Symbol niepodległości
Tegoroczne obchody narodowego święta miały w Rykach szczególny charakter. 5 listopada w siedzibie Centrum Kultury i Sportu odbyła się prelekcja o peowiakach ziemi ryckiej i promocja książki im poświęconej. Natomiast w niedzielę 9 listopada, przy okazji Mszy za zmarłych strażaków powiatu, doszło do przekazania odznaczenia przyznanego pośmiertnie Antoniemu Żaczkowi, członkowi Polskiej Organizacji Wojskowej, który poległ podczas rozbrajania Niemców.
Prezydent przyznał, komuna zabrała
Przez lata odznaczenie pozostawało w domu jednej z wnuczek bohatera. Dopiero zainteresowanie prawnuczki Anny Markiewicz przywróciło pamięć o peowiaku. – Gdy zaczęłam badać historię pradziadka, natrafiłam na zapiski jego wnuczki Krystyny Bożek. To skłoniło mnie do głębszego poznania jego losów – mówi pani Anna. Z notatek dowiedziała się, że Antoni był człowiekiem wykształconym, znającym wartość nauki i marzącym o dobrym wyedukowaniu swoich dzieci. – Niestety plany pokrzyżowała tragiczna śmierć – dodaje.
W 1937 r. za sprawą ryckich aptekarzy – rodziny Heinrichów i pomocy zaprzyjaźnionego z nimi ministra spraw zagranicznych Józefa Becka udało się wszcząć procedurę odznaczeniową. Przyznanie krzyża pozwalało żonie Antoniego – Rozalii ubiegać się o tzw. zaopatrzenie wdowie po uczestniku walk o niepodległość. – W prośbie skierowanej przez Rozalię do ministra spraw wojskowych z 29 października 1937 r. można przeczytać wzruszające słowa: „Nadmieniam, że będąc wiejską kobietą, nie doceniałam znaczenia posiadania Krzyża Niepodległości po mężu. Nie czyniłam w tym kierunku żadnych starań, będąc zakłopotaną troską i potrzebami codziennego życia dla siebie i pozostałych pięciorga dzieci” – przypomniała A. Markiewicz. Krzyż nadał A. Żaczkowi 27 czerwca 1938 r. prezydent RP Ignacy Mościcki. – W lutym 1939 r. prababci przyznano rentę w wysokości 38 zł z wyrównaniem od lutego. Niestety, babcia pobierała ją tylko przez trzy miesiące, do wybuchu wojny. Po jej zakończeniu władze komunistycznie nigdy nie przywróciły Rozalii tego świadczenia – zaznacza prawnuczka peowiaka.
Dopóki ktoś pamięta
Przekazanie odznaczenia miało miejsce po południowej Mszy. Aktu dokonała najbliższa rodzina A. Żaczka. – Niech ten krzyż przypomina każdemu, a zwłaszcza młodemu pokoleniu, że wolność nie jest nam dana raz na zawsze, ale jest to zadanie do wypełniania. Niech odwieczna prawda, że dopóki nas ktoś pamięta, wciąż żyjemy, będzie ważnym przesłaniem tej uroczystości – zauważyła A. Markiewicz.
Krzyż z adnotacją, że jest ofiarowany Matce Bożej, trafił na ręce proboszcza parafii ks. kan. Stanisława Chodźki. Jeszcze tego samego dnia został umieszczony jako wotum przy ołtarzu św. Jakuba. Ksiądz proboszcz wyraził wdzięczność rodzinie A. Żaczka za patriotyczną postawę. – Mamy o kim pamiętać. Mamy wzór, w oparciu o który możemy się uczyć. Dzisiaj postawa miłości ojczyzny jest bardzo potrzebna. Niech ta uroczystość będzie okazją do przemyśleń, jak możemy w obecnych warunkach służyć naszej małej ojczyźnie – akcentował ks. S. Chodźko.
Wdzięczność wyraził również burmistrz. – Dziękuję w imieniu całej społeczności Ryk za tę szlachetną decyzję. To odznaczenie mogłoby w dalszym ciągu przebywać w jednym z domów rodzinnych i budzić dumę z postawy przodka. Ale państwo zadecydowali, że przekażą krzyż jako wotum dla naszego kościoła. Niech przypomina o bohaterach tamtych dni, którzy walczyli za wolną Polskę. Niech przypomina, co oznacza niepodległość – mówił Jarosław Żaczek.
Po Mszy zainteresowani mogli nabyć książkę Hanny Witek, Roberta Markiewicza i Jarosława Frąckiewicza „Ci, którzy nieśli niepodległość – o peowiakach z Ryk i okolic”. W publikacji znalazły się sylwetki wielu żołnierzy POW, którzy w 1918 r. walczyli o wolną Polskę.
Śmierć pod pałacem
Dramat A. Żaczka, mieszkańca Starej Dąbi, rozegrał się w listopadzie 1918 r. Rycka komenda POW otrzymała wówczas rozkaz przystąpienia do rozbrojenia okupanta. W Rykach stacjonowała wtedy niemiecka kompania piechoty wchodząca w skład batalionu strzegącego Dęblina. – Ta kompania była rozlokowana w różnych miejscach: pałacu, domach prywatnych przy ul. Warszawskiej i u gospodarzy Jarmołów – precyzuje Hanna Witek, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ryk.
Akcję rozbrajania Niemców rozpoczęto 10 listopada wieczorem, o 17.00, na umówiony sygnał. Niemcy stacjonujący przy ul. Warszawskiej i na Jarmołówce, zaskoczeni, poddali się bez walki. Nie padł nawet jeden strzał. Jeńców pozostawiono pod strażą, a pozostali żołnierze ze zdobytą bronią i amunicją udali się w kierunku pałacu. Tu wywiązała się walka. Pałac został zdobyty, a broniący go Niemcy rozbrojeni i pojmani. Na pomoc Niemcom wyruszył oddział z Garwolina, ale z niewiadomych przyczyn zawrócił. W trakcie walki poległ A. Żaczek, kilku innych Polaków zostało rannych, w tym: Jan Łagowski, Władysław Filipowicz i Józef Kierzkowski. – Ten ostatni także wkrótce zmarł – zaznacza H. Witek. Peowiacy zostali pochowani we wspólnym grobie. Pogrzeb A. Żaczka odbył się trzy dni po jego śmierci. Licznie uczestniczyła w nim społeczność, duchowieństwo, przedstawiciele nowo wybranej władzy administracyjnej Ryk, wszyscy peowiacy oraz głównodowodzący ceremonią właściciel pałacu Zdzisław Marchwicki. Nad grobem oddano salwy honorowe.
W wyniku akcji udało się rozbroić około 60 żołnierzy piechoty i 12 kawalerzystów. Zdobytą broń i amunicję przewieziono do Dęblina, gdzie trafiła do świeżo formowanego oddziału Ignacego Zowczaka. Ryckim historykom udało się odtworzyć 46 nazwisk osób z Ryk i okolic, które walczyły w tamtych dniach o wolność Polski.
Tomasz Kępka