Wielki test zaufania
Władze odpierają oskarżenia i apelują: „Nie idźcie na referendum”. Wniosek złożyła w sierpniu grupa mieszkańców Janowa Podlaskiego skupiona wokół inicjatywy „Czysta Gmina Janów Podlaski - STOP biogazowni”, która zebrała w tej sprawie ponad 500 podpisów. Władze krytykowano m.in. za planowaną budowę biogazowni/biometanowni, odejście władz od rozwoju turystyki, nepotyzm.
Cena demokracji: 50 tys. zł
4 września wójt K. Michałowski zwołał konferencję prasową, w której uczestniczył jego zastępca Krzysztof Radzikowski i prawie cała rada, by odnieść się do stawianych zarzutów. Tego samego dnia odbyła się zwołana w trybie nadzwyczajnym sesja rady gminy, podczas której poruszono kwestię zmian w planie finansowym, m.in. związaną z przesunięciem środków na przeprowadzenie referendum.
– Koszt referendum to ok. 50 tys. zł. Są to środki z budżetu gminy – pieniądze, które moglibyśmy przeznaczyć na projekt chodnika, utylizację azbestu lub inne lokalne potrzeby – zaznaczył K. Michałowski. – Mówimy o całkiem sporych pieniądzach, które można by było wykorzystać jako dźwignię finansową różnego rodzaju innych inwestycji – stwierdził.
Wójt podkreślił, że do przeprowadzenia referendum wystarczyło jedynie formalne uzasadnienie. – Zgodnie z procedurami komisarz wyborczy nie musiał go weryfikować. Jednak po naszej analizie okazało się, że żaden z 25 znajdujących się we wniosku punktów nie był merytoryczny – stwierdził, dodając, że referendum można dziś przeprowadzić wyłącznie na podstawie utraty zaufania – prawo na to pozwala, nawet bez merytorycznych zarzutów.
Temat nie istnieje
Odniósł się również do zarzutów stawianych mu przez oponentów. W pierwszej kolejności poruszył kwestię budowy biometanowni, która stała się główną osią sporu pomiędzy częścią mieszkańców a władzami samorządowymi, a w konsekwencji doprowadziła do złożenia wniosku o referendum. – Temat biogazowni w gminie Janów Podlaski na dzisiaj nie istnieje – podkreślił wójt. – Była uchwała rady, była deklaracja wójta. Mamy plan ogólny, którym chcemy zablokować takie możliwości. Nie toczy się żadne postępowanie administracyjne, firma wycofała się z inwestycji, a umowa dzierżawy z właścicielem działki została rozwiązana – zapewnił, zarzucając przeciwnikom manipulację emocjami mieszkańców.
Co obiecał, co zrobił
Michałowski zaprzeczył też oskarżeniom, że nie wspiera turystyki, wyliczając zrealizowane działania. – Uruchomiliśmy Punkt Informacji Turystycznej, przewodnika, taksobryczkę, wytyczyliśmy szlaki konne i rowerowe, zorganizowaliśmy wyjazd studyjny do województwa dolnośląskiego, aby zobaczyć, jak tworzy się wioski tematyczne, przynależymy do Lokalnej Organizacji Turystycznej, pojechaliśmy do Arabii Saudyjskiej na targi turystyczne. Wszystko po to, aby zachęcić turystów do odwiedzenia naszej gminy – mówił Michałowski. Wspomniał też o potrzebie tworzenia strefy gospodarczej, która pozwoliłaby się gminie rozwijać. – W moim gabinecie wisi plan sprzed wyborów, w którym odhaczam to, co udało się już zrobić. Nie zgadzam się z oponentami, że robię coś wbrew temu, co obiecałem – zaznaczył wójt.
W kwestii nepotyzmu odniósł się jasno: wszystkie stanowiska zostały obsadzone po przeprowadzeniu konkursów i wyborze najbardziej kompetentnych osób.
– Niektórzy jeszcze sugerowali, że będę sprowadzał migrantów. Z autorami tego typu wypowiedzi będę spotykał się w sądzie. Już złożyłem sześć pozwów. Mówię o tym nie po to, aby straszyć, ale mam prawo do obrony swojego dobrego imienia i imienia urzędu wójta – mówił K. Michałowski i dodał: – Dziś Janów Podlaski potrzebuje spokoju, jedności, wspólnych działań, integracji, a nie podziału, kłótni i walki o władzę. Chcemy prosić mieszkańców, by 19 października nie szli na referendum.
Nie jesteśmy przeciw mieszkańcom
Zaapelował o to również wiceprzewodniczący rady gminy Wojciech Wiszniewski. – Nie przypominam sobie, abyśmy od kwietnia ubiegłego roku, odkąd zostaliśmy radnymi, przegłosowali uchwałę wbrew woli mieszkańców. Nigdy nie wystąpiliśmy przeciwko nim! Głosujemy z własnym sumieniem, ale pytamy o to, czego potrzebują i czego chcieliby w Janowie Podlaskim. To, co się teraz dzieje, trudno określić kulturalnymi słowami. Mam nadzieję, że 19 października ludzie nie pójdą do urn i nie poprą tego podziału – zaznaczył.
Na zakończenie konferencji wójt przypomniał, że zarówno jemu, jak i radzie mieszkańcy dali mandat na pięć lat. – Nasze działania można realnie ocenić dopiero po tym czasie. Jeżeli w kolejnych wyborach okaże się, że były one niewystarczające, uszanujemy to. Nie jesteśmy natomiast w stanie do końca zrozumieć, co można zrobić już po roku, by próbować nas odwołać i mówić, że jesteśmy niewłaściwymi osobami do pełnienia tych funkcji – podsumował K. Michałowski.
Frekwencja zdecyduje
Referendum będzie ważne tylko wtedy, gdy frekwencja przekroczy określony próg. Aby odwołać wójta, do urn musi pójść co najmniej 1238 osób (3/5 liczby głosujących w ostatnich wyborach samorządowych), a za jego odwołaniem musi opowiedzieć się co najmniej połowa z nich plus jedna osoba. W przypadku rady gminy – wymagana liczba głosujących to 1367 osób. W gminie Janów Podlaski uprawnionych do głosowania jest ponad 4 tys. mieszkańców.
DY