Ze śpiewem na nową drogę życia
Na dawne, tradycyjne zaślubiny składał się cykl wydarzeń trwający kilka dni, podczas którego obrzędy i podniosłe ceremonie przeplatały się z huczną zabawą. Wszystkim tym etapom, gdy młoda para przechodziła w stan małżeński, towarzyszył śpiew.
Zdaniem Krzysztofa Gorczycy, prezesa lubelskiego Towarzystwa dla Natury i Człowieka – organizacji, której jednym z głównych celów działalności jest dbanie o dziedzictwo kulturowe regionu, dzisiaj tego podniosłego charakteru mocno brakuje. – Wymyślamy i kupujemy różne usługi i atrakcje, żeby ślub był niezapomniany, a ten prosty, choć niełatwy śpiew i stare pieśni niosą taki ładunek emocji adekwatnych do sytuacji, że mocniej zapadają w pamięć niż nowy patent z wybuchającym tortem czy szykowny samochód. Weselny repertuar jest jednym z niewielu zakamarków dawnej kultury muzycznej, który ma szansę z powodzeniem zafunkcjonować w dzisiejszym świecie i spełniać rolę, do której był stworzony – zauważa.
Od zaślubin do oczepin
Pieśń była na ustach druhen – przyjaciółek i sąsiadek panny młodej idących do jej rodziców, słyszano ją przy chlebie i soli witających nowożeńców, następnie na oczepinach oraz przy dzieleniu weselnego kołacza lub korowaja. – „Przeproś Marysiu za coś rozgniewała” rozlegał się w momencie symbolicznego wyjścia z domu rodzinnego i pojednania z rodziną. Pieśń była przypomnieniem wykonywanych prac, a czasem brzmiała jak zarzut, że za wcześnie, za młodo dziewczyna opuszcza matkę i ojca. Inne tworzyły kulminacyjny moment przywdziania czepca i zrzucenia wianka czy rozdzielenia weselnego ciasta. Nieraz pojawiają się tam łzy i przestroga przed niedolą. Był to był śpiew kobiet dla kobiet, mężczyzna pojawiał się tam rzadko – wyjaśnia K. Gorczyca.
Wesela z lat 50 XX w. pamięta pochodząca z okolic Żukowa w powiecie włodawskim Ewa Kozłowska. – Do panny przyjeżdżał kawaler z muzykantami grającymi marsz weselny. Kiedy młodzi prosili rodziców o błogosławieństwo, muzyka się wyciszała. Rozbrzmiewała ponownie, gdy goście zasiedli przy stole. Kiedy to ja wychodziłam za mąż, przygrywało dwóch: jeden na bębnie, drugi na skrzypcach – opowiada pani Ewa. Jeszcze więcej instrumentów było na weselu Marii Kozłowskiej, seniorki z gminy Urszulin. – Przyjechała czteroosobowa kapela z Załucza Starego z bębenkiem, skrzypcami, klarnetem i akordeonem. Mimo że upłynęło tyle lat, pamiętałam te wzruszające chwile z mojej młodości, zwyczaje i pieśni. Kiedy dom kultury zaproponował, żeby napisać scenariusz widowiska obrzędowego na temat zaślubin, bez wahania podjęłam się tego zadania. Prezentowaliśmy je wraz z zespołem Seniorzy m.in. na Międzywojewódzkim Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych w Tarnogrodzie w 2013 r. – mówi pani Maria.
„Jak będziesz się żenił, doradzę ja tobie”
Podczas uczty weselnej dominowały przyśpiewki. – Często improwizowane, wymyślane na poczekaniu. A przyśpiewywano każdemu – ojcu, matce, teściom. Zwykle zwracały one uwagę na przywary czy wytykały błędy. Ale nie tylko podśmiewano się w nich czy pokazywano słabe strony, również wychwalały zalety. Przyśpiewki znane były już w XIX w., do naszych czasów nie przetrwały, nie są wykonywane, chociaż ostatnio pojawiła się moda na organizację wesel w dawnym wiejskim stylu – mówi B. Maksymiuk.
Tematem melodyjnych przyśpiewek była także młoda para, np. „Toczyła się beczka, Jasio i Marysia to ładna pareczka”, mimo że nowożeńcy w trakcie swojej uroczystości sami nie wypowiadali się poprzez te wierszyki ani nawet nie śpiewali z innymi. – Kiedy kawaler przyjeżdżał pod dom dziewczyny, słyszał np. takie słowa: „Jak będziesz się żenił, doradzę ja tobie, nie bierz brzydkiej żony, obrzydzisz ją sobie. Nie bierz też i ładnej, nie będzie robiła, weźmie lustereczko, będzie się stroiła”. Mógł się jeszcze zastanowić – mówi M. Kozłowska.
