Ostatni bój gen. Kleeberga
Bitwa napełniła nadzieją serca żołnierzy ewakuowanych do Francji i zapoczątkowała serię zwycięstw polskiego oręża pod Narvikiem, Tobrukiem, Monte Cassino oraz Arnhem. Pierwsze dni II wojny światowej wraz ze zmieniającą się sytuacją na froncie i szybkim postępem wojsk niemieckich przyniosły dowódcy OK nr IX w Brześciu gen. Franciszkowi Kleebergowi nowe zadania. 9 września otrzymał rozkaz zorganizowania obrony Polesia.
Ale jak to zrobić, będąc pozbawionym podstawowych wojsk, które odeszły na front, zaplecza kadrowego, magazynów broni i amunicji?
Ważne decyzje
Praca w sztabie odbywała się „na wariackich papierach”; poprzednie rozkazy trzeba było anulować po raz drugi w ciągu zaledwie dziesięciu dni! W tych kluczowych momentach zaczęły procentować decyzje podjęte przez gen. Kleeberga w okresie przedwojennym. W każdym miasteczku i większej wsi była zorganizowana straż obywatelska, która wspólnie z policjantami kierowała spływające niedobitki wojsk na punkty zbiórek. Błyskawicznie, bo przez pięć dni, udało się zorganizować dywizję piechoty skierowaną do walk o Kobryń. W kompleksach leśnych wspólnie z gajowymi pracowała straż leśna, barykadując drogi biegnące przez lasy Podlasia i Polesia. Trzeba pamiętać, że gen. Kleeberg miał do dyspozycji tylko trzech oficerów po wyższych studiach wojskowych. Kiedy oddziały sowieckie, wypełniając postanowienia paktu Ribbentrop-Mołotow, dokonały 17 września agresji na II Rzeczpospolitą, walczyć skutecznie z jednym przeciwnikiem w takich warunkach zakrawało na cud, a cóż dopiero z dwoma… Dlatego generał podjął decyzję o utworzeniu grupy operacyjnej wojsk. 22 września, w trakcie narady ze swoim sztabem i gen. Ludwikiem Kmicicem-Skrzyńskim, z podległych sobie oddziałów postanowił utworzyć SGO „Polesie”. Brane pod uwagę były dwie możliwości: marsz w stronę granicy węgierskiej bądź przejście za Bug celem udzielenia pomocy walczącej Warszawie. Generał wybrał drugą opcję: chciał się bić mimo bardzo trudnej sytuacji na froncie. Zadanie obrony Polesia, jakie zostało mu przydzielone, okazało się w praktyce niewykonalne – tak samo jak marsz w stronę granicy węgierskiej. Błędny rozkaz Naczelnego Wodza, by „w miarę możliwości nie bić się z Sowietami”, potęgował i tak szybkie postępy Armii Czerwonej, przez co droga na południe była odcięta.
Bitwa
Kluczowy dla bitwy – zwany bitwą pod Kockiem – był 1 października, kiedy to na szosie Kock – Radzyń Podlaski, na wysokości Annówki, ułani rozbili niemiecki patrol wozów pancernych. Dzięki znalezionym dokumentom i mapom sztab SGO miał informacje, że w okolicy nie ma żadnych oddziałów sowieckich, zaś na mapach jest wskazana dyslokacja wojsk niemieckich. W takiej sytuacji gen. Kleeberg, mając jako przeciwnika 13 Dywizję Piechoty Zmotoryzowanej, musiał przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie niemieckie natarcie. Po naradach w sztabie przyjęto, że będzie ono ukierunkowane na Serokomlę i Hordzież. Trzeba pamiętać, że gra szła o wielką stawkę. Wobec przewagi uderzeniowej niemieckiej 13 DP błąd mógł kosztować przegraną bitwę. W tej sytuacji generał wskazał kierunki przeciwnatarcia i rozbicia dywizji wroga. Niemiecki plan natarcia był dokładnie taki, jak przewidywał gen. F. Kleeberg. Ale Niemcy nie zdawali sobie sprawy, z jakim przeciwnikiem mają do czynienia.
Ziemia gotowała się od kul
2 października niemiecki 33 pułk piechoty zmotoryzowanej, przy którym był głównodowodzący gen. Otto, dostał się pod ześrodkowany ostrzał polskiej artylerii. Jak relacjonował niemiecki korespondent wojenny Wilhelm Jungermann, pociski spadały zaledwie 50 m od samochodu generała… Niemcy uderzyli w kilku kierunkach, licząc na szybkie rozstrzygnięcie bitwy. Uporczywa obrona Serokomli przez ułanów z dywizji „Zaza” gen. Zygmunta Podhorskiego przerodziła się w całodniowe starcie zakończone zwycięstwem wojsk polskich. Broniące Kocka oddziały 50 DP „Brzoza” zatrzymały natarcie 66 pułku piechoty.
W sztabie SGO w nocy z 2 na 3 października z inicjatywy gen. Z. Podhorskiego przyjęto plan kontruderzenia celem zniszczenia sił niemieckiej 13 DP. Rankiem 3 października na niemieckie pozycja spadła nawała ogniowa artylerii SGO. Niemcy stracili zabitego dowódcę artylerii i czterech dowódców batalionów. Polscy kanonierzy strzelali tak celnie, że w niemieckich oddziałach nastąpił popłoch. W tym czasie na niemieckie pozycje na Charlejów i Talczyn uderzyły siły 50 DP. Niemcy odpowiedzieli całością posiadanych środków ogniowych, przygniatając polskie natarcie. Żołnierze wspominali, że ziemia gotowała się od kul i pocisków artyleryjskich.
