Region
fot. AB
fot. AB

Walczą do końca

Uzyskali poparcie samorządów miasta i powiatu, ale niezależnie od tego poinformowali o swoim problemie mieszkańców miasta.

Zrobili to w sposób najbardziej bezpośredni z możliwych: głośną pikietą przed siedleckim dworcem PKP w porze popołudniowych powrotów z pracy. Pracownicy dalej walczą o utrzymanie Zakładu Linii Kolejowych w Siedlcach. Przypomnijmy: półtora miesiąca temu PKP Polskie Linie Kolejowe ogłosiły zamiar włączenia sześciu z 23 Zakładów Linii Kolejowych do zakładów sąsiednich, uzasadniając to chęcią efektywniejszego zarządzania zasobami. Załogom obiecano, że obędzie się bez zwolnień, ale działające na kolei związki zawodowe tym zapewnieniom nie dowierzają.

Obawiają się, że część z blisko setki pracowników biurowych otrzyma propozycje z gatunku „nie do przyjęcia”, czyli codzienne wielogodzinne dojazdy z Siedlec do Białegostoku. Przypuszczają też, że zwolnienia i tak nastąpią, tylko będą robione później i po cichu. Alarmując o sprawie lokalne media, podnoszono też wątpliwości związane z bezpieczeństwem ruchu kolejowego, terminowością inwestycji i sprawnością reagowania na sytuacje kryzysowe.

 

Samorząd: to tak dziękujecie za wsparcie?

W połowie października planowana restrukturyzacja ZLK była jednym z tematów demonstracji kolejarzy przed siedzibą Ministerstwa Infrastruktury. W międzyczasie mobilizowano też samorządy w miastach będących siedzibami wszystkich sześciu przeznaczonych do likwidacji zakładów. W przypadku Siedlec zaowocowało to przyjętą na sesji rady miasta 30 października uchwałą, w której radni jednomyślnie poparli starania o utrzymanie odrębności ZLK.

To nie był apel napisany na kolanie i uchwalony w pięć minut. Radni poświęcili tej sprawie ponad godzinę. Niektórych trochę ponosił retoryczny zapał i można było odnieść wrażenie, że nie chodzi o zmianę warunków zatrudnienia dla kilkudziesięciu osób, tylko o likwidację kolei w Siedlcach w ogóle. Ale obok przesady pojawiły się i poważne argumenty. Najważniejszy był ten, że miasto ponosi poważne koszty, kształcąc dla kolei potrzebnych jej specjalistów. Od lat działa tu szkoła o profilu kolejowym, a w tym roku otwarto Branżowe Centrum Umiejętności. Do rządowych dotacji na budowę BCU i do subwencji na utrzymanie Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 6 im. Gen. Józefa Bema miasto dokłada duże pieniądze ze swojego budżetu, a w „podziękowaniu” dostało zwijanie lokalnych struktur i perspektywę, że kształceni tu fachowcy będą musieli szukać sobie zajęcia gdzieś daleko. Podobne stanowisko zajęła dzień później rada powiatu siedleckiego.

 

Głośno i wprost do ludzi

Niezależnie od poszukiwania sojuszników w samorządach kolejarze postanowili przedstawić swój problem bezpośrednio mieszkańcom Siedlec. 30 października w porze popołudniowego szczytu zorganizowali przed dworcem PKP pikietę, używając całego dostępnego arsenału demonstranta: gwizdków, flag, trąbek, transparentów i syren. Przemawiający przedstawiciele kilku związkowych central wytykali władzom Polskich Linii Kolejowych pozorowanie dialogu oraz brak solidnego merytorycznego uzasadnienia planowanej reorganizacji. Ich zdaniem pracownicy wcale nie mają gwarancji dalszego zatrudnienia, a wielkie zakłady będą trudniejsze w zarządzaniu. Mogą więc gorzej sobie radzić zarówno z inwestycjami, jak i z reagowaniem na sytuacje kryzysowe. Przywołano aferę z nieuprawnionym stosowaniem sygnału radio-stop, katastrofę w Szczekocinach oraz niebezpieczeństwo aktów sabotażu, których nie można wykluczyć w czasach prowadzonej przez Rosję z Zachodem tzw. wojny hybrydowej. Póki co mamy w kraju niewyjaśnione pożary hal produkcyjnych i magazynowych, ale któregoś dnia ktoś może coś zmajstrować i na torach. Wypadałoby więc, żeby pieczę nad ważną dla bezpieczeństwa i gospodarki infrastrukturą mieli zmotywowani i nieprzemęczeni niepotrzebnymi komplikacjami pracownicy.

 

Liczą na zmianę planów

Na demonstracji pojawili się: prezydent Siedlec Tomasz Hapunowicz, związany zawodowo z koleją poseł Krzysztof Tchórzewski oraz spora grupa radnych, zapewniając o poparciu sprawy. Związkowcy zapowiedzieli, że takie pikiety będą się odbywać w pozostałych pięciu miastach, których zakłady mają być włączone do sąsiednich. O sprawie dyskutować będą parlamentarzyści na posiedzeniu jednej z komisji sejmowych. Kolejarze i popierające ich samorządy liczą, że uda się przekonać władze PLK i nadzorujące spółkę Ministerstwo Infrastruktury do zmiany planów. Jeśli nie, to restrukturyzacja wejdzie w życie z początkiem przyszłego roku.

AK