Po co komplikować?
A „termiczna obróbka wodna ceramiki, aluminium i stali nierdzewnej w ograniczonych warunkach technicznych pod ścisłym nadzorem zlecającego”? To kiedy mąż zmywa naczynia pod okiem żony. Te dwa stare dowcipy przypomniały mi się, kiedy przemknęła przez media informacja o organizowanym dla wojska szkoleniu genderowym. Po krótkiej i głośnej awanturze MON się z tego wycofał, ale z ciekawości zerknąłem sobie, czego właściwie planowano wojaków tam uczyć. I co się okazało?
Że kiedy są na misji w jakimś dalekim kraju, to mają szanować lokalne zwyczaje i odnosić się grzecznie do miejscowych kobiet.
Przyznam, że poczułem się staro, bo kiedyś takie rzeczy nazywano po prostu kindersztubą, względnie elementarzem dobrych manier i podstawami osobistej kultury. Uczono ich w ramach wychowania przedszkolnego i wczesnoszkolnego razem z tym, że nie smarka się w palce bez chustki i nie puszcza bąków w towarzystwie. Jeśli ktoś nie opanował tego do osiągnięcia pełnoletniości, to podczas zasadniczej służby wojskowej wbił mu to do głowy szef kompanii albo oficer wychowawczy. Dzisiaj robi się z tego nową naukę i produkuje ekspertów, którzy oczywistości owijają mądrze brzmiącym pustosłowiem. I za kilka godzin ględzenia kasują sutą zapłatę z pieniędzy podatnika.
Przyciśnięty medialną burzą MON w porę się zreflektował, ale takie kwiatki wyrastają w wielu innych miejscach. Pewna nauczycielka podesłała mi niedawno zaproszenie na konferencję pedagogiczną w Siedlcach. Konferencja jak konferencja. Trochę o tym, co robić, żeby szkoła nie była fabryką, a uczniowie nie czuli się obrabiani skrawaniem. Do tego (na fali niedawnego Dnia Kobiet) parę wykładów o realizujących swój potencjał paniach. Wszystko fajnie, ale jak spojrzałem na hasło, to mnie zemdliło. „Herstory”. Potworek wymyślony w środowiskach uniwersyteckich sierot po Marksie, które w miejsce klasy robotniczej wstawiły kobiety, a uciskających kapitalistów i obszarników zastąpiły mężczyznami. Do tego gwałt na języku, bo słowo „historia” pochodzi z języka greckiego i jego pierwsza sylaba nie ma nic wspólnego ze wskazującym na mężczyzn angielskim słówkiem „his”.
Bardzo to modne i postępowe, ale to znowu jest nazywanie zwykłej skarpetki dolną strefą powłoki tekstylnej. Rola kobiet w dziejach? Nie trzeba do tego tworzyć żadnej nowej nauki, bo to jest po prostu jeden z obszarów badawczych historii i socjologii. I to od bardzo dawna, bo jedna z fundamentalnych pozycji w tym zakresie – „Kobieta w czasach katedr” – ukazała się bodajże w roku 1980.
Można się sadzić i napinać, nadymać i puszyć. Nazywać zmywanie talerzy obróbką termiczną ceramiki w środowisku wodnym, kulturę osobistą awansować do perspektywy gender, a z poletka dwóch istniejących od dawna nauk tworzyć nową naukę. Tylko po co? Otaczająca nas rzeczywistość jest i tak skomplikowana. Żeby nie zwariować, lepiej szukać w niej prostoty, a nie komplikować ją jeszcze bardziej.
Adam Białczak