Historia
Arch. rodziny Gerungów
Arch. rodziny Gerungów

Honor bycia Polakiem

Józef Gerung przez wiele lat pracował w Lasach Państwowych, m.in. w Nadleśnictwach Dubeczno i Sobibór w powiecie włodawskim. Nosił imię po marszałku Piłsudskim, a będąc w wojsku, przybrał pseudonim Ziuk.

W rodzinie Gerungów ciągle żywa jest pamięć o tym, jak blisko sto lat temu Stanisław Gerung zwrócił się z prośbą do pierwszego marszałka niepodległej Polski, aby zechciał podawać do chrztu jego syna. Tak też się stało. W odpisie z Księgi akt urodzonych i ochrzczonych parafii Solec nad Wisłą za rok 1929 czytamy, że 14 lipca, o godzinie pierwszej po południu...

…w kościele stawił się S. Gerung, leśniczy z Boisk, w obecności świadków: Alfreda Wyrzykowskiego, inżyniera leśniczego z Woli Soleckiej, i Aleksandra Krężelewskiego, aptekarza z Solca. Stanisław przyniósł do chrztu swojego syna, urodzonego 7 maja, o pierwszej rano. Matką była Maria Ludwika z Iłowieckich. Dziecko otrzymało imiona Józef Alfred. „Rodzicami chrzestnymi jego byli: pan Marszałek Rzeczypospolitej Polskiej Józef Piłsudski, a w zastępstwie jego podawał dziecię wyżej wspomniany A. Wyrzykowski, porucznik rezerwy pierwszego pułku Szwoleżerów, i Maria Malczyńska” – zanotowano w dokumencie. Odpis z księgi, jak i inne pamiątki pozostały w rodzinie jako wyraz wdzięcznej pamięci o przodkach.

 

„Kochaj Ojczyznę, gdyż to Matka twa”

Józef od początku wychowywany był w kulcie marszałka i miłości do Polski. „…im więcej będziesz miał cierpieć w życiu, tym dumniej wznieś głowę i zwalczaj je. Bądź ufny zawsze w pomoc boską, idź drogą prawdy i szczerości, kochaj Ojczyznę, gdyż to Matka twa. A gdy zajdzie potrzeba, oddaj jej nie tylko co masz najdroższe, ale i życie” – tymi słowami wpisał mu się do pamiętnika w kwietniu 1939 r. S. Gerung. Wskazaniami ojca Józef – podobnie jak jego bracia – kierował się zawsze.

Od 1943 r. działał w Kierownictwie Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej, od 1944 r. był żołnierzem 1 plutonu 7 pułku piechoty AK. Jego brat Włodzimierz służył w 3. Batalionie 7 pp AK, drugi brat Juliusz, najmłodszy z rodzeństwa, był więźniem Zamku Lubelskiego.

W artykule Jacka Czyża „Chrześniak marszałka”, który ukazał się w kwartalniku „Karta” w 1993 r., przywołana została wypowiedź Józefa. „Okupacja była dla mojej rodziny jednym długim okresem żałoby. Z mężczyzn mało kto wrócił do domu. Jeden wujek zginął w obronie Warszawy, drugi – inwalida jeszcze z wojny bolszewickiej – w Oświęcimiu, inny szwagier – w 1939 r. za Bugiem. Do Sztutowa trafił brat Włodzimierz i ojciec Stanisław. Wrócił tylko Włodzimierz. Ten dorosły mężczyzna ważył wówczas 45 kg. Ojciec zmarł w dniu wyzwolenia obozu” – wspominał.

 

Ważne tradycje

Dużo informacji o rodzinie znalazło się w książce Juliusza Gerunga „Czy tylko trzy lata? Wspomnienia więźnia politycznego z okresu stalinowskiego”. Odnotował w niej, m.in., że zaręczyny rodziców odbyły się w kościele, gdy ojciec miał zacząć służbę w Legionach. Matka pochodziła z rodziny o dużych tradycjach patriotycznych. „Iłowieccy, bo takie jest nazwisko rodowe matki – zawsze walczyli o wolność Polski i o wiarę świętą. Ich dewizą były trzy słowa: Bóg – Honor – Ojczyzna. W czasie wieczornych spotkań matka opowiadała nam o walkach powstańców oraz śpiewała pieśni patriotyczne i mówiła wiersze”. Juliusz zapisał też: „W specjalnym rulonie znajdował się dyplom Krzyża Niepodległości. Dyplom ten jest podpisany przez J. Piłsudskiego jako przewodniczącego Komitetu Krzyża Niepodległości. Podobnie dyplom Krzyża Legionowego nosi podpis Marszałka”. Wspominał, że w czasie okupacji należące do Józefa odznaka internowania i legitymacja tymczasowa z 1920 r. były przechowywane jak relikwie. W książce znalazł się również opis wieczerzy wigilijnej z 1943 r., kiedy na stole obok opłatka leżał orzeł wycięty z przedwojennej urzędowej tablicy leśnictwa, w którym pracował ojciec – S. Gerung.

