Obywatele drugiej kategorii. Jak rząd zostawia Polaków na pastwę losu
Kiedy Polak znajduje się w niebezpieczeństwie poza granicami kraju, bezwzględnym obowiązkiem rządu jest użyć wszelkich dostępnych środków, aby sprowadzić go bezpiecznie do domu. Niestety wydarzenia ostatnich dni na Bliskim Wschodzie dobitnie pokazują, że dla rządu Donalda Tuska życie i bezpieczeństwo naszych rodaków to zaledwie mało istotne pozycje w bilansie księgowym.
Na naszych oczach Bliski Wschód staje w ogniu. Napięcia wokół Iranu, Izraela i sąsiadujących z nimi krajów to nie są już pojedyncze epizody konfliktu. To wojna o bezpieczeństwo regionu. Przestrzeń powietrzna nad Bliskim Wschodem jest sparaliżowana, a tysiące ludzi, w tym obywatele Rzeczypospolitej, utknęły na lotniskach – od Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Omanu, po sam środek strefy eskalującego konfliktu. Przerażone rodziny w Polsce każdego dnia czekają na wieści od swoich bliskich, licząc, że państwo w końcu wyciągnie do nich pomocną dłoń.
I co w tej dramatycznej sytuacji robi polski rząd? Co robi Ministerstwo Spraw Zagranicznych pod kierownictwem Radosława Sikorskiego? Otóż pan minister, ze stoickim spokojem bywalca europejskich salonów, oświadcza publicznie, że na razie nie wyśle po naszych obywateli państwowych samolotów. Argumentuje absurdalnie, że wysyłanie rządowych czy wojskowych maszyn na lotniska, z których wciąż – przynajmniej w teorii – operują linie komercyjne, „nie byłoby szczytem racjonalności”.
Szczytem racjonalności, panie ministrze, nie jest z pewnością zostawienie Polaków na łaskę losu w strefie wojny! Przecież ci ludzie mierzą się z gigantycznym chaosem, anulowanymi z godziny na godzinę lotami i drastycznymi kosztami, których nikt im później nie zwróci. MSZ wydaje urzędowe, suche komunikaty nakazujące „natychmiastowe opuszczenie regionu”, ale kiedy zdesperowani obywatele pytają: „jak mamy to zrobić?”, rząd w Warszawie rozkłada ręce i mówi wprost: „radźcie sobie sami”. To jawna kompromitacja dyplomacji rządu Donalda Tuska, który dopiero po wielu dniach oczekiwania ugiął się pod presją i zadeklarował podjęcie jakichkolwiek działań. Poważne kraje w takich momentach natychmiast organizują mosty powietrzne, ewakuują swoich ludzi transportowcami, nie pytając o to, czy koszt paliwa się opłaca. U nas natomiast na pierwszym miejscu stawia się chłodną, bezduszną urzędniczą kalkulację.
Ta znieczulica i arogancja władzy wobec własnych obywateli nie jest dla mnie jednak żadnym zaskoczeniem. Obserwuję ten mechanizm od dawna. Rządzącym po prostu nie zależy na losie zwykłych Polaków.
Znakomitym, choć równie bolesnym przykładem tego samego lekceważącego podejścia jest bezduszne nastawienie rządu do kwestii naszych rodaków za wschodnią granicą. Jesienią zeszłego roku złożyłem w Senacie RP kompleksowy projekt nowej ustawy o repatriacji i osadnictwie. Była to jasna, propolska odpowiedź na kryzys demograficzny i braki na rynku pracy. Zamiast otwierać szeroko granice dla tysięcy niezweryfikowanych kulturowo imigrantów z Azji czy Afryki – co obecna koalicja po cichu realizuje pod dyktando unijnych paktów – zaproponowałem masowe ściągnięcie do Ojczyzny naszych rodaków.
Mamy historyczną szansę, by sprowadzić z terenów byłego Związku Sowieckiego nawet pół miliona osób. To ludzie, w których żyłach płynie polska krew. Chcą u nas ciężko pracować, zakładać rodziny, płacić podatki, a przede wszystkim – pragną wrócić do domu, z którego brutalnie wyrwała ich przed laty sowiecka machina zbrodni. Mają do tego święte prawo. Niestety ten przełomowy projekt zderzył się z twardym murem obojętności ze strony rządzącej koalicji. Ekipa Tuska woli realizować wizje brukselskich elit o relokacji cudzoziemców, niż podać rękę i pomóc w powrocie potomkom polskich zesłańców, na co tak bardzo czekają środowiska kresowe.
Te dwie sprawy – z pozoru odległe – łączy jeden przerażający wspólny mianownik. Niezależnie od tego, czy mówimy o Polakach uwięzionych pod gradem rakiet na Bliskim Wschodzie, czy o naszych braciach pozostawionych na nieludzkiej ziemi Wschodu, dla dzisiejszego rządu Polak pozostaje obywatelem drugiej kategorii. Kiedy trzeba wykazać się stanowczością i elementarnym patriotyzmem, dzisiejsza władza chowa się za procedurami. Polska nie zasługuje na bycie państwem z dykty. Mamy prawo oczekiwać rządu, który każdego swojego obywatela broni z pełną mocą, gdziekolwiek by się on znajdował.
Grzegorz Bierecki – Senator RP
