Komentarze
Myślmy pozytywnie

Myślmy pozytywnie

Po tym, jak premier Donald Tusk w udzielonym parę tygodni temu wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „Financial Times” przekonywał, że należy się spodziewać nagłego ataku ze strony Rosji… Kilka dni po ostrzeżeniu szefa MSZ Radosława Sikorskiego, z którego jednoznacznie wynikało, że Rosja może przeprowadzić w charakterze prowokacji operację pod fałszywą flagą... Wreszcie chwilę przed pojawieniem się na drzwiach wejściowych do gmachu Sejmu RP kartki z napisem: „Nieczynne z powodu wakacji”, nasze służby wykryły, że w kierunku Polski, ponownie zmierza jakiś obiekt. Jak się niebawem okazało, był to pocisk manewrujący rosyjskiej produkcji.

Nasi specjaliści w mundurach (tak mówią teorie spiskowe) pozwolili swobodnie lecieć, gdyż ich zdaniem nie było możliwości, aby dokonał żywot na jakimś pełnym warchlaków podlubelskim chlewiku. Fachowcy uznali, że pocisk spadnie w szczerym polu. Inna teoria spiskowa głosi, że choć rakieta była produkcji rosyjskiej, to wcale nie musiała być wystrzelona i manewrowana przez Rosjan. Takie wizje wysnuli choćby ci, którzy z zapartym tchem śledzili odbywające się kilka godzin wcześniej w Lublinie spotkanie prezydentów Ukrainy i Polski, w trakcie którego pan Zełenski uczulał, a nawet przestrzegał pana Tuska, że wciąż istnieje duże prawdopodobieństwo, że nad terytorium Polski nadleci jakiś zabłąkany pocisk wystrzelony przez zimnego czekistę Putina. Niespełna dwie doby później słowo Zełenskiego stało się ciałem. Prorok, wieszcz, jasnowidz czy co…?

Jak tam naprawdę było, szybko zapewne się nie dowiemy. Dlatego tym bardziej nie należy snuć teorii spiskowych, zwłaszcza tych wymierzonych w bratni naród ukraiński, gdyż mogą one być podciągnięte pod jakiś paragraf z kategorii myślozbrodni albo nawet i mowy nienawiści. A jak wiadomo, zgodnie z aktualną mądrością etapu, obydwie te nieładne przypadłości powinny być ze wszech miar tępione, a nawet powszechnie znienawidzone.

Skoro zatem już wiemy, czego się trzymać, nie pozostaje nam nic innego, jak oddać się wyłącznie myśleniu pozytywnemu. A nawet – zgodnie z mottem bohatera książki „Gubernator” Roberta Penn Warrena – powinniśmy „tworzyć dobro ze zła, bo nie ma nic innego, z czego by można je tworzyć”.

I tak, patrząc na dziurę wybitą przez pocisk w polu rzepaku na terenie jednej z gmin w województwie lubelskim, z całą stanowczością należy podkreślić że państwo polskie zdało egzamin na ocenę celującą. Wszystko się udało a „procedury zadziałały prawidłowo”, co zauważyła nawet sama wiceministrowa z resortu obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Co więcej premier Tusk zapewnił, że „byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot”. Na szczęście pocisk spadł sam, co zresztą – jak słusznie wydedukował marszałek Włodzimierz Czarzasty – też by się stało, gdyby nawet został zestrzelony.

Szukając pozytywów i dobrodziejstw, jakie wraz z kolejną ruską rakietą spadły na nasz kraj, trzeba podkreślić, że całe to zdarzenie pozwoliło choćby przeprowadzić testy systemów alarmowych. Wprawdzie syreny wydały z siebie dźwięk dopiero sześć minut po eksplozji pocisku, ale w porównaniu z tym, co było za poprzedniej władzy, to i tak nieźle. W czasach ministra Mariusza Błaszczaka o jakiejś leżącej w lesie ruskiej rakiecie dowiedzieliśmy się przecież od przypadkowego przechodnia, którzy znalazł jej szczątki kilka miesięcy po twardym lądowaniu w podbydgoskim Zamościu. No i co najważniejsze: po ostatnim incydencie wiemy, że prawie cały świat jest z nami. Nasi umiłowani przywódcy otrzymali bowiem liczne deklaracje pełnej solidarności i gotowości do pomocy od przywódców państw Unii Europejskiej oraz sojuszników z NATO.

Leszek Sawicki