 

Przeszłość zobowiązuje

Po wojnie Józef pracował – podobnie jak jego dziadek, ojciec i brat – w Lasach Państwowych, w nadleśnictwach: Zamość, Biłgoraj, Strzelec, Kołacze, Dubeczno i Włodawa. Na emeryturę przeszedł w 1991 r. jako komendant posterunku Straży Leśnej w Sobiborze. W jego domu w Sobiborze, w największym pokoju, na honorowym miejscu znajdowały się: wizerunek J. Piłsudskiego, Matki Bożej Ostrobramskiej oraz portrecik ojca. Za życia Józef gromadził książki o Piłsudskim, na bieżąco śledził prasę, często polemizował z autorami artykułów.

– Ojciec przekazał nam, swoim dzieciom, szacunek do ludzi i chęć niesienia pomocy innym. Kiedy w 1958 r. zamieszkaliśmy w Żdżarce, ludziom żyło się tam bardzo ciężko. Pracując w Nadleśnictwie Dubeczno, ojciec zakładał szkółki leśne i przyjmował do pracy mieszkające w okolicy kobiety, które dzięki temu mogły zarobić parę złotych – mówi Stanisław – noszący imię po dziadku syn Józefa, również związany z Lasami Państwowymi. I pielęgnujący pamięć o przeszłości: cztery pokolenia leśników pokazuje w jego domu pokaźnych rozmiarów kolaż, który wykonał ze zdjęć.

 

Rodzina zachowuje pamięć

– Moi dziadkowie: Józef i Irena byli tradycjonalistami. Podobnie pradziadkowie: Stanisław był legionistą 2 pułku ułanów Władysława Beliny-Prażmowskiego, z kolei prababcia Maria Ludwika pochodziła z rodu Iłowieckich herbu Ostoja – mówi Anna Gerung-Kozak mieszkająca w Wołczynach w powiecie włodawskim. Wspomina, że wakacje u dziadków w Sobiborze były dla wnuków lekcją szacunku do innych, wiary i służby Polsce. – Jako małe dzieci, a zdarzało się, że przyjeżdżało nas tam piętnaścioro, czuliśmy się tam bardzo dobrze. Byliśmy kochani. Dziadkowie mieli do nas cierpliwość, byli naprawdę wspaniali. Dziadek poświęcał nam dużo uwagi. Znał się na żartach, np. potrafił komuś wsypać szczyptę soli do herbaty – wspomina A. Gerung-Kozak. Dziadek w jej pamięci zawsze pozostanie jako ten, który dbał nie tylko o pielęgnowanie historii, ale także podtrzymywanie więzi rodzinnych. – Dziadkowie byli dumni z dobrze wypełnionych zadań na rzecz ojczyzny. Uczyli, jak ważne jest, by zachować honor bycia Polakiem i szacunek do drugiego człowieka. Narażali życie swoje i rodziny dla wyższej sprawy. Myślę, że w związku z tym, że w przeszłości często kogoś żegnali, potrafili swoim bliskim, mając ich przy sobie, okazać dużo miłości i cierpliwości – dodaje.

 

Zapatrzony w Polskę

J. Gerung – chrześniak Piłsudskiego zmarł 30 stycznia 2000 r. Jest pochowany wraz z żoną Ireną na cmentarzu parafialnym w Orchówku.

Pani Anna wspomina dziadka jako człowieka, który w domu głośno wyrażał swoje poglądy. – Pamiętam, jak był mocno zbulwersowany obaleniem rządu Jana Olszewskiego. Chodził rozemocjonowany, roztrzęsiony i każdemu, kto przychodził, mówił, że dobrze się to dla państwa polskiego nie skończy. Nie przypominam sobie dokładnie jego słów, byłam wtedy dzieckiem. Dziś, po latach, przychodzi myśl, że dziadek i jego bracia mimo tych trudów, które przeszli, potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości. – zauważa A. Gerung-Kozak. Zgodnie z życzeniem dziadka, zachowała nazwisko rodowe.

Joanna Szubstarska