Historia
Arch. JF
Arch. JF

Zainteresowanie stało się moją pasją

Rozmowa z Jarosławem Frąckiewiczem, nauczycielem historii w Szkole Podstawowej w Stężycy, laureatem Złotego BohaterOna Publiczności w tegorocznej edycji ogólnopolskiego plebiscytu BohaterOn im. Powstańców Warszawskich.

Jak zaczęło się Pana zamiłowanie do historii?

Gdy byłem dzieckiem, słuchałem rozmów dorosłych, przeważnie kuzynów mojego ojca i mamy, kiedy nas odwiedzali. Często było to przy okazji 1 listopada. Mówili o sprawach, o których na lekcjach historii się nie mówiło.

Pamiętam np. wizytę śp. Czesława Mikuska, który opowiadał, jak w 1938 r. był na Zaolziu. Służył wówczas w batalionie pancernym w Warszawie i jego oddział brał udział w operacji zaolziańskiej. Dopiero w 1993 r. udało mi się namówić go do wspomnień, które pozwolił nawet nagrać na kasetę magnetofonową. Z czasem tych nagrań zrobiło się kilkadziesiąt. Podobne rozmowy odbywałem z innymi osobami, dobrze znanymi moim rodzicom. Wysłuchałem wielu przeżyć, czasem bardzo trudnych. Zdarzało się, że po wielu latach powracały „demony” przeszłości. Tak było w przypadku Jadwigi Kuchnio z Michalinowa, którą namówiłem na wspomnienia z pobytu w sowieckim łagrze. Kilka dni później córka pani Jadwigi prosiła, by nie wracać do tamtych czasów, bo mama budzi się w nocy i chce uciekać z domu. Podczas takich spotkań otrzymywałem zdjęcia, listy, dokumenty i inne pamiątki, z których zaczęło powstawać moje archiwum. Więc gdy po maturze przyszedł czas decyzji, co dalej, wybrałem studia historyczne. I tak to, co było zainteresowaniem, stało się moją pasją.

Czy pamięta Pan swoją pierwszą, poważniejszą pracę badawczą związaną z lokalną historią?

Na jedno z walnych zebrań członków Towarzystwa Przyjaciół Stężycy przygotowałem referat pt. „Udział mieszkańców Stężycy w II wojnie światowej”. To było pięć czy sześć stron rękopisu, w którym przybliżyłem losy wybranych osób biorących udział w działaniach zbrojnych czy partyzanckich lub będących ofiarami wojny. Był to początek lat 90 ubiegłego stulecia.

Obecnie Pana głównym zajęciem jest praca w szkole. Jaki ma Pan sposób na zainteresowanie uczniów historią?

Nie ma chyba uniwersalnego przepisu na zainteresowanie. Czasami trzeba do tego po prostu dojrzeć. W pracy chętnie wykorzystuję swoje zbiory i wspomnienia uczestników wydarzeń. Jest to ciekawe, gdy w klasie jest ktoś z rodziny tej osoby, o której opowiadam. Ostatnio przy okazji Narodowego Święta Niepodległości poprosiłem kilkoro uczniów, by podczas apelu przybliżyli postacie ze swoich rodzin, które walczyły o niepodległość. Uczennica klasy III przeczytała biogram swojego prapradziadka, który służył jako goniec w Belwederze u Józefa Piłsudskiego. Był też uczestnikiem wojny 1920 r. Zmarł w 1983 r., więc ani ona, ani jej rodzice nie mogli go poznać. A tu na zdjęciu stał młody chłopak w mundurze – zobaczyła go i cała społeczność szkolna, i ona. Gdy zapytałem tę uczennicę, czy apel się jej podobał, odpowiedziała, że tak – i to bardzo.

Z pracą w szkole wiąże się zainicjowana przez Pana sala tradycji. Skąd się wziął taki pomysł, jak długo powstawała i co można w niej oglądać?

Początki sali tradycji sięgają 2002 r., kiedy gmina Stężyca otrzymała od wojska były budynek koszarowy 11 Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej z przeznaczeniem na gimnazjum. Wraz z uczniami podjęliśmy decyzję, by poszukać informacji i pamiątek o żołnierzach, którzy w nim służyli przed wojną. Potem zwróciliśmy się z zapytaniem do ówczesnego dyrektora gimnazjum Alberta Drewnika, czy taką salę możemy zrobić – i tak się zaczęło. Z czasem padł pomysł, by wmurować tablicę upamiętniającą żołnierzy dywizjonu. Dyrektor Marek Błachnio, z którym się nim podzieliłem, zgodził się. Na uroczystość, którą zorganizowaliśmy, z Polski licznie przyjechały rodziny dawnych żołnierzy tego dywizjonu. Obecnie, po likwidacji gimnazjów, sala tradycji należy do Szkoły Podstawowej w Stężycy. Można w niej znaleźć pamiątki po oficerach i żołnierzach dywizjonu, a nawet… niemieckie talerze. A to dlatego, że w czasie wojny w koszarach działał niemiecki szpital polowy i są to eksponaty z nim związane. Mamy też pamiątki po kapelanie pomocniczym WP, proboszczu stężyckim ks. prałacie Edwardzie Bielińskim. Była to nietuzinkowa postać.

