Kultura
J. KURZAWA
J. KURZAWA

Zbrodnia to tylko pretekst

29 września w Miejskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie autorskie z Małgorzatą Oliwią Sobczak, pisarką, której seria „Kolory zła” na trwałe wpisała się w krajobraz polskiego kryminału.

Rozmowa toczyła się wokół najnowszej części cyklu pt. „Błękit”, ale publiczność otrzymała znacznie więcej niż opowieść o książce: była to szczera rozmowa o emocjach, pisarskim rzemiośle i cienkiej granicy między fikcją a rzeczywistością. Autorka znana jest z tego, że w swoich książkach łączy trzymające w napięciu wątki kryminalne z głęboką warstwą emocjonalną. Seria „Kolory zła” - osadzona w Trójmieście - zdobyła uznanie czytelników, a niektóre jej części, jak „Czerń” czy „Biel”, otrzymały prestiżowe nagrody.

Spotkanie poprowadziła Magdalena Sutryk. Zgromadzeni w MBP nie tylko poznali kulisy powstawania bestsellerów, ale również mogli zajrzeć do pisarskiego warsztatu autorki i odkryć, jak łączy zbrodnię z emocjami, historią i nauką.

 

Gdzie zło ma kolor

Choć początkowo „Czerwień” miała być jedynie zamkniętą, pojedynczą historią, w której zbrodnia jest punktem wyjścia do opowieści o stracie i emocjonalnej pustce po śmierci bliskiej osoby, to sukces powieści sprawił, że M. Sobczak rozwinęła opowieść w pełnoprawną serię. Wydawnictwo dostrzegło w książce potencjał na cykl, który dziś zna już cała Polska – a nawet czytelnicy za granicą.

– Kiedy pisałam „Czerwień”, nie wiedziałam jeszcze, że będzie ciąg dalszy. Kolor był wtedy tylko tłem. Gdy wydawnictwo zaproponowało kontynuację, zaczęłam wybierać go bardziej świadomie – już na etapie koncepcji – przyznała autorka, odpowiadając na pytanie, czy najpierw pojawia się kolor czy historia.

Każdy tom serii „Kolory zła” jest nie tylko kryminałem, ale i opowieścią symboliczną – kolor staje się przewodnikiem po emocjach, traumach i granicach moralności. Tak też jest z „Błękitem”. Autorka przyznała, że to jej najbardziej emocjonalna książka. – Płakałam przy niej. Błękit zazwyczaj kojarzymy ze spokojem – niebem, morzem, harmonią. Tymczasem w mojej książce błękit to kolor nad ciałem umierającej bohaterki. Piękno, które kontrastuje z brutalnością śmierci – tłumaczyła.

„Błękit” inspirowany jest prawdziwą historią Darii Relugi – najlepszej maturzystki z Gdańska, która w 1995 r. wyszła pobiegać do Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego i już nigdy nie wróciła. Jej ciało znaleziono w lesie. Mordercy nigdy nie ujęto. – Ta historia mną wstrząsnęła. W książce nie opowiadam o niej wprost, ale inkorporowałam elementy śledztwa – jego braki, niedociągnięcia – podkreśliła Sobczak.

Oprócz emocjonalnej głębi, „Błękit” oferuje również bardzo rzetelne podejście do śledztwa – autorka korzystała m.in. z wiedzy z zakresu grafologii, profilowania kryminalistycznego oraz… palinologii, czyli nauki o pyłkach i zarodnikach, które mogą stanowić ślady biologiczne na miejscu zbrodni.

 

Śledztwo z pasją i… precyzją

M. Sobczak otwarcie mówi o swoim „akademickim” podejściu do pisania. – Zawsze byłam kujonką i lubiłam się uczyć – śmiała się podczas spotkania. – Na studiach kulturoznawczych w Poznaniu marzyłam, żeby zostać na uczelni. Nauczyłam się tam hermeneutyki – metody docierania do głębokich warstw sensu. Teraz robię to w książkach – dodała.

