Faryzeusz i celnik pod jednym dachem
Faryzeusz stoi na przedzie i w zasadzie modli się sam do siebie. Wylicza swoje zasługi, porównuje się z innymi. Celnik natomiast, świadomy swojej grzeszności, stoi z daleka, nie śmie podnieść oczu i jedynie prosi: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. Prawdą jest, to co faryzeusz wypowiada w swojej modlitwie – czynił wszystko, by zachować przepisy, starał się nie grzeszyć. Na modlitwie osądza innych jako gorszych od siebie. Dziękuje Bogu, ale tylko pozornie, bo tak naprawdę Go nie dostrzega – jest wpatrzony w swój ideał i nie zamierza niczego zmieniać. Celnik, świadom, że robił wiele nikczemnych rzeczy, żałuje. Przychodzi do Boga po miłosierdzie i przebaczenie. Nie ocenia innych – liczy się tylko Bóg i on, pokorny i skruszony.
W życiu małżeńskim i rodzinnym ta Ewangelia nabiera wyjątkowej głębi. Często właśnie w domu, w codziennych relacjach z najbliższymi objawia się nasze prawdziwe serce, nieupiększone pobożnością na pokaz. W małżeństwie łatwo wpaść w postawę faryzeusza – „to ja więcej robię”, „to ja mam rację”, „to ja się staram”. Faryzeusz w przypowieści nie zostawia miejsca na miłość i na Boga, bo jest pełen siebie. W rodzinie taka postawa prowadzi do zamknięcia, chłodu, walki o rację. Tymczasem w małżeństwie nieważne są racje, ważne są relacje. Przyjęcie prawdy o własnej słabości i słabości współmałżonka jest przestrzenia, gdzie Bóg działa najpełniej. To właśnie wtedy, gdy stajemy przed sobą bez masek, z pokornym sercem celnika, Bóg czyni cud jedności. Pokora to nie umniejszanie siebie, ale uznanie, że wszystko, co dobre w małżeństwie, jest łaską Boga i wspólnym wysiłkiem współpracujących z Nim małżonków, którzy umieją przyznać się do błędu, być wdzięcznymi, doceniać to, co mają, przyjmować porażki i krytykę od siebie nawzajem, powiedzieć „przepraszam”, „masz rację”, „dla ciebie chcę się zmieniać” czy „potrzebuję cię”. Tym pokazują duchową dojrzałość i otwartość na Boga. Pokora otwiera serce – pozwala słuchać, rozumieć i przebaczać. Zarówno w relacji z Bogiem, jak i w relacjach domowych Bóg pragnie prawdy. Duchowo dojrzały małżonek nie oczekuje doskonałości żony/męża, lecz autentyczności. Wspólna modlitwa małżonków czy rodziców z dziećmi ma sens wtedy, gdy płynie z serca, nie ze zwyczaju. Warto w niej mówić do Boga nie po to, by coś „zaliczyć”, by Bóg się nie gniewał, ale by pogłębić z Nim nasze relacje i umocnić więzi rodzinne – umieć co dzień wspierać się w trudnościach, leczyć zranienia i budować jedność. Niech nasze codzienne życie będzie modlitwą pokornego serca celnika.
Joanna i Mariusz Rogulscy