Jedną z Pana działalności, która też miała wpływ na uzyskanie nagrody, są kwesty na cmentarzu. Co uznaje Pan za największy sukces w tym zakresie?

Jest nim udział w niej młodzieży. Niektórzy zaczynali kwestować 16 lat temu, kiedy chodzili do gimnazjum, dziś to dorosłe osoby. Pracują, mieszkają poza Stężycą, nierzadko dość daleko, ale jak przychodzi 1 listopada, są i kwestują co roku. Do nich dołączają już kolejne roczniki. Często wygląda to tak, że jest to już rodzinne kwestowanie.

Poza pracą nauczyciela sporo Pan pisze na temat lokalnej historii. Która z publikacji jest Panu szczególnie bliska?

Książek napisałem już kilka, a artykułów nie liczyłem. Bliska jest każda z publikacji, bo każda przywraca postacie z przeszłości, które gdyby nie praca historyka, odeszłyby w zapomnienie. Ale do jednej chętnie wracam i wiem, że będzie jej kontynuacja – mowa o książce „Powstanie styczniowe w okolicy Ryk. Ludzie – wydarzenia – miejsca”, której byłem współredaktorem i współautorem. Pozostały jeszcze tematy, które można poszerzyć, uzupełnić i dodać nowe ustalenia, pojawiające się podczas dalszych badań i kwerend.

Nad czym obecnie Pan pracuje?

Tematów jest kilka. Ostatnio za sprawą rocznicy „Krwawych Dni Międzyrzeca” z 1918 r. wracam do losów żołnierzy oddziału Ignacego Zowczaka i członków Polskiej Organizacji Wojskowej z Międzyrzeca Podlaskiego. Są też tematy, które się pojawią w trakcie prac nad innymi zagadnieniami, ale są na tyle ciekawe, że warto się nad nimi pochylić. Jest jednak jedno zagadnienie, nad którym pracuję wespół z dr. Zbigniewem Moszumańskim już od kilku lat. Chodzi o polskich żołnierzy artylerii przeciwlotniczej, którzy zginęli w latach 1939-1946. Obecnie jest już opracowanych ponad 800 biogramów żołnierzy tej formacji poległych, zmarłych z ran czy zamordowanych w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej, w tym ofiar zbrodni katyńskiej.

Dziękuję za rozmowę.

MOIM ZDANIEM

Marek Błachnio, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Stężycy

Jarosława Frąckiewicza wyróżnia wyjątkowe zaangażowanie w upamiętnianie historii oraz pielęgnowanie dziedzictwa polskich bohaterów. W Szkole Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Stężycy od lat uczy, że patriotyzm zaczyna się od pamięci, troski o dziedzictwo i odpowiedzialności za wspólnotę. Robi to rzetelnie, z empatią, a przede wszystkim z głębokim szacunkiem dla tradycji i wartości, które ukształtowały współczesną Polskę. Dzięki swojej aktywności zyskał uznanie zarówno wśród uczniów szkoły, rodziców, lokalnej społeczności, jak i osób, którym bliskie jest propagowanie wiedzy historycznej.

Ważne jest to, że J. Frąckiewicz aktywnie upowszechnia historię, organizując prelekcje, warsztaty, spotkania edukacyjne, których celem jest popularyzacja losów bohaterów walk o niepodległość. W pracy wykorzystuje nowatorskie metody nauczania, jak realizacja projektów, lekcje muzealne czy organizowanie spotkań z ciekawymi ludźmi. Uczniowie cenią też takie formy przedstawiania trudnych zagadnień historii Polski, jak artykuły, nagrania czy materiały multimedialne – są one atrakcyjne, nowoczesne i przystępne. Chętnie biorą też udział w wydarzeniach, które budują wspólnotę pamięci, łącząc pokolenia: młodzież, seniorów i rodziny.

Z mojego punktu widzenia bardzo cennymi działaniami są też podejmowane przez J. Frąckiewicza opieka nad miejscami pamięci i troska o ich właściwe utrzymanie, jak i promowanie postaw patriotycznych nie poprzez patos, lecz przez codzienne, konsekwentne działania, które inspirują innych, szczególnie młode pokolenie, do pogłębiania wiedzy o historii.

Tomasz Kępka