Region

Schrony – pewnie, ale jakie?

Kiedy kilka dni temu, krótko po fali rosyjskich dronów, w paru miastach wschodniej Polski zawyły syreny alarmowe, w mediach społecznościowych wysypały się drwiące komentarze: „Co ja mam robić? Iść do schronu? Jakiego schronu? Przecież ich nie ma!”.

Rząd obiecuje samorządom duże pieniądze na budowle ochronne, ale wyremontowanie starych i budowa sensownej ilości nowych to zadanie na dekady. Schrony budowano w czasach PRL, kiedy jako członek Układu Warszawskiego spodziewaliśmy się wojny jądrowej z NATO. Po 1990 r. wiele tych obiektów poszło w ruinę. Przypomniano sobie o nich po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, kiedy w mediach zobaczyliśmy sterty gruzów i mozolnie odkopywanych ludzi.

Regulująca te kwestie ustawa o obronie cywilnej i ochronie ludności rodziła się w bólach i weszła w życie dopiero z początkiem tego roku. Ale wciąż nie ma do niej kompletu rozporządzeń. Te już wydane określają, gdzie budowle ochronne powinny się pojawić. Jeśli natomiast chodzi o szczegółowe wytyczne inżynierskie, to w połowie września był tylko ich projekt.

 

Niecierpliwi specjaliści

Nie wszyscy chcieli czekać. Jeszcze w maju Stowarzyszenie Instytut Budownictwa Ochronnego (SIBO) zorganizowało w Warszawie warsztaty „Schrontech”. Zainteresowani specjaliści z wojska i firm budowlanych, a także architekci i producenci wyposażenia próbowali „wgryźć się” w temat, bazując na aktach prawnych i dokumentacji technicznej z czasów PRL. Przyglądali się też doświadczeniom innych krajów, przede wszystkim Finlandii i Ukrainy.

Ciekawych spostrzeżeń i wniosków było tam wiele i nie sposób wyliczyć tu wszystkie. Warto jednak odnotować, że w Polsce istnieje około 11 tys. schronów i ukryć, wybudowanych w czasach zimnej wojny i II wojny światowej. Większość znajduje się w zachodniej części kraju. Niektóre da się przywrócić do stanu używalności stosunkowo niewielkimi nakładami (nowe uszczelki w drzwiach, naprawa wentylacji), ale są i takie, gdzie do wymiany jest wszystko poza betonem. Inne zostały zniszczone bezpowrotnie (np. przebite szybem windy dobudowanej do stojącego nad nimi budynku, wyjścia ewakuacyjne zablokowane innymi budynkami) i trzeba budować nowe.

Żeby jednak budować nowe schrony nie wystarczy sięgnąć do archiwów po plany sprzed 50 czy 60 lat. Dziś budowlańcy mają beton i stal zbrojeniową o lepszych parametrach (czyli dla osiągnięcia porównywalnej odporności trzeba ich trochę mniej), zmieniły się systemy filtrowentylacji, ochrona przed ogniem itd. Inspirować się więc można, ale skopiować jeden do jednego się nie da. Przy okazji zwrócono uwagę, że zaniknęła umiejętność projektowania budowli ochronnych i trzeba wykształcić nowe kadry. Uruchomienie uzupełniających studiów w tym zakresie anonsował gospodarz warsztatów, czyli Wojskowa Akademia Techniczna, ale efekty będą dopiero za kilka lat. Przedstawiciele przemysłu deklarowali zamiar szybkiego rozwinięcia produkcji takich rzeczy jak wzmocnione stalowe drzwi, specjalne układy przeciwpożarowe czy systemy oczyszczania powietrza – ale to też trochę potrwa i dziś musimy bazować w dużej mierze na imporcie.

 

Czasu mniej niż pieniędzy

Rząd ogłosił, że w latach 2025-26 na zadania związane z ochroną ludności i obroną cywilną samorządy lokalne dostaną 5 mld zł. Pierwszy nabór wojewodowie ogłosili w lipcu. Na Mazowsze przypadło 665 mln zł, a podział na gminy odbywał się według liczby mieszkańców. Reakcje samorządów w naszej okolicy można streścić słowami: zainteresowanie, ale bez wiwatów.

– Chcemy przygotować dokumentacje remontów istniejących miejsc schronienia i magazynów. Kupimy trochę sprzętu, takiego jak łóżka polowe, namioty, agregaty prądotwórcze i mobilne stacje uzdatniania wody – mówi wiceprezydent Siedlec Dariusz Stopa. Zwraca przy tym uwagę, że jeśli samorządy mają się na poważnie zabrać za budowę nowych budowli ochronnych, to państwo będzie musiało zmienić reguły dystrybucji kolejnych funduszy. Dotacje rozliczane na koniec roku pozwalają bowiem zrobić parę szkoleń, kupić drobny sprzęt i ewentualnie wyremontować coś, co było już wcześniej. Nie dają natomiast czasu na budowę czegoś nowego. Tymczasem miasto wciąż ma w szufladach koncepcję podziemnego parkingu pod pl. Sikorskiego, który przy uwzględniającym nowe wymogi projekcie mógłby dać schronienie setkom mieszkańców.

 

Nadrabianie zaległości

Do inwestycji w ochronę ludności przymierza się też otaczająca miasto gmina Siedlce. Ze wspomnianych algorytmów przypadł jej nieco ponad 1 mln zł. – Kupimy trochę wyposażenia dla naszych ochotniczych straży pożarnych. Składamy też do wojewody wniosek o budowę magazynu na zapasy dla obrony cywilnej, który będzie miał pod ziemią schron dla ludności – informuje wójt Henryk Brodowski. Odpowiedzi spodziewa się do października-listopada i liczy, że do tej pory pojawią się już szczegółowe wymagania techniczne, które będzie mógł przekazać projektantom.

Gmina Mokobody w ramach pierwszego naboru zamierza zrobić szkolenie z kwalifikowanej pierwszej pomocy dla swoich strażaków ochotników i przygotować remont budynku na magazyn sprzętu obrony cywilnej. Tu również największym ograniczeniem jest czas. W pół roku po prostu nie da się zrobić więcej.

Gmina Zbuczyn, która rozważa budowę nowego budynku użyteczności publicznej (głównie z myślą o Gminnym Ośrodku Kultury), chętnie doda w nim jakieś wzmocnione pomieszczenie pod ziemią. Póki jednak nie ma rozporządzenia z wymaganiami technicznymi, nie zamierza spieszyć się z przetargiem na szczegółowy projekt.

Wygląda więc na to, że nadrabianie wieloletnich zaniedbań w ochronie ludności dopiero rusza z miejsca i rację mieli specjaliści z SIBO i WAT przewidując, że osiągnięcie założonych w ustawie celów (miejsca ukrycia dla 15 mln ludzi) zajmie nam nie lata, a dekady.

AB