Z rzeźbą w Miami
Domeną jego twórczych zainteresowań są rysunek, malarstwo i… rzeźba. W swojej sztuce - przez pryzmat osobistych doświadczeń - opowiada o tym, co najistotniejsze „tu i teraz”. Posługując się różnymi technikami, zmieniając formę, skalę i perspektywę, pobudza emocje i wywołuje refleksje… „Splątana i kręta linia w moich pracach jest zawiłą drogą życia” - wyznaje na stronie Grupy Twórczej „Jak w korcu maku”.
Piotr Goławski – członek m.in. Związku Artystów Plastyków oraz International Association of Art – swoje rzeźby prezentował na jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych świata: Miami Art Week, odbywającym się w dniach 3-7 grudnia 2025 r. O udziale w prestiżowej wystawie mówi: nieoczekiwane spełnienie marzeń. W redakcji „Echa” gości tydzień po swoim powrocie z USA. Towarzyszy mu jedna z „gwiazd” tygodnia sztuki: rzeźba „Widzę I”.
Przepuszcza świat przez siebie
Już na wstępie rozmowy artysta zaznacza, iż pobyt w Miami pozwolił mu na realizację projektu badawczego: „Rzeźba zapisana w formie kontra płaski obraz”. – Od dłuższego czasu interesuje mnie relacja rzeźby z płaskim obrazem – wyjaśnia. I pokazuje zdjęcia „Widzę” – rzeźby z twarzą, która nie tylko patrzy, ale też widzi – na tle płaskiej ściany, koszuli, plakatu, w przybliżeniu i w odwróceniu. – Powstało około 200 fotografii – uściśla P. Goławski, wyjawiając, iż ze wspomnianą rzeźbą odwiedził 64 ekspozycje reprezentowane przez różne grupy twórcze i galerie po instytut sztuki meksykańskiej. Bo targi – jak tłumaczy – to nie tylko wymiana kontaktów między artystami a kuratorami czy odbiorcami sztuki, ale też twórców między sobą. Powodzenie projektu jest niewątpliwie zasługą wrodzonej otwartości i ciekawości świata cechujących rzeźbiarza z Siedlec.
– „Widzę” ma otwarte oko. To spojrzenie przenika przez świat i zarazem przepuszcza świat przez siebie – mówi o swojej rzeźbie. – Powstała w 2021 r. i jest moim autoportretem. Pęknięte skrzydło to symbol życiowych ran. Twarz „Widzę” jest metaforą dojrzałego doświadczenia: nie zawsze łatwego, ale pełnego wartości – opowiada, przyznając, iż ceni to dzieło, ponieważ zapoczątkowało myśl o badaniu relacji rzeźby z obrazem. Na cykl „Widzę”, tj. z oczami, które „przepuszczają” świat, składają się trzy rzeźby. Dwie pozostałe mają kształt wazonów. – Pustych w środku, by w interpretacji każdy mógł je wypełnić – dopowiada.
Lubię pracę w ciszy i skupieniu
Nadające charakter dziełu widoczne spękania to efekt zastosowania techniki raku, czyli tradycyjnej japońskiej metody wypału ceramiki. – Pierwszym procesem jest uformowanie gliny – wprowadzając w technikę powstawania rzeźby, artysta zaznacza, iż praca z gliną jest dla niego bardzo satysfakcjonująca. – Mając ją na kole, można szukać najatrakcyjniejszej formy z punktu widzenia twórcy. Potrzeba też czasu, by stężała, a w kolejnych etapach dosychania gliny można dopracowywać szczegóły: wygładzać, polerować itp. Do całkowitego wyschnięcia potrzeba trzech – czterech tygodni. Kolejny proces to wypalanie. W pierwszym etapie glina utwardzi się nawet przy 400ºC, ale prawidłowy proces wymaga ok. 1000ºC. Dobry wypał trwa ok. 36 godzin – wyjaśnia P. Goławski. – Proces redukcji – zasypanie rzeźby wiórami drzew iglastych – skutkuje metalicznymi przerwami. Spękania na powierzchni to też efekt hartowania dzieła w wodzie – objaśnia technikę raku.
I choć każdy obiekt – jak mówi o swoich rzeźbach – wymaga wielu godzin pracy, artysta bardzo ceni sobie proces ich powstawania. – Lubię pracę w ciszy i skupieniu. Lubię też usmolić się i odymić – przyznaje. Zastrzega jednocześnie, iż o rzeźbie nie powinno się mówić: ładna czy brzydka. – Bo w koślawości także jest sens. I może mnie jako twórcy nie będzie już na świecie, a one nadal będą „opowiadać”…
W kręgu światowych twórców
– Rzeźba to nie zawód, ale pasja – prostuje artysta. Pasja realizowana z… pasją od sześciu lat. Pasja poparta także fachową wiedzą. P. Goławski jest absolwentem Akademii Otwartej na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Od października 2025 r. podjął też studia na Wydziale Sztuki Uniwersytetu w Siedlcach. – Zaczęło się od malarstwa, ale to było hobby. Na co dzień była praca zawodowa. Później przyszła choroba, która przewartościowała życie i przypomniała o młodzieńczej pasji – wspomina. Zaczął rysować. – Z tego okresu mam ok. 700 rysunków – szacuje. – Wyliczyłem, że w jednym rysunku jest półtora kilometra linii. A zatem z ołówkiem w ręku „pokonałem” już tysiące kilometrów – śmieje się.