Szansa na zwycięstwo
Pod koniec dnia gen. Kleeberg nakazał przegrupowanie jednostek w celu dalszego przemieszczania się w kierunku Dęblina. Ciężar bitwy przeniósł się na Wolę Gułowską. Rankiem 4 października ruszyło niemieckie natarcie na Wolę Gułowską bronioną przez żołnierzy brygady „Pils” oraz 60 DP „Kobryń” broniących skraju lasu między Konorzatką a Gułowem. Niemcy zajęli część wsi, co spotkało się z kontratakami polskich oddziałów. Tymczasem w godzinach wieczornych do bitwy weszły nowe jednostki niemieckiej 29 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej.
Gen. Kleeberg, mając świadomość że przeciwnicy potrzebują jednego dnia, żeby ściągnąć całość sił 29 dywizji, podjął decyzję o zniszczeniu niemieckiej 13 DP. W tym celu rankiem 5 października ruszyło przez Wolę Gułowską natarcie 60 DP „Kobryń” i brygady „Edward”. Pomimo sukcesów na tym etapie bitwy i wyjścia na tyły niemieckich jednostek sytuacja polskich wojsk zaczęła się komplikować. Pozostałe oddziały 50 DP i Brygady „Pils” zostały wyparte z Gułowa i Krzywdy. Gen. F. Kleeberg wprowadził do walki oddziały 183 i 184 pułku piechoty, które uderzyły na Niemców. Tak relacjonowali natarcie żołnierze: „jak na ćwiczeniach w Rembertowie – mjr Bartula na czele, dowódcy kompanii przed swymi kompaniami, dowódcy plutonów przed swymi plutonami. Zginął dowódca batalionu, dwóch dowódców kompanii i dowódca plutonu”.
Wobec takiego rozwoju sytuacji i wyjścia na tyły niemieckich oddziałów brygady „Edward” gen. Otto podjął decyzję o odwrocie 13 DP. Dzięki wielkiej odwadze polskich żołnierzy pojawiła się sposobność do zniszczenia 6 października całości sił przeciwnika.
Ostatni rozkaz
Pomimo rozbicia niemieckiej 13 DP wobec braku amunicji i środków opatrunkowych gen. Kleeberg podjął decyzję o kapitulacji. Rozkaz, który napisał wieczorem 5 października w chłopskiej chałupie w Hordzieżce, w swojej wymowie wzywa do dalszej walki, nie zaś do kapitulacji: „Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili – każąc zaprzestać dalszej bezcelowej walki, by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie. Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą Karność, wiem, że staniecie, gdy będziecie potrzebni” – napisał.
Z przeszło 17 tys. żołnierzy i podoficerów kilka tysięcy przez Węgry i Rumunię dotarło do Francji i Wielkiej Brytanii, by następnie walczyć w kluczowych bitwach II wojny światowej. Byli wśród nich m.in: Zdzisław Starostecki – zdobywca wzgórza „Widmo” w bitwie o Monte Cassino, późniejszy konstruktor systemu obrony antyrakietowej „Patriot”, Mieczysław Pruszyński – młodszy brat dziennikarza i publicysty Ksawerego, o. Józef Bocheński – jeden z najwybitniejszych filozofów drugiej połowy XX w., Marian Brandys – pisarz, autor esejów historycznych. Kiedy w trakcie pożegnalnego obiadu w kockim pałacu niemiecki dowódca XIV korpusu chwalił talenty gen. F. Kleeberga, ten odrzekł: „zrobiliśmy to, co do nas należało, skończyła się amunicja, skończyliśmy się bić”.
Bitwa pod Kockiem jest fenomenem polskiego września 1939. Płk. Adam Epler twierdził: „do tej bitwy nigdy nie powinno dojść”, a jednak charyzma i talenty dowódcze generała zebrały pod jego komendą rozbite oddziały, jednostki tyłowe, spieszonych marynarzy i lotników, studentów, jak również wybitne indywidualności i ci żołnierze udowodnili sobie i Niemcom, że bić się potrafią, co pokazali na polach Kocka i Woli Gułowskiej.
Jacek Pożarowszczyk
Gen. F. Kleeberg pochodził z rodziny o silnych tradycjach wojskowych. Jego ojciec Emilian w młodości walczył w powstaniu styczniowym, następnie służył w armii austriackiej w randze pułkownika. Po ukończeniu Szkoły Wojskowej w Hranicach i Wojskowej Akademii Technicznej w Mödling młody podporucznik został w 1913 r. przydzielony do służby w Sztabie Generalnym Armii CK (Austro-Węgier) W okresie I wojny światowej walczył na froncie włoskim i serbskim, pełniąc służbę sztabową. Na wieść o utworzeniu Legionów prosił o pozwolenie na przeniesienie do II Brygady. Odbył służbę na Bukowinie i Wołyniu, gdzie wziął udział w bitwach pod Stochodem i Styrem. Służbę przerwał; w 1917 r., mając zaledwie 30 lat, awansował na stopień majora i objął stanowisko kursu wyszkolenia artylerii w Garwolinie. Prosił o zmianę obywatelstwa na polskie, za co został karnie przeniesiony na front włoski. Na wieść o odrodzeniu Rzeczypospolitej wrócił do kraju i został przydzielony do sztabu gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Wziął udział w walkach w obronie Lwowa, za co otrzymał Krzyż Virtuti Militari. W trakcie wojny polsko-sowieckiej służył w sztabie Grupy Operacyjnej gen. Kazimierza Raszewskiego. Decyzją przełożonych odbył przeszło dwuletnie studia w Wyższej Szkole Wojennej w Paryżu i Metz we Francji. W 1928 r. otrzymał awans na stopień generała brygady i dowództwo Okręgu Korpusu w Grodnie. Pod koniec lat 30 został przeniesiony na dowództwo Okręgu Korpusu nr IX w Brześciu.