Kadry z pogranicza
Wydarzenie zorganizowano w ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej. Zebranych powitał kurator galerii Marek Pilski, podkreślając znaczenie sztuki w akademickiej przestrzeni oraz rolę fotografii w dokumentowaniu i interpretacji świata. Z kolei autorka zabrała gości w podróż przez krainę pełną śladów historii, kulturowych napięć i harmonii natury. Prezentowane fotografie powstały na Roztoczu Wschodnim - malowniczym, a wciąż mało znanym fragmencie Polski, leżącym na pograniczu Lubelszczyzny i Podkarpacia, w pobliżu granicy z Ukrainą.
To miejsce, w którym przez wieki spotykały się i przenikały różne religie, języki i tradycje. Roztocze Wschodnie – z dala od zgiełku i masowej turystyki – stało się dla K. Mroczyńskiej źródłem inspiracji i przestrzenią refleksji.
– Za pomocą tych zdjęć chciałam uchylić państwu drzwi do krainy może mniej znanej, ale bardzo pięknej. Przez wieki przebiegały tamtędy ważne podziały: państwowe, religijne, kulturowe i etniczne. Wielokulturowy i wieloreligijny charakter Roztocza można zobaczyć w świątyniach różnych wyznań, w pobliżu których znajdziemy cmentarze, dzwonnice czy resztki kamiennych murów obronnych. Ci milczący świadkowie przeszłości do dziś przypominają nam, że jeszcze nie tak dawno żyli tam obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. To tygiel kulturowy, gdzie przenikają się te wpływy – mówiła autorka podczas otwarcia wystawy.
Na jej fotografiach zobaczyć można cerkwie, krzyże, zarośnięte cmentarze i przydrożne pomniki, ale też łąki, lasy i światło przemykające przez poranne mgły – wszystko zanurzone w grze światła i cienia.
Pasja odkryta na nowo
Choć K. Mroczyńska z wykształcenia i zawodu jest anglistką i pracuje w Instytucie Językoznawstwa i Literaturoznawstwa Uniwersytetu w Siedlcach, fotografia towarzyszy jej od dawna – najpierw jako hobby, a od kilku lat również jako forma twórczej ekspresji.
Jak przyznała, swój warsztat rozwijała samodzielnie – najpierw poprzez kursy online, później poprzez udział w kobiecych warsztatach fotograficznych organizowanych przez podlaski oddział Związku Polskich Fotografów Przyrody.
– To dało mi i wiedzę, i odwagę, by pokazywać swoje prace – opowiadała.
Dla autorki fotografia to coś więcej niż dokumentacja. – To trochę jak terapia – chwila zatrzymania, refleksji, bycia tu i teraz. W życiu zawodowym wszystko dzieje się szybko. A aparat zmusza do uważności – tłumaczyła. – Żeby zrobić dobre zdjęcie, muszę się skupić. To moment, w którym wszystko inne przestaje istnieć. Dlatego nie robię zdjęć przy okazji – na plener jadę po to, by fotografować – wyznała.
Więcej niż pejzaż
Na wystawie nie znajdziemy dosłowności ani tanich efektów. To raczej fotograficzna medytacja nad losem miejsc i ludzi, nad przemijaniem i trwaniem. K. Mroczyńska nie narzuca odbiorcom interpretacji. – Zostawiam to odbiorcy. To, co się fotografuje i jak się fotografuje, zawsze filtruje się przez własne doświadczenia i preferencje – podkreślała.
Roztocze ukazane na zdjęciach to nie tylko widoki – to miejsca z duszą. Często zaskakujące, czasem melancholijne, niekiedy poruszające – jak zarastające ruiny świątyń czy pochylające się ku sobie kamienne krzyże. – Czasami coś mnie po prostu zaintryguje: detal, światło, to jak przyroda powoli przejmuje architekturę. To bardzo inspirujące – mówiła fotografka.
Uchwycić piękno
– Jak pisała Susan Sontag: „Nikt jeszcze nie odkrył brzydoty dzięki fotografii. Wielu natomiast odkryło dzięki niej piękno”. I ja właśnie to piękno próbuję uchwycić – powiedziała autorka.
Ekspozycję można oglądać w Akademickiej Galerii Fotografii im. Stefana Skulimowskiego przy Instytucie Informatyki Uniwersytetu w Siedlcach. Warto poświęcić chwilę, by przez obiektyw K. Mroczyńskiej odkryć na nowo, że piękno często kryje się na uboczu.
DY