Region
Gmina Wyryki
Gmina Wyryki

W cieniu niepokoju

W nocy z 9 na 10 września rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną i spadły na terenie pięciu województw, głównie na Lubelszczyźnie. Jeden z obiektów uszkodził dom mieszkalny.

Mieszkańcy wschodniej Polski mówią o strachu i poczuciu zagrożenia. Służby apelują: zachowajmy czujność i nie dajmy się dezinformacji. Podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę część dronów zboczyła z kursu i naruszyła polską przestrzeń powietrzną. - W Czosnówce (pow. bialski), w Krzywowierzbie Kolonii (pow. parczewski), w Wohyniu (pow. radzyński), w Wielkim Łanie (pow. włodawski), w Kolonii Zabłocie (pow. bialski), w Bychawce Trzeciej (pow. bialski) znaleziono drony, których uszkodzenia powstały wyłącznie wskutek upadku na ziemię.

Co do dwóch zdarzeń – w Cześnikach (pow. zamojski), w Wyhalewie (pow. parczewski) – zabezpieczono fragmenty drona. Fakt, że je ujawniono, wynikał najprawdopodobniej z zestrzelenia tego drona – przekazała prokurator Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Kilka zidentyfikowano jako bezzałogowce typu Gerbera, tzw. wabiki. Na niektórych znajdowały się fragmenty napisów w cyrylicy.

 

Przywrócić poczucie bezpieczeństwa

Najpoważniejszy incydent miał miejsce w Wyrykach (pow. włodawski), gdzie Obiekt przebił strop, uszkadzając wnętrze domu, w którym znajdowały się dwie osoby.

– Na szczęście nikt nie ucierpiał. Rodzinie od razu zapewniono pomoc. Na początku znalazła schronienie w bibliotece, gdzie znajduje się dwupokojowe mieszkanie z aneksem kuchennym, a obecnie przebywa w lokalu nad ośrodkiem zdrowia. Zostaną tam, dopóki ich dom nie wróci do stanu sprzed 10 września – mówi Bernard Błaszczuk, wójt gminy Wyryki.

W dniu ataku zawieszono zajęcia w szkołach, zorganizowano też pogadanki z psychologami. – Naszą gminę dzieli od Ukrainy zaledwie 15 km, więc spokój mieszkańców został zaburzony, kiedy wybuchła wojna, ale teraz został on spotęgowany. Mimo to staramy się wracać do normalności – twierdzi B. Błaszczuk, dodając, że rolą samorządu jest przywrócenie ludziom poczucia bezpieczeństwa. – Myślę, że samorząd gminny, powiatowy, wojewódzki i służby zdały egzamin podczas tej próby – dodaje.

Urząd gminy wraz ze stowarzyszeniem Poleskie Psy Ratownicze ogłosił zbiórkę, aby wesprzeć poszkodowaną rodzinę w odbudowie ich domu i powrocie do normalności. Zebrane środki zostaną przeznaczone na: remont i odbudowę, zakup materiałów budowlanych, odtworzenie podstawowego wyposażenia, pomoc doraźną. Starosta włodawski Mariusz Zańko poinformował, że straty wstępnie oszacowano na ok. 300 tys. zł, ale oficjalna kwota będzie znana po zakończeniu pracy przez rzeczoznawcę.

 

Dezinformacja atakuje

Zaraz po opublikowaniu zdjęć uszkodzonego domu w Wyrykach pojawiły się w internecie sugestie, że dach został uszkodzony wcześniej. „A dach w Wyrykach to niestety burza zerwała dwa miesiące temu. Nie siejcie dezinformacji” – strofował w komentarzu starostę włodawskiego pan Alan. M. Zańko szybko zareagował: „No właśnie po to są te informacje, aby mieszkańcy byli czujni na takie fejki i dezinformacje, które pan przedstawia” – odpisał pod nagraniem w mediach społecznościowych, gdzie informował o działaniach, jakie podjęto po przekroczeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez drony.

Niestety podobnych komentarzy w sieci krążą setki. Na platformie X można znaleźć prawdopodobnie całkowicie sfabrykowany wpis rzekomego mieszkańca tej wsi, który również przekonywał, że dom został zniszczony dwa miesiące temu. – To nieprawda. Dom nie został zniszczony przez złe warunki atmosferyczne, ale przez niezidentyfikowany obiekt w dniu 10 września – zapewnia wójt Błaszczuk. – To klasyczna dezinformacja. Tak właśnie działają rosyjskie trolle. Operują dziesiątkami kont na różnych platformach i rozprzestrzeniają fake newsy. Dlatego tak ważne jest, by ufać oficjalnym komunikatom i nie powielać niesprawdzonych informacji – podkreśla.

