Rozmaitości
PIXABAY.COM
PIXABAY.COM

Żniwo, którego nie widać

Nie tylko wypadki, nagłe burze czy ciężka praca odbierają rolnikom zdrowie. Najgroźniejsze jest to, czego nie widać: niewinne znamię, pieprzyk na karku, ciemna plamka na ręce.

Czerniak zbiera żniwo tam, gdzie nikt go nie szuka - na skórze ludzi, którzy od zawsze stawiają obowiązki ponad własne życie i zwykle są ostatni w kolejce do lekarza. Rolnicy i sadownicy są jedną z najbardziej narażonych na czerniaka grup zawodowych. Ich praca oznacza codzienne, wielogodzinne wystawienie skóry na promienie UV - często bez ochrony, „na szybko”, z przekonaniem, że słońce to przecież coś naturalnego, niegroźnego.

– Ludzie nie zdają sobie sprawy, że częste przebywanie na otwartej przestrzeni z nieosłoniętą skórą może prowadzić do powstawania niebezpiecznych zmian, w tym czerniaka – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie. – Dlatego tak ważna jest edukacja, szczególnie wśród rolników, którzy są wyjątkowo narażeni – podkreśla.

Co roku w Polsce wykrywa się 3,7-4 tys. nowych przypadków czerniaka. To liczby, za którymi stoją ludzie – często tacy, którzy na co dzień dbają o ziemię, ale zapominają o sobie.

Wielu rolników wciąż bagatelizuje niepokojące zmiany na skórze. – Niestety nadal pokutuje przekonanie: „nie ma co ruszać, samo przejdzie” – przyznaje prof. Rutkowski.

 

Historie z podwórka

Pan Jan, 62-letni rolnik z Mazowsza, całe życie pracował w słońcu. – Kiedyś mówiło się, że człowiek musi się opalić, żeby był zdrowy – wspomina. W upale zdejmował koszulkę, bo „tak wygodniej”. Filtrów nie używał nigdy. Aż któregoś lata zauważył ciemną, nieregularną plamkę na ramieniu. – Myślałem, że to od pryskania albo od zadrapania. Nie bolało, więc po co się przejmować? – mówi.

Dopiero kiedy znamię zaczęło pękać i swędzieć, a żona – „ta rozsądniejsza strona gospodarstwa” – niemal siłą zawiozła go do lekarza, usłyszał diagnozę: czerniak wczesnego stopnia. Miał szczęście. Dziś, po leczeniu, powtarza każdemu sąsiadowi: „Jak worek ze zbożem się przerwie, bierzesz nowy. Jak zdrowie siada – nie ma drugiego na zapas”.

Dłonie i szyja Maria, 54-letniej sadowniczki, były latem wiecznie spalone. To córka zauważyła tuż pod linią włosów dziwne znamię. – Myślałam, że to zwykła plamka, mam ich przecież sporo – wspomina. Ale zmiana była asymetryczna, rosła i zmieniała kolor. Dermoskopia wykazała czerniaka in situ – ostatni etap, w którym można bezpiecznie usunąć nowotwór.

– Pomyślałam wtedy: jak mogłam to ignorować. A córka tylko powiedziała: „Mamo, o drzewa dbasz codziennie, a o siebie nigdy”. Niestety, to była prawda – przyznaje.

 

Gdzie czai się wróg?

To paradoks – choroba, która rozwija się na powierzchni skóry, może pozostać w ukryciu przez wiele miesięcy. Nie boli, nie piecze, nie daje sygnału alarmowego. A jednak rośnie – niekiedy agresywnie, niekiedy w miejscach, których sami nie widzimy: na plecach, szyi, za uchem.

– Czerniak może mieć różne kolory – najczęściej brązowy lub czarny, ale bywa też różowy. Nie rośnie szybko, jednak niebezpieczna jest jego zmienność. Ewolucja znamienia to najważniejszy sygnał ostrzegawczy – tłumaczy onkolog i dodaje, że narażone są wszystkie odsłonięte miejsca: ramiona, kark, twarz, uszy. Jednak najgroźniejsze zmiany często pojawiają się na głowie – tam, gdzie skóra jest cienka i stale wystawiona na słońce. – Region głowy i szyi jest szczególnie zagrożony, a u rolników to jedne z najbardziej opalanych miejsc – zaznacza prof. Rutkowski, przewodniczący rady naukowej Akademii Czerniaka, która stanowi sekcję naukową Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej. Powstała z inicjatywy środowiska medycznego i pacjentów, a jej głównym celem jest zwiększenie świadomości społecznej w zakresie czerniaka.

