Kultura

Mazurska wieś, chiński świat i kryminał między nimi

Rozmowa z Mateuszem Kwiatkowskim, autorem książki „Duch jeziora”, tłumaczem języka chińskiego, międzyrzeczaninem.

Pochodzi Pan z małej miejscowości Misie, a obecnie mieszka w Chinach. Jak do tego doszło?

Wyjechałem na studia do Wrocławia, ale zawsze miałem ambicję, aby nauczyć się niepopularnego języka obcego. Moi znajomi wybierali francuski albo niemiecki, a ja czułem, że ten rynek jest już nasycony. Myślałem o koreańskim, a ostatecznie stanęło na chińskim.

Wiadomo, najlepiej uczyć się języka w kraju, w którym się go używa. Dlatego wyjechałem najpierw na stypendium do Szanghaju, potem były studia, a w końcu zostałem na dłużej. Obecnie wykładam na Kantońskim Uniwersytecie Spraw Międzynarodowych w Guangzhou, mieście na południu Chin.

 

„Duch jeziora” jest spełnieniem Pana pisarskich marzeń?

Zdecydowanie. Moje życie zawodowe było pełne wzlotów, upadków i zmian. Byłem nauczycielem języka chińskiego, angielskiego, wciąż jestem tłumaczem polsko-chińskim, a obecnie uczę polskiego w Chinach. Jedną ze stałych w tym morzu zmian była pasja pisania. Już w gimnazjum próbowałem tworzyć opowiadania, były to jednak takie nieporadne próby. Minęło sporo lat, zanim moje pisanie dojrzało.

 

A dlaczego akurat kryminał?

Zawsze lubiłem fantasy i science fiction. To były moje pierwsze literackie fascynacje. Gdzieś na dysku wciąż mam projekt swojej pierwszej książki, jednak z perspektywy czasu nie patrzę na niego z zachwytem. Widzę w niej mnóstwo błędów, ale to cenna lekcja. Pomysł na „Ducha jeziora” przyszedł niespodziewanie. Pojawiła się inspiracja, która skierowała mnie w stronę kryminału – choć w powieści są też elementy fantastyczne i mistyczne, czyli to, co zawsze mnie pociągało.

 

Akcja książki rozgrywa się w Polsce, a pisał ją Pan w Chinach. Jedna z postaci ma też związek z tym krajem – przypadek?

Fabuła toczy się na małej mazurskiej wsi, gdzie pozornie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. I nagle pojawia się ktoś, kto zupełnie nie pasuje do tego obrazu. To było moje wyzwanie – stworzyć coś nowatorskiego właśnie przez tę postać. Jej rola i historia będą bardzo istotne i zostaną wyjaśnione w toku fabuły. W książce poznajemy wielu bohaterów i ich losy. Można nawet powiedzieć, że sama wieś staje się jedną z postaci. Główną bohaterką jest Eliza, młoda pisarka, która po niespodziewanym sukcesie przeprowadza się z narzeczonym do małej miejscowości na Mazury. Z czasem odkrywa zadawnione rany, zapomniane historie i próbuje je wydobyć na światło dzienne.

 

Czy bohaterowie są inspirowani osobami z Pana życia?

Nie ma jednej postaci, która byłaby bezpośrednim odwzorowaniem kogoś, kogo znam. Ale wielu bohaterów to połączenie cech różnych ludzi, którzy w jakiś sposób mnie zaintrygowali. Część mojego życia przeniosłem na papier, tworząc nową postać. Staram się, by nie były one jednowymiarowe – choć na początku mogą się takie wydawać. Pozornie prości ludzie, ale gdy zagłębiamy się w ich historię, okazuje się, że wcale tacy nie są. Nawet pijaczek, który jest lokalnym pośmiewiskiem, niesie ważną historię i ma wpływ na całą fabułę.

 

Jak wygląda proces pisania kryminału?