Śledczy na razie nie informują, co spadło na dom w Wyrykach. Podczas konferencji prasowej prokurator Dębiec poinformowała, że w przypadku obiektu, który spadł w Wyrykach, prokuratura nie ustaliła „ponad wszelką wątpliwość”, czy był to dron, czy jego elementy. – Nie potwierdzono jeszcze, czy obiekt, który spadł na dom mieszkalny, był dronem, czy też jego elementem. Brak jest dowodów również na to, że jeśli to był ewentualnie dron, to czy on został zestrzelony – mówiła prokurator Dębiec.

 

Zdaliśmy egzamin

W gminie Wohyń dron spadł na pole oddalone o kilkaset metrów od zabudowań. – O tym, że polska przestrzeń powietrzna została naruszona, informowano od rana. Jadąc do pracy słyszałem te komunikaty w radiu, ale nie przypuszczałem, że jeden z bezzałogowców za chwilę zostanie odnaleziony w mojej gminie – opowiada wójt Tomasz Jurkiewicz. – Ok. 8.30 zadzwonił do mnie jeden z mieszkańców, który powiedział, że za stodołą leży jakieś urządzenie – mały dron lub samolot. Powiadomiliśmy służby, pojechałem na miejsce. A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie pod nadzorem mundurowych – dodaje.

Wójt przyznaje, że do tej pory mieszkańcy tej leżącej 50 km od Białorusi gminy nie odczuwali zagrożenia. Jednak upadek drona wiele zmienił. – To wydarzenie zmroziło nas wszystkich – mówi otwarcie. – Jesteśmy zaniepokojeni i mocno czujni, staliśmy się nieufni i patrzymy z niepokojem w niebo. Wprawdzie pierwszy stres już minął, ale temat wciąż żyje. Ludzie, którzy być może posiadają pewne informacje, zgłaszają się do urzędu gminy, wysłuchujemy ich i kontaktujemy z odpowiednimi służbami, składają wyjaśnienia – informuje T. Jurkiewicz.

Niepokój mieszkańców Wohynia jest tym większy, że zaledwie 20 km od miejsca upadku drona znajduje się Składnica Amunicji Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej w Bezwoli – jedno z największych takich miejsc w Polsce.

Jednocześnie wójt dostrzega pozytywy. – Sądzę, że zdaliśmy egzamin z solidarności, wzajemnego zrozumienia i dyscypliny. Ludzie nie wpadli w panikę, byli bardzo pomocni i rzetelnie informowali jedni drugich. I za tę zdroworozsądkową postawę oraz czujność dziękuję – podkreśla włodarz.

 

Cienka granica

Szczątki drona znaleziono także w dwóch wsiach w gminie Dębowa Kłoda – w Krzywowierzbie-Kolonii i Wyhalewie.

– Poranek 10 września długo będziemy pamiętać. Na szczęście nie było strat materialnych poza zniszczoną plantacją pomidorów i polem kukurydzy. Mieszkańcy byli w dużym stresie, ale udało się opanować sytuację. Rodzice mogli sami zdecydować, czy posłać dzieci do szkół – mówi wójt Grażyna Lamczyk. – Od razu zorganizowałam odprawę z pracownikami, podczas której uczulałam, byśmy przekazywali tylko sprawdzone informacje, nie ulegali emocjom. Chcę wierzyć, że coś takiego już się nie powtórzy. Teraz staramy się wyciszać i wracać do normalnego życia – dodaje G. Lamczyk.

Mieszkańcy przyznają jednak, że niepokój pozostał. Podkreślają, że noc z 10 na 11 września pokazała, jak cienka jest granica między bezpieczeństwem a zagrożeniem. I jak bardzo wschodnia Polska – nawet bez bezpośredniego uderzenia – odczuwa ciężar trwającej wojny. – Ona w jakimś sensie jest tu, obok nas – mówi jeden z mieszkańców Krzywowierzby-Kolonii, gdzie znaleziono fragmenty drona. – Dzieci boją się zasypiać. Co jeśli znowu coś spadnie? Co jeśli nie będzie czasu na reakcję? – pyta i jednocześnie dodaje: – Ale przecież nie możemy dać się zastraszyć.

Alerty mogą być częstsze

W sobotę 13 września doszło do kolejnego alarmu na wschodniej granicy. Mieszkańcy kilku powiatów, w tym włodawskiego, otrzymali alerty od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Zachowaj szczególną ostrożność. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów” – napisano w jego treści. Okazało się, że w związku ze zmasowanym atakiem dronowym Rosji na Ukrainę, w tym na Wołyń, czyli obszar bezpośrednio graniczący z naszym krajem, poderwano polskie i sojusznicze myśliwce. Około 19.00 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że działania zakończono, a systemy obrony powietrznej powróciły do stanu operacyjnego.

Niestety w obliczu rosnącego napięcia na wschodniej granicy takie alerty mogą pojawiać się coraz częściej. Dlatego tak ważne jest, by zachować czujność, stosować się do zaleceń służb i czerpać informacje wyłącznie z oficjalnych źródeł.

DY