Rozmaitości
PIXABAY.COM
PIXABAY.COM

Ogień nie uzdrawia ziemi

Rozmowa z prof. Pawłem Beresiem z Instytutu Ochrony Roślin - Państwowego Instytutu Badawczego, pasjonatem roślin i zapalonym ogrodnikiem, redaktorem naczelnym portalu „Dom i Ogród Naszą Pasją” (DIONP).

Każdej wiosny wraca temat wypalania traw. Dlaczego ten proceder wciąż się pojawia? Skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że ogień może pomóc przyrodzie?

To w dużej mierze spuścizna dawnych czasów. Wypalanie zaschniętej roślinności było na polskiej wsi powszechne, zwłaszcza w latach 70 i 80 XX w. W ten sposób pozbywano się dzikiej roślinności, by później przeznaczyć teren pod uprawę.

W okresie, gdy ochrona chemiczna z użyciem herbicydów była słabo dostępna lub dopiero się rozwijała, ogień stanowił jej zastępstwo. Ułatwiał też przygotowanie gleby do uprawy przy użyciu ówczesnych maszyn, często ciągniętych przez konie lub proste traktory. Ludzie uważali – zresztą niektórzy do dzisiaj tak sądzą – że wypalanie jest korzystne, bo ogień to naturalny żywioł. Przekonanie to częściowo wynikało z obserwacji przyrody – tego, co działo się po pożarach wywoływanych np. przez wyładowania atmosferyczne. Ogień obejmował wówczas nie tylko trawy, lecz także krzewy i drzewa. Po pewnym czasie na pogorzeliskach pojawiała się nowa roślinność – często intensywnie zielona, sprawiająca wrażenie bujniejszej i już nie tak mocno zróżnicowana gatunkowo. To zjawisko sukcesji, czyli stopniowego odtwarzania się ekosystemu. Na tej podstawie próbowano naśladować naturalne procesy, traktując ogień jako prosty i „ekologiczny” sposób usuwania zbędnej roślinności. Trzeba jednak pamiętać, że wiedza o rzeczywistym wpływie pożarów na rośliny, zwierzęta i glebę była wówczas ograniczona. Wiele działań wynikało z powielania utrwalonych schematów przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Na pewno nie można mówić, że po pożarze przyroda zawsze odradza się jak feniks z popiołów i wszystko wraca do normy. W rzeczywistości skutki ognia są znacznie bardziej złożone i często długotrwałe.

 

Właśnie – dziś mamy wiedzę, technologie i przepisy zakazujące wypalania. Dlaczego więc część osób nadal uważa, że to dobre rozwiązanie? Jakie argumenty najczęściej się pojawiają?

Niektórzy sądzą, że to szybki sposób na usunięcie nadmiaru dzikiej roślinności, w tym chwastów, wraz z korzeniami. Są przekonani, że popiół użyźnia glebę, a ogień eliminuje – obok chwastów – również patogeny wywołujące choroby u roślin i szkodniki, m.in. kleszcze, oraz ułatwia późniejszą obróbkę mechaniczną gleby.

 

Kto dziś decyduje się na taki krok?

Sprawcami podpaleń traw – zarówno na terenach uprawnych, jak i nieużytkach – są osoby w różnym wieku i o różnych motywacjach. Z doniesień medialnych wynika, że część z nich to ludzie starsi, którym przed laty wpajano przekonanie, że ogień „uzdrawia” ziemię.

Po drugiej stronie są osoby młodsze. Niektórzy traktują wypalanie jako szybki i tani sposób na przywrócenie zaniedbanych terenów do produkcji roślinnej, inni powołują się na argument, że ogień to naturalny żywioł oczyszczający. Wystarczy przejrzeć internetowe fora, by zobaczyć, że wśród zwolenników tej praktyki znajdują się również pasjonaci ekologii. To pokazuje, jak podzielone są opinie w tej sprawie. W mediach społecznościowych portalu DIONP obserwowaliśmy wpisy osób powołujących się na naturalne procesy zachodzące w przyrodzie, np. pożary wywoływane czynnikami pogodowymi. Osobną grupę stanowią zwyczajni podpalacze, którymi kieruje wyłącznie chęć wyrządzenia szkody.

 

Co zatem – z naukowego punktu widzenia – naprawdę dzieje się z glebą po pożarze?

Naturalne pożary były, są i będą się pojawiać, pozostawiając po sobie trwałe skutki środowiskowe. Jednak celowe ich wywoływanie, bez refleksji nad destrukcyjnym wpływem ognia i bardzo wysokiej temperatury na przyrodę oraz ludzi mieszkających w sąsiedztwie, to czysty egoizm. W pożarze giną liczne organizmy żywe, wypalana jest warstwa próchniczna gleby, której w Polsce brakuje jak wody na pustyni, a i sama jej struktura się zmienia niczym w piecu do wypalania ceramiki. Szata roślinna pełni funkcję ochronną: zabezpiecza glebę przed przesuszeniem, stabilizuje ją, wzbogaca w materię organiczną i stanowi siedlisko dla wielu organizmów. Po przejściu ognia gleba pozostaje odsłonięta i podatna na erozję. Łatwo ulega wywiewaniu przez wiatr, szybciej się nagrzewa, a podczas intensywnych opadów jest wymywana. W efekcie tracona jest najżyźniejsza, bogata w życie warstwa, której odbudowa trwa latami. Wysoka temperatura, sięgająca nawet kilkuset stopni Celsjusza, powoduje gwałtowne odparowanie wody, co dodatkowo prowadzi do degradacji struktury gleby.