Pomogły mi wcześniejsze, nieudane próby pisarskie. Kiedyś miałem tylko ogólny zarys fabuły, a potem, w trakcie pisania, powieść się rozjeżdżała, a historia rozrastała. Tym razem wiedziałem, że potrzebuję planu. Zapisałem, co ma się wydarzyć w każdym rozdziale – choć zostawiłem sobie przestrzeń na improwizację. I rzeczywiście – w wielu momentach improwizowałem.

 

W Polsce jest coraz więcej młodych pisarzy, a na rynku mnóstwo debiutów literackich. Czy w takich warunkach łatwo jest wydać powieść?

Trudno. Byłem zupełnie nieznany, nie miałem żadnego dorobku, którym mógłbym zainteresować wydawcę. Musiałem nauczyć się pokory. To, że książka podoba się znajomym, nie znaczy, iż spodoba się wydawnictwu. By znaleźć odpowiednie, wydeptałem naprawdę wiele ścieżek.

 

Współpraca z wydawnictwem chyba się udała, skoro kolejne książki już „w drodze”?

Tak, bardzo dobrze współpracuje mi się z wydawnictwem Initium. Po „Duchu jeziora” poczułem potrzebę spróbowania czegoś nowego – nie chciałem zamykać się w jednym gatunku. Druga książka również jest kryminałem, ale toczy się w zupełnie innym, bardzo ciekawym środowisku. To trochę eksperyment, ale na razie nie mogę zdradzić szczegółów. Myślę, że jest równie dobra, a może nawet lepsza (śmiech).

 

Kryminały są dziś bardzo popularne. Co wyróżnia „Ducha jeziora”?

To nie jest klasyczny kryminał. W książce dzieje się dużo więcej. Chciałem, żeby czytelnik zanurzył się w wykreowany świat, a nie tylko śledził fabułę. Są wątki mistyczne, co stanowi pewien powiew świeżości. Nie epatuję brutalnością – wiadomo, ofiary muszą być, bo to kryminał, ale starałem się zachować umiar. Dominują raczej klimat, napięcie i atmosfera ukrytego, zabobonnego strachu.

 

Jak długo pisał Pan „Ducha jeziora”?

Prawie dwa lata. Nie miałem na początku samodyscypliny. Wierzyłem w bajki o natchnieniu i pisaniu w klimatycznych kawiarniach. Szybko okazało się, że przygotowania do wyjścia zajmują więcej czasu niż samo pisanie (śmiech). Ostatecznie najlepiej pisało mi się na kanapie, kilka stron dziennie – z natchnieniem lub bez. Przekonałem się, że tylko systematyczna praca przynosi efekty. Druga książka powstała w kilka miesięcy.

 

Przed Panem spotkania promocyjne. Odwiedził Pan już Międzyrzec.

Największym wyzwaniem jest brak czasu. Jednak w drugiej połowie sierpnia odbyło się spotkanie autorskie i warsztaty dla młodzieży w Międzyrzecu Podlaskim. Odwiedziłem też Białą Podlaską, gdzie chodziłem do liceum. To najważniejsze punkty promocyjne. Oczywiście zorganizuję też spotkanie na Mazurach – bo to przecież tam dzieje się akcja książki.

 

Dziękuję za rozmowę.

MARTA MUSZYŃSKA

Mateusz Kwiatkowski urodził się w Międzyrzecu Podlaskim, ma 34 lata. Tłumacz polsko-chiński i wykładowca polonistyki na uniwersytecie w Chinach. Na co dzień eksploruje Azję, koncertuje jako pianista i daje się porwać ciężkim brzmieniom. Lubi też długie leniwe popołudnia w domu, przy pianinie i dobrej kawie. Fan szachów i planszówek – o ile znajdzie się partner do rozrywki. „Duch jeziora” to jego debiut powieściowy, w którym lokalne legendy i duszna atmosfera małych społeczności spotykają się z precyzją języka i reporterskim zacięciem