Rozmaitości
pi
pi

„Zdrowe” nie zawsze znaczy dobre

Czy za coraz częstszymi zachorowaniami na różne choroby może stać to, czym się żywimy? Nawet wtedy, gdy sięgamy po produkty powszechnie uważane za „zdrowe”?

Przyczyn chorób metabolicznych, takich jak otyłość, cukrzyca typu 2, nadciśnienie czy niealkoholowe stłuszczenie wątroby, najczęściej jest kilka. - To nie jeden produkt, a styl życia jako całość prowadzi do ich rozwoju - podkreśla Agnieszka Decyk z Instytutu Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu w Siedlcach. Jak zauważa, to przede wszystkim nadmiar energii w diecie przy zbyt niskiej aktywności fizycznej, sen poniżej 6-7 godzin, który zaburza gospodarkę hormonalną.

Ponadto stres wpływający na apetyt i wybory żywieniowe oraz niska jakość diety, czyli dużo produktów wysokoprzetworzonych, słodzonych napojów, tłuszczów trans i soli. Jednocześnie specjalistka przyznaje, że to ultraprzetworzona żywność (UPF) jest istotnym czynnikiem ryzyka. – Potwierdzają to liczne badania kohortowe. Według klasyfikacji NOVA, produkty UPF dostarczają nawet 50-60% energii w diecie wielu Europejczyków – tłumaczy. – Są hipersmaczne, łatwo dostępne, tanie i projektowane tak, by pobudzały ośrodek nagrody, dlatego bardzo łatwo o nadmiar kalorii – zauważa.

 

Nie tylko z półki

Dziś to, co wydaje się zdrowe, wcale nie musi takie być. Dlatego – jak zauważa A. Decyk – nie chodzi o całkowite unikanie przetworzonych produktów, lecz świadomy wybór tych o prostym składzie. – Bo często „zdrowe” nie znaczy dobre. Np. pieczywo: może zawierać ulepszacze, syrop glukozowy, tłuszcze utwardzone, spulchniacze i barwniki udające mąkę pełnoziarnistą. Z kolei jogurty, nawet naturalne, potrafią zawierać syropy i aromaty zamiast owoców, a mięso drobiowe bywa nastrzykiwane solanką lub fosforanami – wylicza z uwagą, że nie musimy rezygnować z tych produktów, ale warto czytać etykiety i wybierać krótsze składy, produkty świeże, lokalne, z małym stopniem przetworzenia. Także zamawiając jedzenie w restauracjach, możemy natrafić na posiłki różnej jakości, bo zdarzają się takie, które używają tanich olejów rafinowanych, mieszanek sosów, gotowych półproduktów.

 

Cukier cukrowi nierówny

Wzrost zachorowań na cukrzycę skłonił producentów do stosowania w produktach zamienników cukru, które nie zawsze są w pełni bezpieczne dla naszego zdrowia. Już wiele lat temu alarmowano, że syrop glukozowy może powodować problemy zdrowotne, tymczasem jest obecny nawet w… mleku dla niemowląt! Podobnie aspartam: kiedyś polecany osobom chorym na cukrzycę, a dziś zaklasyfikowany przez WHO i IARC jako potencjalnie rakotwórczy. A to niejedyne zamienniki cukru, jakie są dziś stosowane. – Nie wszystkie są sobie równe – przyznaje A. Decyk. – Syrop glukozowo-fruktozowy ma podobny wpływ na organizm jak cukier stołowy: jego nadmiar sprzyja insulinooporności, stłuszczeniu wątroby i otyłości trzewnej. W małych ilościach nie jest toksyczny, ale fakt, iż używa się go powszechnie, sprawia, że łatwo przekroczyć bezpieczny poziom spożycia. Z kolei aspartam został zaklasyfikowany jako „możliwie rakotwórczy dla człowieka” (grupa 2B), ale tylko przy bardzo wysokich dawkach (ponad 40 mg/kg m.c. dziennie). Dlatego coraz więcej organizacji zaleca ograniczenie napojów i produktów ze sztucznymi słodzikami, zwłaszcza wśród dzieci, kobiet w ciąży i osób z zaburzeniami metabolicznymi – tłumaczy. Wskazuje jednocześnie na te zamienniki, które wywołują mniej kontrowersji, czyli poliole (erytrytol, ksylitol), które mają niski indeks glikemiczny, są dobrze przebadane, choć w dużych ilościach mogą powodować wzdęcia lub biegunkę, oraz stewię – pochodzenia naturalnego i dobrze tolerowaną. Przypomina też, że umiarkowane użycie słodzików może być pomocne, zwłaszcza u osób z cukrzycą, ale nie mogą one zastąpić pracy nad zmianą preferencji smakowych.