Metą – można rzec – jego twórczych poszukiwań stała się rzeźba. – W niej są moje doświadczenia życiowe – wyznaje. Realizowana z pasją pasja zadecydowała o przynależności twórcy do Związku Artystów Plastyków. Wyjściem do świata ze swoją sztuką okazały się również liczne wystawy w Polsce – poczynając od siedleckiego Zakładu Karnego, przez Warszawę i Poznań po Kazimierz Dolny – oraz zagranicą, m.in. plener uliczny we francuskim Béziers. Od 2020 r. P. Goławski ma swoją podstronę na platformie internetowej Saatchi Art skupiającej ok. 100 tysięcy artystów z całego świata i 1,5 mln prac. Od 2021 r. jest też członkiem International Association of Art przy UNESCO. – Przynależność do tych organizacji potwierdza, że jest się w kręgu światowych twórców. Do Miami prowadziło mnie całe życie – podkreśla.
Odpowiedź na zaproszenie
O udziale Siedlczanina w Miami Art Week – jednym z najbardziej prestiżowych miejsc prezentacji sztuki współczesnej – bynajmniej nie zadecydował przypadek. – Kuratorzy ściśle selekcjonują, kto może wziąć udział w targach. To ważna wystawa gromadząca twórców, krytyków oraz galerie z całego świata – uświadamia P. Goławski.
Jak trafił do elitarnego grona twórców? Okazuje się, że jego prace prezentowane na Saatchi Art zaintrygowały przedstawicielkę londyńskiej Plogix Gallery i to od nich przyszło zaproszenie. Mail został wysłany 1 października. Zaabsorbowany początkiem roku akademickiego odczytał go z opóźnieniem. Jak sam przyznaje, był gotów zrezygnować, ale wielu znajomych powtarzało: „Piotrek, taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Musisz skorzystać!”.
– Podczas tego tygodnia sztuką żyje całe Miami. W „Spectrum” – przestrzeni konferencyjnej, gdzie prezentowałem swoje rzeźby – było łącznie 280 ekspozycji i tysiąc twórców. Organizatorzy szacują, że w ciągu pięciu dni targi odwiedziło ok. 40 tys. ludzi – mówi.
Cicha rzeźba przemówiła
Choć umowa ekspozycyjna obejmowała cztery rzeźby, podczas Miami Art Week P. Goławski prezentował sześć, w tym: „Czy potrzebujesz pomocy”, „Okno na świat” i „Wspólny punkt widzenia”. Wszystkie opisane w specjalnie przygotowanych na okoliczność targów folderach i każda sygnowana jego nazwiskiem.
– Sztuka współczesna charakteryzuje się ogromną różnorodnością kierunków, stylów i technik. W dzisiejszej prezentacji amerykańskiej jest wiele koloru, którego zadaniem jest przyciągnięcie odbiorcy, skupienie jego wzroku na prezentowanym obiekcie – zauważa artysta. Przyznaje, iż miał obawy, jak w natłoku barw i niejednolitych struktur odnajdzie się jego cicha i spokojna, jak ją określa, rzeźba. Efekt był zaskoczeniem. – Okazało się, że obiekt wspaniale komponuje z kolorem czy pracą komiksową, tworząc z obrazem zupełnie nowe opowiadanie. Na targach ta cicha rzeźba przemówiła. W tym propozycjami współpracy. Na ile one się zrealizują, pokaże czas, bo choć Miami Art Week to bardzo ważny krok, dopiero kolejne będą świadczyły o sukcesie. Nie incydent, a kontynuacja działań jest postrzegana jako budowanie marki – zaznacza.
– Dostaję dużo pozytywnych recenzji. Słyszę opinie, że moje rzeźby mają w sobie myśl i wewnętrzną siłę. Czuję je z zamkniętymi oczami. Uwielbiam kształtować formę – P. Goławski wraca do twórczego procesu. Przyznaje, iż w rysowaniu i rzeźbieniu potrafi odnaleźć też elementy zabawy. Jednocześnie praca nad nowym obiektem pozwala mu na wgląd w samego siebie. – Satysfakcja z tej pasji pomaga mi także wyznaczać sobie kolejne cele – dopowiada.
Najbliższy – i jeden z ważniejszych – to Kazimierska Oaza Sztuki: pracownia w Kazimierzu Dolnym, która stać się ma jego przystanią: miejscem odpoczynku, a zarazem przestrzenią twórczych poszukiwań i ich realizacji.
Ale na razie żyje Miami. Bo to jest sukces.
Agnieszka Warecka