Energetyczna przepaść
W mojej pracy parlamentarnej i działalności publicznej od zawsze wyznaję jedną, żelazną zasadę: w debacie o sprawach najważniejszych dla bezpieczeństwa i przyszłości państwa nie ma miejsca na domysły, ułudę czy tani polityczny PR. Wszelkie kluczowe decyzje muszą opierać się wyłącznie na chłodnych, sprawdzonych danych, poddanych niezwykle dokładnej i rzetelnej weryfikacji.
Kiedy jednak z taką właśnie analityczną starannością spojrzymy na twarde liczby obrazujące obecną sytuację na europejskim rynku energii, wnioski okazują się dla naszej Ojczyzny wręcz porażające. Znajdujemy się dziś nad krawędzią głębokiej gospodarczej przepaści, w którą z uśmiechem na ustach spycha nas rząd Donalda Tuska, realizując z zamkniętymi oczami obłąkaną politykę klimatyczną Berlina i Brukseli.
Jak alarmują analitycy i media, w Europie wytworzyły się dziś dwa zupełnie równoległe, drastycznie różniące się od siebie światy energetyczne. Pierwszy z nich to świat gospodarczego rozsądku i stabilności, w którym na pozycję absolutnego lidera wysunęła się obecnie Francja. Drugi natomiast to świat ideologicznego szantażu, chaosu i codziennej walki o przetrwanie, którego niechlubnym symbolem staje się Polska.
Różnica w rynkowych cenach prądu między tymi dwoma modelami jest nie tylko wyraźna, lecz wręcz szokująca. Według najnowszych notowań kontrakty na maj we Francji wyceniane są na zaledwie nieco ponad 22 euro za megawatogodzinę (MWh). W porównaniu z Europą Zachodnią sytuacja polskiego odbiorcy jest wprost dramatyczna. Aktualne dane rynkowe z Towarowej Giełdy Energii (TGE) nie kłamią: cena prądu w Polsce oscyluje w morderczych granicach 350-450 złotych za MWh, co w przeliczeniu daje od 82 do ponad 105 euro. Jesteśmy w pułapce. Płacimy za energię horrendalnie dużo – na poziomie mocno zbliżonym, a momentami wręcz wyższym niż pogrążeni w głębokim kryzysie przemysłowym Niemcy, dla których cena MWh wynosi około 88 euro.
Z czego wynika ten spektakularny francuski triumf? Odpowiedź jest banalnie prosta: z bezpieczeństwa i niezależności, jaką daje konsekwentnie rozwijana energetyka jądrowa. Paryż od lat opiera swój narodowy miks na tanim atomie oraz odnawialnych źródłach energii (OZE), co skutecznie minimalizuje wahania cen nawet w obliczu globalnych napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie. Niemcy – a wraz z nimi Polska kierowana przez Koalicję 13 grudnia – z kolei wpadli we własną pułapkę: po ideologicznym wygaszeniu sprawnych elektrowni jądrowych desperacko walczą o przetrwanie z OZE i niezwykle drogimi surowcami kopalnymi.
Zamiast jednak twardo bronić interesów obywateli i traktować transformację energetyczną oraz budowę polskich elektrowni jądrowych jako absolutny priorytet, rządzący z cyniczną premedytacją uderzają w portfele ciężko pracujących Polaków. Ekipa Tuska, która niedawno obiecywała troskę o klasę średnią, dziś funduje narodowi lawinowy wzrost zadłużenia państwa, bolesne cięcia w strategicznej służbie zdrowia oraz przygotowuje drastyczne podwyżki podatków.
Jako reprezentant Polski wschodniej muszę z całą mocą zaakcentować: to właśnie nasz region zapłaci za te błędy rządu najwyższą cenę. Wschodnie województwa, które z takim mozołem odrabiają wieloletnie zaległości, potrzebują taniej energii jak tlenu, by móc przyciągać inwestycje, rozwijać lokalny przemysł i chronić miejsca pracy. Kiedy prąd staje się towarem luksusowym, upadają rodzinne firmy, a koszty życia szybują w górę, potęgując biedę.
Nie możemy dłużej godzić się na to, by Polska była skansenem najdroższej energii w Europie. Rząd musi natychmiast zrezygnować ze ślepego naśladowania katastrofalnej niemieckiej polityki i zająć się realną obroną naszych obywateli. Wymaga tego polska racja stanu.
Grzegorz Bierecki, Senator RP
