Komentarze
Doceńmy swoje „u siebie”

Doceńmy swoje „u siebie”

Kilka dni po narodowym święcie wypadałoby napisać coś budującego, choć przyznam, że ostatnie wydarzenia raczej utrudniają wejście we wzniosły nastrój.

Na prezydencką propozycję wspólnego zaprojektowania nowej ustawy zasadniczej rządząca większość demonstracyjnie odwróciła się zadem. Ale najbardziej dołująca okazała się fala komentarzy, która przetoczyła się przez społecznościówki pod koniec kwietnia. Zaraz po tym, jak kilku wojskowych i polityków napomknęło o konieczności odwieszenia poboru do wojska. O matko Polko, co się wtedy rozpętało!

„Nie będę walczył za Kaczyńskiego/ za Tuska/ za Sasina/ za Giertycha”. „Nie będę przelewał krwi za tych, którzy i tak uciekną”. „Mam willę w Hiszpanii albo znajomych w Niemczech, w razie wojny od razu stąd wyjadę”. „Mam gdzieś państwo, które każe mi czekać w takich kolejkach do lekarza”. „Nic nie jestem winny krajowi, który kazał mi tyrać, a nie daje mi w zamian bezpieczeństwa, opieki i częstuje mnie toporną propagandą”. „Ja sobie poradzę gdzie indziej, niech mięsem armatnim cwaniaków będą frajerzy.” „A ja dogadam się nawet z Ruskimi!”.

Okazuje się, że dla wielu rodaków Polska sprowadza się do nielubianych polityków, względnie do końcówki własnego nosa. Tysiącletnie dziedzictwo? Gigantyczny dorobek cywilizacyjny? Pokolenia, które nie szczędziły pracy, grosza, potu, krwi i życia, żebyśmy dziś nie mieli nad głową bata i mogli rządzić się sami? A kogo to obchodzi. Kiedy było o tym w szkole, nasi internacjonaliści-egoiści najwyraźniej spali. Nie czytali też konstytucji, gdzie jak wół stoi, że obywatel ma obowiązek ojczyzny w potrzebie bronić.

Jeśli komuś powyższa opinia wydaje się przeintelektualizowanym, pięknoduchowskim narzekactwem, niech spróbuje spojrzeć na Polskę w kategorii własnego interesu. Czegoś, co opłaca się mieć i w co opłaca się inwestować. Nie wzrusza was biało-czerwona, Kościuszko, Matejko, Chopin czy inny Sobieski – to zacznijcie sobie kalkulować. Macie gdzieś Polskę? Dobra, ale przyroda nie znosi próżni i jak nie będzie Polski, będzie Rosja. Co potrafią zrobić Rosjanie z tubylcami – pokazali na Ukrainie. Obrabują, zgwałcą, w razie oporu zabiją albo wywiozą gdzieś daleko. To nie zamierzchła przeszłość z podręcznika. To się wydarzyło w ostatnich kilku latach całkiem niedaleko. Tych, którzy chcą stąd pryskać na Zachód, pytam: a skąd pewność, że ten Zachód was przyjmie? I że będziecie tam mile widziani? A może będziecie tam do końca życia obywatelami drugiej kategorii: wiecznie obcymi, pomijanymi w awansach, niedopuszczanymi do decydowania o czymkolwiek? Naprawdę się wam to uśmiecha?

„Wiwat maj, Trzeci Maj” – śpiewano w niedzielę na niejednej akademii. Zamiast odfajkowywać obowiązkowe obchody, warto zostać na dłuższą chwilę z pytaniem: co to znaczy, że jestem Polakiem? Owszem, politycy nie ułatwiają nam jej miłowania, ale Polska to naprawdę jest coś więcej niż paru durniów z rządu i parlamentu. Zasługuje z naszej strony na coś więcej niż tylko narzekanie.

Adam Białczak