciesząc się dobrymi opiniami osób degustujących.
Syrop z forsycji nie jest nowością
Wśród słodkich propozycji kulinarnych KGW są ciasta drożdżowe, torcik z dodatkiem gotowanej fasoli, a ostatnio – po docenieniu najwyższą nagrodą w konkursie „Kobieta Przedsiębiorcza w stylu wege” – tort tradycyjny z konfiturą aroniowo-gruszkową. – Postawiłyśmy na masło i dawną recepturę masy jajecznej ubijanej na parze. Tego typu przedsięwzięcia, jak zmagania kulinarne z innymi kołami gospodyń, skłaniają do tego, aby sięgać po dary lasów i ziemi, po naturalne składniki, a unikać dżemów z konserwantami, bitej śmietany z marketu czy żelatyny – mówi E. Kondrat.
W okolicy nie brakuje owoców i ziół, z których korzystają przedstawicielki koła. Nowością nie jest sok z czarnego bzu, mniszka, lipy, a nawet forsycji. – Wystarczy wiosną pozbierać kwiaty, wymyć, następnie zasypać cukrem i gotować. Syrop o pięknym żółtym kolorze, zawierający dużo witaminy C, stanowi bazę do lemoniady lub nalewki – przekonuje pani Emilia.
Tyśmieniczanki postawiły na kulinaria. Przeglądają dawne receptury, pozyskują przepisy od seniorów zamieszkujących okoliczne miejscowości, dodając przy tym własne pomysły. Obok tej działalności równolegle dbają o rozwój zespołu śpiewającego, który w czerwcu obchodził 15-lecie istnienia. A wszystko po to, by wzmacniać dobrosąsiedzkie więzi oraz promować tradycję lokalną.
Joanna Szubstarska