Przed napisaniem każdej powieści kupuje książki naukowe, czyta raporty, zgłębia nieznane dziedziny – jak wspomniana palinologia czy genetyczna predykcja wyglądu. W tomie „Zieleń”, nad którym aktualnie pracuje, inspiracją stała się historia niezidentyfikowanej kobiety, której ciało bez głowy i kończyn odnaleziono w 2019 r. Dzięki nowoczesnym technikom genetycznym amerykańska firma stworzyła możliwy wizerunek ofiary. Ten temat nie tylko zafascynował Sobczak, ale wręcz „czuła swędzenie w brzuchu” – jak to określiła – co u niej oznacza jedno: musi to znaleźć się w książce.

 

Emocje i kontrasty

Choć pisze o zbrodniach, brutalnych śmierciach i niewyjaśnionych sprawach, w kryminałach nie szuka dreszczyku. – Ostatni raz bałam się, czytając „Kasztanowego ludzika” Sorena Sveistrupa. Jednak to nie adrenalina mnie przyciąga, ale emocje, piękny język. Tak też sama staram się pisać. I nawet kiedy dochodzi do zbrodni, bardzo lubię operować kontrastami, np. w „Błękicie” mamy piękny poranek, mama robi naleśniki, córka szykuje się do joggingu, świeci słońce, śpiewają ptaki, kobiety się przekomarzają, w radiu leci piosenka. Dziewczyna ma rozpocząć wymarzone studia medyczne, ale kiedy wbiega do lasu, spotyka ją tam najwyższe zło – opowiadała. To właśnie ten kontrast – między codziennością a grozą – dodaje jej książkom kolorytu.

Autorka nie ukrywa, że proces tworzenia jest wymagający. Promocja jednego tytułu zajmuje jej około dwóch miesięcy, redakcja kolejny miesiąc, a samo pisanie – trzy do czterech miesięcy. – Gdybym mogła, pisałabym jedną książkę rocznie. To mój idealny rytm – przyznała. – Nie wiem, jak inni to robią, że wydają po osiem książek w ciągu roku – dodała.

Pisanie to dla niej pasja, która pochłania ją bez reszty – w tym czasie skupia się wyłącznie na pracy i rodzinie.

 

„Czerwień” na ekranie

Spotkanie nie mogło obyć się bez rozmowy o ekranizacji „Czerwieni”. Autorka wystąpiła w epizodzie. – Był tak krótki, że większość widzów nawet go nie zauważyła – mówiła ze śmiechem. – Chociaż kiedy film trafił już na ekrany, a ja byłam na placu zabaw z córką, pewna pani długo mi się przyglądała. W końcu podeszła do mnie, przepraszając, spytała: „Czy pani nie grała w filmie „Czerwień”? Grałam w scenie, kiedy Monika Bogucka podaje mi drinka, a ja mówię „dzięki”. Ile to może trwać – najwyżej dwie sekundy. Ale ta pani mnie zapamiętała – mówiła.

Film został wyświetlony w 190 krajach, a autorka otrzymywała wiadomości nawet z Ameryki Południowej czy Portugalii. – To niesamowite, że gdzieś daleko ktoś usłyszał o kimś takim jak ja – dodała.

 

Kryminał to coś więcej niż zagadka

M. Sobczak udowodniła w Siedlcach, że dobry kryminał to nie tylko intryga, napięcie i zagadka do rozwiązania, ale także opowieść o człowieku – jego lękach, tęsknotach i ranach, które nosi pod skórą. Jej książki zostawiają ślad nie tylko w wyobraźni, ale i w emocjach czytelników. Spotkanie zakończyło się rozmowami, podpisywaniem książek i refleksją, że czasem największe zło ukrywa się w najpiękniejszych barwach – a literatura potrafi je nazwać, opisać i oswoić.

DY