Aktualności
fot. Andrzej Wiktor
fot. Andrzej Wiktor

Musimy ratować inwestycję w Małaszewiczach

Już teraz trwonimy wielkie pieniądze. Za chwilę zaś, jeśli nic się nie zmieni, zaprzepaścimy historyczną szansę rozwoju całej Polski wschodniej, szczególnie zaś południowego Podlasia.

O rozbudowę suchego portu w Małaszewiczach zabiegam wraz z moimi przyjaciółmi z regionu od lat. Udało nam się doprowadzić do przyjęcia przez rząd Mateusza Morawieckiego, a następnie przez parlament specustawy zapewniającej finansowanie na poziomie 3,4 mld zł inwestycji, dzięki której możemy wreszcie zgarnąć premię za położenie, za bycie bramą pomiędzy Wschodem a Zachodem. Dzisiaj taką bramą są przede wszystkim niemieckie czy holenderskie porty morskie, przyjmujące towary eksportowane z Dalekiego Wschodu, głównie z Chin, do Unii Europejskiej. To tam płacone jest cło i inne daniny, tam rozwijają się firmy zajmujące się logistyką i transportem, tam rozbudowywana jest infrastruktura.

O jakich pieniądzach mówimy? Z wyliczeń ekspertów uwzględnionych w tzw. ocenie skutków regulacji, dołączonej do projektu naszej specustawy, wynika, że tylko w ciągu pierwszych 10 lat od rozbudowy suchego portu w Małaszewiczach dodatkowe wpływy budżetowe wyniosłyby około 50 mld zł. To środki, które zasiliłyby budżet centralny, ale przecież także kasy naszych samorządów, nie wspominając już o portfelach miejscowych przedsiębiorców i pracowników. Wielki hub transportowy pod Białą Podlaską zmieniłby na zawsze sytuację gospodarczą południowego Podlasia. To byłby epokowy skok, fundament po piękną, dostatnią przyszłość regionu.

Niestety, wraz z dojściem do władzy ekipy Donalda Tuska inwestycja zahamowała. Prosta czynność, jaką powinno być połączenie dwóch państwowych, podlegających temu samemu ministrowi infrastruktury spółek Cargotor i PKP PLK, jest przeciągana w nieskończoność. Wskazywaliśmy na te zaniechania wielokrotnie, domagaliśmy się działań – choćby poprzez specjalne uchwały Sejmiku Województwa Lubelskiego. Ja sam w sprawie Małaszewicz wydeptywałem i wydeptuję ścieżki w Senacie. Jeszcze podczas specjalnego posiedzenia komisji infrastruktury w 2024 r. słyszeliśmy obietnice, że projekt ruszy. Mówiono o grudniu 2024 r., potem o połowie roku bieżącego. Za chwilę będziemy mieli rok 2026, a inwestycja stoi. Każdy miesiąc opóźnienia oznacza wymierne, liczone w dziesiątkach milionów złotych straty. Każda kolejna zwłoka podważa wiarygodność i wizerunek naszego państwa.

Co ciekawe, jak zaznacza w liście do prezydenta Karola Nawrockiego Krajowy Sekretariat Kolejarzy NSZZ „Solidarność-80”, prywatne inwestycje w Małaszewiczach przyspieszają. Nie ma bowiem żadnego merytorycznego powodu, żeby tam nie budować i nie zarabiać.

Dlaczego więc rząd zatrzymał projekt? Być może dlatego, że jest on zagrożeniem dla gospodarki Niemiec. Przypomnę tu, że Komisja Europejska odmówiła wsparcia finansowego Małaszewicz, a Bruksela rzadko robi cokolwiek, co nie byłoby uzgodnione z Berlinem. Jest też druga opcja: oni po prostu nie potrafią zrobić niczego pożytecznego. Proszę zobaczyć, w jakim stanie jest dzisiaj PKP Cargo, jak ślimaczy się, i tak bardzo okrojony, projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego, co dzieje się z przyjętymi przez nasz rząd projektami rozbudowy infrastruktury kolejowej. Wszędzie porażki, regres, skandale.

Trzeba więc powiedzieć to wprost. Jedynym naprawdę pewnym sposobem na rozbudowę suchego portu w Małaszewiczach jest zmiana władzy. Na razie trzeba zaś robić wszystko, by nieudolnej władzy Koalicji Obywatelskiej, PSL i Lewicy nie udało się po cichu ostatecznie Małaszewicz zakopać. Dlatego trzeba doceniać takie działania, jak petycja kolejowych związkowców do Karola Nawrockiego i zaproszenie prezydenta na południowe Podlasie. Ja ze swojej strony na pewno nadal będę robił wszystko, by temat Małaszewicz nie zszedł z agendy. Nie możemy pozwolić nieudacznikom i ludziom złej woli zniszczyć naszej wspólnej przyszłości.