Rozmaitości

Z pola na stół

Kupowanie owoców, warzyw, ale też innych produktów prosto od rolnika z roku na rok staje się coraz popularniejsze. I ma same plusy.

Efektem niedawno podpisanych umów przez Unię Europejską z krajami Mercosur czy Ukrainą będzie napływ taniej żywności. Ale jednocześnie - jak podkreślają rolnicy - okazją do zmiany mentalności i zakupowych zwyczajów - i to po obu stronach: producentów i konsumentów. Ci pierwsi już wiedzą, że wiele osób poszukuje produktów dobrej jakości, z pewnego źródła. Widzą też, do czego prowadzi obecny model rolnictwa.

Joanna Haczkiewicz, która razem z mężem Rafałem prowadzi Zieloną Farmę Mordy, po studiach ogrodniczych w SGGW pracowała w branży agro. – Przez kilka lat jako doradca agrotechniczny, sprzedając nawozy i środki ochrony roślin, później w branży związanej z doświetlaniem szklarni wielkopowierzchniowych – wylicza, tłumacząc, że odwiedzając pola i szklarnie, widziała postępującą degradację gleby, napiętrzające się problemy związane z uprawami. – Użycie dużych ilości oprysków, odżywek czy nawozów nie wiązało się z lepszą jakością plonów, ponieważ nowe odmiany roślin szły w stronę pozyskiwania dużego plonu, a nie lepszego smaku czy zawartości składników odżywczych – zauważa. To skłoniło ją do poszukiwania dla swojej rodziny produktów z innych źródeł. Kiełkowało też marzenie o własnych uprawach. – Zaczęłam od działki ROD, ale szybko stwierdziłam, że to za mało – przyznaje. Dlatego najpierw zainteresowała się rolnictwem ekologicznym, a potem odkryła permakulturę, czyli sposób projektowania zrównoważonych siedlisk ludzkich i trwałego rolnictwa. – Stąd była krótka droga do rolnictwa regeneratywnego – tłumaczy. – To było moje objawienie i na tym etapie byłam już pewna, że chcę zostać pełnoetatowym rolnikiem i prowadzić swoje gospodarstwo w duchu regeneracji gleby – dodaje.

 

Poczta pantoflowa lepsza niż reklama

Paczki z zielonymi listkami rzeżuchy, botwinką, kapustą pekińską – świeżutkimi i bez chemicznych nawozów – szybko znajdują chętnych. I to mimo tego, że dla państwa Haczkiewiczów to dopiero pierwsze zbiory, bo gospodarstwo kupili na początku 2025 r., a na pole mogli wejść dopiero po żniwach. – Wtedy zaczęła się dla nas intensywna praca: przygotowanie grządek, wysadzenie wysianej wcześniej rozsady warzyw. Staraliśmy się w tym czasie informować naszych obserwatorów w mediach społecznościowych o postępach prac – opowiada J. Haczkiewicz. – Gdy pojawiły się pierwsze warzywa, rozeszły się niemal natychmiast, bez żadnego ogłoszenia. W połowie listopada poinformowaliśmy, że sprzedajemy nasze ostatnie warzywa z grządek w formie paczek i wszystkie zostały zarezerwowane w ciągu kilku godzin. Dla mnie to potwierdzenie, że nasza praca ma sens – mówi z dumą.

 

Celem równowaga

Przygotowania do kolejnego roku już trwają, a plany są ambitne: obok warzyw i ziół farmerzy chcą postawić na jajka oraz mięso kur pastwiskowych. A wszystko w duchu rolnictwa regeneratywnego. – To sposób uprawy, który nie tylko produkuje żywność, ale jednocześnie odbudowuje glebę, zwiększa bioróżnorodność i wzmacnia naturalne procesy w przyrodzie. Gleba sezon po sezonie staje się coraz żyźniejsza, stabilna, a gospodarstwo odzyskuje samowystarczalność, odcinając się od zależności od przemysłowych nawozów i chemicznych oprysków – tłumaczy J. Haczkiewicz. – To inne podejście od rolnictwa ekologicznego skupiającego się głównie na eliminacji tzw. chemii i przestrzeganiu określonych norm produkcji – dodaje, wskazując, że dziś ekologia stała się systemem obwarowanym przepisami i certyfikatami, często tworzonymi zza biurka, a nie z perspektywy gleby, roślin i przede wszystkim lokalnego kontekstu każdego gospodarstwa. – Idea rolnictwa ekologicznego jest jak najbardziej słuszna, bo zrodzona z troski o ziemię i zdrowie ludzi, lecz z czasem straciła część swojej autentyczności, gdy została ujęta w sztywne, nie zawsze logiczne ramy prawne – podkreśla.