W swoich kampaniach Akademia Czerniaka nie zapomina o rolnikach. – To ogromna grupa zawodowa, każdego dnia przebywająca na otwartej przestrzeni. Praca w warunkach nasłonecznionych jest wpisana w ich życie i zdrowie – wyjaśnia prof. Rutkowski.

Lekarze widzą to gołym okiem. Skóra rolników jest często mocno zniszczona, popękana, wielokrotnie poparzona. To zwiększa ryzyko nie tylko czerniaka, ale i raków skóry, które zaczynają się jak zwykłe, niegojące ranki.

 

Prosta ochrona, wielkie znaczenie

Jednak chorobie można w dużej mierze zapobiec. Ochrona nie jest skomplikowana. Wymaga jedynie uważności – takiej, jak uprawy.

– Przede wszystkim odzież: koszula z długim rękawem, kapelusz. To podstawowa ochrona rolnika – mówi prof. Rutkowski. Do tego filtry SPF 50 – i to nie tylko latem. Skóra twarzy i szyi powinna być chroniona codziennie, od wiosny do późnej jesieni. Warto też raz w miesiącu przed lustrem, najlepiej z pomocą bliskiej osoby, obejrzeć plecy, kark i ramiona i sprawdzić, czy nie pojawiła się tam nowa zmiana, a stara nie powiększyła. – Są kryteria określane jako tzw. abecadło czerniaka, które wskazują, na co zwracać uwagę podczas oglądania skóry. Litera A (jak asymmetry – z j. ang. asymetria) oznacza, że zmiana będąca czerniakiem jest asymetryczna, litera B (borders – granice) wskazuje, że ma poszarpane, nieregularne i nieostre brzegi, a litera C (color – kolor) – że bardzo istotną cechą czerniaka jest kolor. Z kolei litera D (diameter – średnica) w abecadle czerniaka dotyczy średnicy znamienia – nasze podejrzenia powinny wzbudzić zwłaszcza zmiany o średnicy powyżej 5-6 mm. Z kolei litera E (evolution – ewolucja) oznacza postępujące zmiany zachodzące w znamieniu – w jego rozmiarach, kształcie, barwie, a także objawach, jakie daje, np. krwawienie, sączenie się, świąd – wylicza prof. P. Rutkowski, zalecając również raz w roku wizytę u dermatologa lub chirurga onkologa.

Rolnicy, którzy obawiają się badań, mogą odetchnąć – diagnostyka jest prosta i szybka. – Podstawowym narzędziem jest dermoskopia: lupka powiększająca z podświetleniem, pozwalająca ocenić zmianę z ogromną dokładnością – tłumaczy prof. Rutkowski. – Jeśli zmiana budzi podejrzenia, wycina się ją w znieczuleniu miejscowym. To krótki, prosty zabieg, którego celem jest przede wszystkim postawienie diagnozy – dodaje.

W razie potrzeby dostępne są najnowocześniejsze terapie: chirurgia, immunoterapia i leczenie celowane. – W każdym ośrodku onkologicznym w Polsce, także w Siedlcach, pacjenci mają dostęp do nowoczesnych programów terapeutycznych – zapewnia profesor.

 

Świadomość ratuje życie

Prof. Rutkowski, który od lat leczy także rolników, widzi pozytywne zmiany.

– To mnie naprawdę cieszy – świadomość rośnie. Coraz więcej rolników wie, jak zachowywać się na słońcu. Coraz częściej wykrywamy wczesne, cienkie czerniaki. To ogromny postęp – twierdzi.

Nie znaczy to jednak, że problem zniknął. Wciąż zdarzają się osoby, które „ciągle nie mają czasu”, które „boją się ruszać znamienia”. Tymczasem – jak podkreśla profesor – wczesne rozpoznanie daje pełną szansę na wyleczenie.

 

Zdrowie: najcenniejsza uprawa

Jesień i zima to czas, kiedy prace w gospodarstwie zwalniają, a rolnik ma w końcu chwilę dla siebie. Lekarze przypominają: to idealny moment, by obejrzeć skórę, sprawdzić znamiona i upewnić się, że wszystko jest w porządku.

– Bo choć rolnicy potrafią z niezwykłą troską pielęgnować każdy sad i każdy plon, często zapominają, że najważniejsza uprawa, którą ma każdy z nas, to własne zdrowie. A skóra jest pierwszym, podstawowym polem do ochrony – puentuje onkolog.

Jolanta Krasnowska