Żywieniowe fakty i mity

PYTAMY Agnieszkę Decyk, dietetyka klinicznego, psychodietetyka, wykładowczynię na Wydziale Nauk Medycznych i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu w Siedlcach.

 

Coraz częściej zwykły konsument gubi się w gąszczu informacji, bo z każdej strony słyszy coś innego. Rozwiejmy kilka wątpliwości: kiedyś jajka były niezdrowe i miały powodować wzrost cholesterolu, dziś – to najzdrowsze, co może być?

To świetny przykład, jak zmienia się nauka. Kiedyś sądzono, że cholesterol z jajek bezpośrednio podnosi poziom cholesterolu we krwi. Dziś wiemy, że u większości osób cholesterol pokarmowy ma niewielki wpływ na jego stężenie w surowicy. Znacznie ważniejszy jest ogólny profil diety, czyli ilość tłuszczów nasyconych, błonnika i aktywność fizyczna. Jajka są źródłem pełnowartościowego białka, luteiny, choliny, witaminy D i nie powinny być demonizowane. Zalecenia WHO i PTD mówią jasno: jedno, dwa jajka dziennie są bezpieczne dla osób zdrowych.

 

 

Dawniej odradzano też jedzenie grzybów, bo zawierają chitynę. Obecnie są polecane jako źródło mikroelementów.

Rzeczywiście, kiedyś uważano je za trudnostrawne i pozbawione wartości, bo zawierają chitynę, której człowiek nie trawi. Dziś wiemy, że ta chityna to błonnik prebiotyczny wspierający mikrobiotę jelitową. Grzyby to źródło witamin z grupy B, potasu, selenu, β-glukanów i antyoksydantów. Nie są głównym źródłem białka, ale mają korzystny profil aminokwasowy i działanie przeciwzapalne. Najlepiej spożywać je po odpowiedniej obróbce cieplnej (duszenie, gotowanie), a nie na surowo.

 

A co ze śniadaniami? Rzeczywiście producenci płatków śniadaniowych wmówili nam, że dzień powinien rozpoczynać się od śniadania, do tego bogatego w węglowodany? Czy taki start dnia nie blokuje spalania tłuszczu i nie podkręca apetytu na cały dzień?

To temat, który ma dwie strony. Nie, śniadanie nie jest obowiązkowe dla wszystkich. Badania pokazują, że najważniejsze jest utrzymanie rytmu dobowego i dopasowanie pór posiłków do stylu życia. Osoby aktywne rano, czyli dzieci, młodzież, zwykle lepiej funkcjonują, gdy jedzą śniadanie. Natomiast u dorosłych z nadwagą czy insulinoopornością odroczenie pierwszego posiłku (tzw. time-restricted eating) może sprzyjać lepszej kontroli glikemii i zmniejszeniu apetytu.

Problem w tym, że wiele śniadań w Polsce to płatki śniadaniowe, soki, bułki z dżemem, czyli czysty cukier. Takie „śniadanie marketingowe” rzeczywiście podnosi poziom glukozy i nasila głód. Dlatego warto wybierać śniadania białkowo-tłuszczowe lub węglowodany złożone bogate w błonnik pokarmowy, np. omlet z warzywami, owsianka z orzechami, jajka z awokado i pełnoziarnistym pieczywem.

 

Co robić, żeby w tym wszystkim się nie pogubić?

Ważne jest świadome jedzenie, nie ortoreksja, czyli zaburzenie odżywiania polegające na obsesyjnej potrzebie spożywania tylko jedzenia „czystego” i zdrowego. Nie ma jednej przyczyny chorób metabolicznych i nie ma jednego winowajcy w diecie. Kluczem jest równowaga, czyli sen, ruch i ograniczenie ultraprzetworzonej żywności. Nauka nieustannie się zmienia, dlatego zamiast szukać zakazów, warto budować świadomość i elastyczność w wyborach żywieniowych.

 

Dziękuję za rozmowę.

Monika Grudzińska