Śpiewano też, czekając pod domem dziewczyny na przyjazd młodego. – Przed jej domem słyszało się dużo przyśpiewek, których celem było „wykupienie” panny. Potem przyśpiewki wybrzmiewały w trakcie uczty. Do każdego uczestnika uroczystości kierowano inną. Tak było jeszcze pod koniec lat 70, np. na moim weselu. Dziś już ich, niestety, nie usłyszymy – opowiada pochodząca z Dubeczna Aurela Bednarczyk. Marii Wiczuk, która kieruje zespołem śpiewaczym Seniorzy, również żal tamtych lat. – Na weselach brakuje śpiewu, młodzi nawet ust nie otworzą. A kiedyś goście za stołami intonowali pieśń lub przyśpiewkę, a kapela grała melodię. Potem ktoś zanucił kolejną i znów przygrywano – mówi pani Maria. – Były np. takie: „Teścio naszej Kasi cicho w kącie siedzi, leniwy gospodarz – gadali sąsiedzi”, „Była pani młoda, piękna jak jagoda, Jasio się ożenił, wszystko u niej zmienił” – cytuje tradycyjne ludowe przyśpiewki M. Kozłowska.
„Oj chmielu, chmielu, ty bujne ziele”
Wraca moda na stare pieśni weselne. Panie, które współcześnie wykonują takie utwory – zarówno na warsztatach, jak i uroczystościach ślubnych w charakterze druhen – zauważają, że śpiewanie dawnych pieśni na weselach u znajomych jest formą towarzyszenia im w ważnych momentach życia. – Naturalną konsekwencją zainteresowania folklorem było to, że z koleżankami chciałyśmy mieć swoje oczepiny, takie jak dawniej. To podniosła chwila przywracająca weselom właściwy im, godny charakter – twierdzi Agnieszka Szokaluk-Gorczyca, która od ponad 20 lat zajmuje się badaniem i dokumentacją tradycyjnego śpiewu Lubelszczyzny.
Jednym z najpopularniejszych utworów śpiewanych przez kobiety podczas oczepin – tradycyjnego obrzędu, którego nazwa pochodzi od czepca, czyli nakrycia głowy mężatek, które zastępowało panieński wianek – rozpoczynał się od słów „Oj chmielu, chmielu, ty bujne ziele, nie będzie przez cię żadne wesele”. – Drugą pieśnią, towarzyszącą symbolicznemu momentowi przejścia panny młodej z panieńskiego w stan małżeński, była „Zielona girlanda”. Śpiewano: „Zdjęli Kasi welon, czepeczek włożyli, zaraz wszystkie druhny więszować (życzyć) zaczęli” – cytuje M. Kozłowska.
„Dajcie, dajcie, nie żałujcie”
Duże zainteresowanie tego rodzaju utworami sprawiło, że na terenie powiatu włodawskiego kilka lat temu zorganizowano przegląd przyśpiewki weselnej, który obecnie odbywa się w ramach Powiatowego Przeglądu Widowisk Obrzędowych w Hańsku. Jednym z występujących zespołów były Kulczynianki z Kulczyna. – Starsze kobiety podczas oczepin zwracały się z przyśpiewkami do poszczególnych gości, zachęcając do obdarowania pieniędzmi, m.in.: „Dajcie, dajcie, nie żałujcie, na czepeczek podarujcie. Dajcie, dajcie na bursztyny, żeby miała ładne syny. Dajcie, dajcie na paciorki, żeby miała ładne córki”. Pamiętam te teksty z lat 60 i 70, zarówno z Woli Uhruskiej, skąd pochodzę, a także z okolic Hańska, gdzie zamieszkałam po zamążpójściu. Wykonywane były w polsku, nie tak jak w Dołhobrodach czy Wyrykach, gdzie często śpiewano po chachłacku – opowiada Marianna Mróz, kierownik zespołu Kulczynianki.
W pamięci kobiety pozostała inna tradycyjna pieśń ludowa: „Matulu moja, śliczną córę masz, oj, nie wydawaj za byle jakiego, jej urody żal. Bo jej uroda jak bystra woda, a jej liczeńka pięknie przekwitają jak w sadzie róże. Ja różę urwę, nie będzie rosła, oj, już i moja zielona dróżeńka cierniem zarosła. Cierniem zarosła, śniegiem zawiała, oj, nie wiesz, nie wiesz, moja matuleńko, gdzieżeś mnie wydała”.
Joanna Szubstarska