 

Takie podejście uspołecznia

Rolnictwo regeneratywne to jednak nie tylko odnowa gleby, ale także renesans nawiązywania relacji międzyludzkich, ponieważ zwykle płody rolne trafiają do konsumentów w ramach krótkiego łańcucha dostaw. – Całkowicie naturalnie tworzy się sieć współpracy, w której rolnik, konsument i lokalna społeczność stają się częścią jednego ekosystemu – wylicza zalety J. Haczkiewicz, podkreślając, że dzięki tym relacjom „regeneracja” wychodzi poza pole uprawne, obejmując również życie społeczne. – Wtedy warzywa kupuje się od pani Zosi, miód i ogórki kiszone od pana Piotra, a jaja i kurę rosołową od pani Wioletki. Takie produkty smakują lepiej, bo są otrzymywane naturalnie, dojrzewają w swoim rytmie i nie muszą przemierzać setek kilometrów ani spędzać dni w chłodniach – zaznacza. – Rolnicy mogą pozwolić sobie na uprawę odmian o delikatniejszych owocach, ale za to o wysokiej smakowitości. A konsumenci bardzo to doceniają i wracają do produktów, które przypominają im smak i zapach warzyw z ogrodu babci, uprawianych w swoim rytmie, dojrzewających w słońcu – podkreśla.

 

Świadomy jak konsument

Pytana o konkurencję, jaką rodzimym rolnikom robią lub wkrótce będą robić produkty z Ukrainy czy krajów Mercosur, zapewnia, że się tym nie martwi. – Nasza oferta skierowana jest do osób, które stawiają na lokalną, świeżą żywność, uprawianą w sposób naturalny – wskazuje J. Haczkiewicz, podkreślając, że siła tych produktów leży w jakości, lokalności i zaufaniu społeczności, a konsumenci coraz częściej doceniają te wartości. – Nie wszystko sprowadza się do ceny, bo dla ludzi ważna jest też świadomość: wiem, co jem, od kogo, jak to było uprawiane. Dlatego spodziewam się raczej wzrostu zainteresowania naszą ofertą niż odpływu klientów – przyznaje, ale jednocześnie martwi się o ogólną sytuację gospodarczą, bo rolnicy konwencjonalni mają przed sobą niezwykle trudny czas, co przełoży się na wszystkich obywateli. – Gospodarstwa regeneratywne nie zależą bezpośrednio od cen skupów, kontraktów, dostępności czy cen nawozów – zauważa, wskazując na kolejny plus tej formy upraw: autonomię.

 

Ambitne plany

Jak podkreślają właściciele Zielonej Farmy Mordy, chcą nie tylko produkować zdrową żywności, ale też podnosić świadomość ekologiczną. Dlatego w planach jest otwarcie gospodarstwa na zwiedzających, by pokazać od zaplecza, jak ono działa. – Uruchomimy pokazowy warzywnik permakulturowy, chcemy też stworzyć ogród sensoryczny – wylicza J. Haczkiewicz. – Dla dzieci przygotowujemy warsztaty, by w tej przystępnej formie mogły zobaczyć, skąd bierze się żywność. Natomiast dla dorosłych bardziej specjalistyczne zajęcia o projektowaniu permakulturowym, uprawie warzyw i dążeniu do zabezpieczenia samodzielności żywnościowej swojej rodziny. Wszystko w myśl zasady, że najtrwalsze zmiany zaczynają się od oddolnej inicjatywy, a nie odgórnie narzucanych aktów prawnych – podkreśla.

Monika Grudzińska