Siewca nadziei – rozważanie na niedzielę
Ta forma przekazu za pomocą obrazów, które odnoszą się od innej, zazwyczaj duchowej rzeczywistości, była dość dobrze znana i praktykowana w starożytnym świecie. Jezus posługiwał się przypowieściami zaczerpniętymi z obrazów życia codziennego, zazwyczaj związanych z uprawą roli czy wypasem owiec. Przytoczona parabola o siewcy akcentuje przede wszystkim trzy kwestie związane z siewem: kto sieje, co sieje i gdzie sieje. Warto zauważyć, że jest to jedyna przypowieść opowiedziana przez Jezusa, którą On sam ze szczegółami wyjaśnia uczniom.
Siewcą, który sieje w tej przypowieści jest sam Jezus. On wychodzi, aby siać. To całkowicie jego inicjatywa, nikt go do tego nie zaprasza ani przymusza. Sieje, ponieważ zależy mu na plonie. Jest ponadto bardzo hojnym siewcą. Zapewne ma świadomość, że ziarno wrzucone na twardą, ubitą drogę czy na miejsce skaliste może nie przynieść wysokiego plonu, a jednak z nadzieją rzuca swoje ziarno. Jezus jako siewca nie dyskwalifikuje nikogo, nie wyklucza żadnej osoby, w każdym pokłada nadzieję.
Ziarnem, które Jezus-Siewca sieje, jest słowo Boże. Na różne sposoby dociera do nas dzisiaj słowo Boże: słyszymy je w kościele podczas liturgii, możemy karmić się nim dzięki szeroko rozpowszechnionym mediom społecznościowym stanowiącym komentarz i refleksję nad tekstem Biblii, a także: możemy wsłuchiwać się w nie w trakcie osobistej lektury i medytacji słowa Bożego. Jednocześnie mamy świadomości, że nieustannie jesteśmy na różne sposoby karmieni (jeśli nie wręcz bombardowani) różnymi słowami – innymi niż słowo Boże. Nie brakuje we współczesnym świecie przeróżnych siewców słowa, którzy wspomagając się sugestywnymi obrazami, a niejednokrotnie stosując wyszukane techniki manipulacji, chcą, abyśmy dali wiarę ich słowu i żyli wg ich wskazań.
Glebą, na którą pada ziarno słowa Bożego jest ludzkie serce. Jezus wyraźnie podkreśla, że od otwartości serca człowieka i gotowości przyjęcia tego słowa zależy plon.
Pan Jezus chce być też siewcą słowa Bożego dla każdego i każdej z nas. Warto zapytać się samego siebie czy w moim sercu jest przestrzeń dla słów Jezusa, czy mam w sobie takie pragnienie przyjęcia każdego słowa Bożego, aby mogło ono zakiełkować, rozwijać się i przynosić plon. Aby jednak to słowo mogło pracować w moim życiu trzeba chcieć je usłyszeć. Szczęśliwe uszy wasze, że słyszą – mówi Pan Jezus.
Ks. Mariusz Świder