Aktualności

Pożyczka na cudze interesy. Jak program SAFE rozbraja Polskę i tuczy zachodnie koncerny

Żyjemy w czasach, w których o naszym bezpieczeństwie nie decydują dyplomatyczne uśmiechy na brukselskich salonach, lecz siła odstraszania i realny potencjał militarny.

Tutaj, na wschodzie Polski – w regionie, który mam zaszczyt reprezentować w Senacie RP – rozumiemy to lepiej niż gdziekolwiek indziej. Bliskość granicy, za którą toczy się pełnoskalowa wojna, oraz nieustanna presja uświadamiają nam każdego dnia, że obronność to nie jest pole do politycznych eksperymentów. Niestety obecny rząd najwyraźniej o tym zapomina, wikłając nasz kraj w mechanizmy, które z realnym bezpieczeństwem mają niewiele wspólnego.

Są w polityce decyzje po prostu złe, ale są też decyzje strategicznie zgubne. Do tej drugiej kategorii z pełnym przekonaniem zaliczam plany zaciągnięcia przez Polskę wielomiliardowej pożyczki w ramach unijnego mechanizmu SAFE w formie, na jaką zgadza się obecny rząd, a którą odrzuciła choćby Szwecja – nasz sojusznik z NATO.

Polska armia od lat z mozołem buduje spójną, opartą na sprawdzonych wzorcach architekturę uzbrojenia. Dokonywane dotychczas zakupy sprzętu wojskowego to nie była „geopolityczna miłość”, lecz twarda kalkulacja. Zapewniła nam ona interoperacyjność z siłami NATO, kompatybilność systemów, zintegrowane łańcuchy logistyczne, spójne szkolenie, amunicję oraz dowodzenie. To jedna przemyślana filozofia walki i jeden sprawdzony ekosystem technologiczny.

Dziś rządzący wpadają na pomysł, by zaciągnąć gigantyczny dług w Brukseli po to, aby kupić uzbrojenie niepasujące do tej układanki. Sprzęt z innej epoki za pieniądze przyszłych pokoleń. Żaden kraj w Europie nie produkuje obecnie odpowiedników najwyższej klasy systemów, które Polska już zaczęła wdrażać. Europejskim decydentom brakuje rozwiązań w tak kluczowych domenach, jak precyzyjne uderzenia dalekiego zasięgu, sieciocentryczność czy pełna integracja z amerykańskim polem walki. Co nam oferują Niemcy i Francuzi? Systemy „alternatywne” i „pomostowe”, będące w istocie wczorajszą technologią w odświeżonym, marketingowym opakowaniu.

Mitem, którym karmi się opinię publiczną, jest obietnica, że 80% zamówień z programu SAFE trafi do polskich firm. To bajka, którą brutalnie zweryfikuje rzeczywistość. Terminy kontraktacji są dla większości naszych podmiotów nierealne, a zdolności wykonawcze ma dziś tylko wąska grupa spółek. Gdzie zatem trafią te pożyczone miliardy? Automatycznie wylądują u zachodnich sąsiadów. Nie istnieje żadna publiczna analiza pokazująca, ile nasz przemysł jest w stanie realnie wytworzyć. To faktyczne, ukryte dotowanie niemieckiego i francuskiego przemysłu zbrojeniowego za nasze pieniądze. Najpierw zaciągniemy gigantyczny dług, a potem zaakceptujemy fakty dokonane.

Dla usprawiedliwienia tych absurdalnych decyzji lider niesławnej już koalicji 13 grudnia Donald Tusk gotów jest do medialnych szopek, na których występuje z trzęsącymi się rękami i obraża Polaków mianem „zakutych łbów”.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Mechanizm SAFE to instrument politycznego szantażu, a nie solidarności. Do Polski ma trafić zaledwie 15% środków na start. Reszta to słynne już „kamienie milowe”, oceny Komisji i listy „właściwych” dostawców. Jeśli na liście nie znajdzie się odpowiednia liczba firm z Niemiec czy Francji, wypłaty mogą zostać wstrzymane. To nie jest partnerstwo, to jest finansowa smycz.

Zamiast szybkości, masy sprzętu i kompatybilności niezbędnej do wygrania kluczowych pierwszych 72 godzin wojny z Rosją, funduje się nam europejskie kompromisy. SAFE rozbija ciągłość naszej koncepcji obronnej i wprowadza chaos logistyczny.

Bezpieczeństwo Polski, zwłaszcza naszej wschodniej flanki, to nie projekt księgowy ani przysługa koleżeńska. SAFE w obecnym kształcie nie zwiększa polskich zdolności bojowych. Zwiększa nasz dług, zależność i ryzyko, że zapłacimy za cudze miejsca pracy oraz cudzą wizję wojny. To nie jest modernizacja. To regres w białych rękawiczkach.

GRZEGORZ BIERECKI – SENATOR RP