Dobrze sztuce na mansardzie
W życiu nic nie dzieje się przypadkiem. I. Miłobędzka od blisko 20 lat z powodzeniem prowadzi pracownię plastyki w GOK w Zbuczynie. To m.in. uczestnikom pracowni i ich twórczości służyć będą nowe pomieszczenia, które gmina przekazała na rzecz GOK. Na niewielkiej, ale funkcjonalnej przestrzeni na drugim piętrze, a więc pod samym dachem budynku, w którym mieści się ośrodek, będą prowadzone zajęcia artystyczne i edukacyjne, spotkania, prezentacje z różnych dziedzin sztuki oraz szeroko pojęta wymiana twórczych doświadczeń.
„To dobre miejsce i dobry czas” – stwierdzili wszyscy biorący udział w uroczystym otwarciu wystawy, któremu towarzyszył widoczny za oknem piękny zachód słońca.
Przestrzeń twórczej swobody
– Strychy, mansardy to miejsca przejścia, gdzie trzeba zostawić za sobą różne zapachy, odgłosy, całe zamieszanie codzienności po to, żeby wejść po skupienie, po swój własny świat. Dlatego tam często brzmi nowa jakość – podkreśliła prowadząca spotkanie Agnieszka Osmólska-Ilczuk. Przypomniała, że tak naprawdę sztuka nie gości w tym miejscu po raz pierwszy – tylko powraca. Pomieszczenia „na mansardzie” były przestrzenią działań artystycznych prowadzonych m.in. przez I. Miłobędzką. – Musiałem je z ciężkim sercem zawłaszczyć „na chwilę” w związku z tworzeniem kolejnej grupy przedszkolnej. Byłem spokojny, bo wiedziałem, że przedszkole będzie wkrótce wybudowane, a tutaj wrócą zajęcia prowadzone przez GOK – powiedział wójt Hubert Pasiak. I zgodził się z tym, że tak niepozorne miejsca, jak strychy, przystanki autobusowe, wiejskie świetlice czy przysłowiowy kawałek asfaltu dobrze służą artystycznemu eksperymentowaniu ze względu na swobodę. – To zaszczyt współpracować z takimi ludźmi, jak Iwona, którzy kochają sztukę, cenią sobie swobodę, i chcą się dzielić swoim talentem – zaznaczył.
Światła na Iwonę
I. Miłobędzka jest absolwentką Akademii Podlaskiej. Artystyczne szlify zdobywała w pracowni rzeźby Michała Gardzińskiego. Jest stypendystką prezydenta miasta Siedlce i laureatką nagrody Mazowieckiego Programu Edukacji Kulturalnej za rok 2024. W latach 2011-2013 pełniła funkcję prezeski stowarzyszenia tworzącego Galerię Sztuki Współczesnej Widzimisie w Siedlcach. Obecnie prowadzi Pracownię na Chmielnej, w której realizuje m.in. projekty murali, uczy malarstwa i rysunku.
Pracownia plastyki działa w GOK w Zbuczynie od blisko dwóch dekad. O tym, że prowadzona jest świetnie, świadczą liczby. Na zajęcia, które ruszają w październiku, zapisało się 90 osób, ale chętnych jest znacznie więcej. – Trzeba być fachowcem, żeby rozpoznać, jakie talenty kryją się w dzieciakach i w jakim kierunku je rozwijać. Z doświadczenia wiemy, że uczniowie, którzy wyszli spod skrzydeł I. Miłobędzkiej, odnoszą spore sukcesy plastyczne – powiedziała Iwona Zdziechowska, dyrektor zbuczyńskiego GOK. Podkreśliła, że artystka, edukując dzieci i młodzież plastycznie, robi to zawsze z zapałem i uśmiechem. Dlatego otwarcie przestrzeni eskpozycyjnej, w której pokazane zostały właśnie jej prace, cieszy podwójnie.
– Warto przypomnieć, że Iwona jest miłośniczką eksperymentu wielkiego formatu, jak też prekursorką uważnego patrzenia na sztukę współczesną – podkreśliła, przedstawiając artystkę, A. Osmólska-Ilczuk. Zwróciła uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię. – Ja w Iwonie bardzo lubię to, że potrafi patrzeć na talenty innych, chowając się trochę ze swoim. Zazwyczaj było tak, że stała za plecami uczniów i pokazywała: zobaczcie jak świetną mamy młodzież, jakie wspaniałe są nasze dzieciaki. Dzisiaj po raz pierwszy pokazujemy prace Iwony i skupiamy się na niej – dodała.
Zaczęło się od płyty głównej
Oglądając wystawę prac I. Miłobędzkiej, można się przede wszystkim dowiedzieć, jakie ścieżki doprowadziły ją do tej koncepcji artystycznej widocznej dzisiaj w jej pracach. Bo – jak sama przyznała – każdy artysta szuka swojej drogi, własnej formy plastycznej, która będzie z nim spójna. W jej przypadku ten proces określenia się trwał dość długo. Początek był oryginalny, bo twórczą inspiracją była dla niej… płyta główna komputera. Nieprzypadkowo, ponieważ informatykiem jest jej mąż. Na płycie głównej znajdują się procesory, pamięć operacyjna i – najogólniej mówiąc – różnego rodzaju gniazda. Rzeczywiście, jeśli jej się przyjrzeć, a zwykle tego nie robimy, geometryczna precyzja „ścieżek”, punktów i połączeń widocznych na płycie może poruszyć wyobraźnię. Od takich płyt zaczynała I. Miłobędzka. Zaprezentowała je przed laty w Galerii Sztuki Współczesnej Widzimisie oprawione w ramki, wyniesione do rangi dzieła sztuki.
Teraz można je oglądać na eskpozycji w Zbuczynie. Podkreślano podczas otwarcia wystawy, że „to już przeszłość”. Przede wszystkim dlatego, że wnętrze komputera wygląda dzisiaj inaczej, a po drugie – że aktualnie twórczość I. Miłobędzkiej to zupełnie nowy rozdział.
Dokąd prowadzą ścieżki
Artystka maluje dzisiaj obrazy wielkoformatowe. Rzeczywiście widać w nich nawiązania do płyty głównej – to m.in. obecność mocno akcentowanych elementów graficznych i zamiłowanie do symetrii. Ale te dzieła mają swój własny wyraz i wymowę. – Dziesięć lat zajęła mi „rozmowa” z płytami i wymyślanie, co mogę z tym zrobić – bo te tematy trzymały się mnie bardzo mocno, nie odpuszczały. Zdecydowałam, że będą mi towarzyszyły przez całe życie – stwierdziła I. Miłobędzka. Zestawienie wczesnych prac z aktualnymi daje na pewno pojęcie, jak ewoluowała koncepcja artystyczna. Mówi też dużo o ich twórczyni. Bo ta ścieżka, którą można utożsamiać z wieloma schematami widocznymi na płycie głównej i na obrazach, nabrała dla niej zupełnie nowego znaczenia, zmuszając m.in. do głębszej refleksji o przyczynie i skutku, o ścieżkach i drogach, jakimi zdążamy, punkcie wyjścia i celu.
Oglądając wystawę na mansardzie, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co autor miał na myśli, ale też zastanowić się nad ścieżkami życia w ogóle. Jak zauważa I. Zdziechowska, obok takich dzieł łatwiej wychować przyszłych odbiorców sztuki, czyli dzieci i młodzież, która w GOK rozwija swoje talenty plastyczne. LI
LI