 

A co z chwastami i rzekomym naturalnym nawożeniem?

Badania pokazują, że część nasion chwastów oraz ich rozłogów znajduje się zbyt głęboko w glebie, by ulec spaleniu, dlatego szybko pojawiają się nowe rośliny. Gdyby z chwastami można było walczyć tak łatwo, już dawno przestałyby stanowić problem, a przecież wracają co roku. Ogień nie uchroni nas przed nimi w dłuższej perspektywie, dlatego nie powinniśmy traktować go jako środka chwastobójczego.

Zwolennicy wypalania twierdzą, że spalone rośliny to naturalny nawóz – głównie fosforowo-potasowy – który odżywi nowe, wyrastające po pożarze. Tymczasem działanie nawozowe takiego popiołu jest w praktyce bardzo ograniczone. Wysoka temperatura powoduje ulatnianie się związków azotu powstających podczas spalania materii organicznej, a wiatr zazwyczaj rozwiewa powstały popiół – zawierający fosfor, potas, wapń, magnez i inne mikro- i makroelementy – po okolicy. W efekcie trudno mówić o realnym użyźnianiu gleby popożarowej, ponieważ w rzeczywistości ona traci.

 

Jak pożar wpływa na organizmy żyjące w glebie i na jej powierzchni?

Wypalanie niszczy nie tylko trawy, czyli rośliny jednoliścienne, ale także dwuliścienne. Jeśli ogień wymknie się spod kontroli, spaleniu ulegają też zarośla, zakrzewienia i zadrzewienia śródpolne, które są oazą życia dla wielu gatunków. Zdarzało się, że wypalanie traw na polach położonych w pobliżu lasów prowadziło do zaprószenia ognia w drzewostanach. Bywało, że niekontrolowany pożar, podsycany wiatrem, rozprzestrzeniał się na sąsiednie pola, a nawet docierał do zabudowań, powodując poważne straty materialne. Media informowały również o tragicznych przypadkach, gdy ogień wymykał się spod kontroli i prowadził do śmierci samego podpalacza. Nigdy nie da się przewidzieć, w jakim kierunku rozprzestrzeni się pożar i jakie spowoduje zniszczenia – zarówno w przyrodzie, jak i w mieniu czy nawet w ludzkim życiu.

Wypalanie roślin degraduje lokalną bioróżnorodność i negatywnie wpływa na glebę. Ogień zmniejsza zawartość wody w podłożu, co w czasie suszy jest szczególnie niekorzystne. Niszczy także tzw. żywą glebę – miliardy mikroorganizmów oraz liczne organizmy zamieszkujące płytsze warstwy podłoża, zaburzając obieg materii i przepływ energii w ekosystemie. W wysokiej temperaturze giną glony, mchy, porosty i wiele roślin zielnych, niekiedy także gatunki chronione. Uszkodzeniu ulega również część sieci mikoryzowej znajdującej się w płytszych warstwach podłoża, jaką tworzą grzyby z roślinami. Giną jaja, larwy i dorosłe osobniki wielu owadów, w tym pożytecznych chrząszczy – biegaczowatych i kusakowatych, uznawanych za bioindykatory czystości środowiska. Ofiarami ognia są też pajęczaki, płazy, gady oraz drobne ssaki, np. jeże. Zniszczone zostają gniazda ptaków zakładane na ziemi i w niskiej roślinności, często wraz z jajami i pisklętami. Szybko rozprzestrzeniający się ogień może zabijać również większe zwierzęta, które nie zdążą uciec, np. młode sarny. W efekcie wypalania spada liczebność i bioróżnorodność flory i fauny, a dodatkowo zwiększa się emisja toksycznych związków do atmosfery, potęgując zjawisko smogu.

 

Od stycznia drastycznie wzrosły mandaty za wypalanie traw. Może to ostudzi zapędy podpalaczy?

Tak, to prawda – od nowego roku obowiązuje nowelizacja Kodeksu wykroczeń oraz Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, która znacząco zaostrzyła kary za czyny zagrażające bezpieczeństwu pożarowemu, w szczególności za wypalanie traw oraz rozniecanie ognia w lasach, na łąkach i torfowiskach. Nowe przepisy przewidują m.in. podniesienie górnej granicy grzywny za sprowadzenie zagrożenia pożarowego z 5 tys. zł do 30 tys. zł. Wzrosła również maksymalna wysokość mandatu – z 500 zł do 5 tys. zł, a w przypadku kilku wykroczeń popełnionych jednym czynem nawet do 6 tys. zł.

Jak widać, żarty się skończyły. Negatywne skutki wypalania traw zdecydowanie przewyższają jakiekolwiek rzekome korzyści. Dlatego każdy, kto ma ochotę sięgnąć po zapałki, powinien dwa razy się zastanowić, tym bardziej że dziś coraz większe obszary są objęte monitoringiem, a świadomi zagrożeń mieszkańcy często reagują i zgłaszają takie przypadki. Zamiast ognia znacznie rozsądniej jest wykorzystać odpowiednie maszyny rolnicze do usunięcia suchej roślinności.

 

Dziękuję za rozmowę.

DY