Przychodzą dla ludzi, zostają dla Boga
W lipcu ponownie odwiedziliśmy młodzież uczestniczącą w wakacyjnej formacji Ruchu Światło-Życie. Drugi turnus trwał od 17 lipca do 2 sierpnia. Wzięło w nim udział 21 osób, którym towarzyszyło dziewięciu animatorów. Moderatorem był ks. Ireneusz Juśkiewicz, wikariusz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Radzyniu Podlaskim. Z oazowiczami spotkaliśmy się w miejscowej szkole podstawowej.
– Wśród uczestników mamy młodzież z diecezji siedleckiej i drohiczyńskiej. ONŻ I stopnia to pierwszy i najważniejszy etap formacji. Wprowadza do Ruchu Światło-Życie i rozpoczyna drogę wzrastania w wierze. Ta oaza ma charakter ewangelizacyjny. Odkrywamy podstawowe prawdy wiary, zagadnienia związane z miłością Pana Boga, grzechem człowieka oraz zbawieniem, które daje nam Pan Jezus. Uczymy się je przyjmować. Najważniejszym momentem jest przyjęcie Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. Ten akt dokonuje się zawsze podczas Eucharystii, wieczorem czwartego dnia. Uczymy się także, jak żyć słowem Bożym, modlić się, korzystać z sakramentów i budować wspólnotę uczniów Chrystusa – wyjaśnia ks. Ireneusz.
Widziałam w nich radość
Co takie rekolekcje dają młodym ludziom? Nasi rozmówcy nie mają wątpliwości co do ich wartości. Nie żałują, że poświęcają na nie jedną czwartą wakacji. – Ten czas daje mi poczucie wspólnoty i żywej relacji z Chrystusem. To właśnie RŚŻ nauczył mnie dostrzegać, że bez wspólnoty wiara nie wydaje pełnych owoców. To moja pierwsza oaza, na której pełnię rolę odpowiedzialnej. Na początku bardzo bałam się tej posługi, ale uczestnicy okazali się naprawdę wspaniali. Widać, jak na przestrzeni kolejnych dni przechodzą przemianę. Ważnym momentem było dla nich i dla mnie przyjęcie Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela. Patrzyłam, jak to czynią i widziałam w nich autentyczną radość. Przeżywali tę chwilę bardzo głęboko i świadomie. To utwierdza mnie w przekonaniu, że nasza posługa ma sens. Cieszę się, że możemy pomagać innym młodym ludziom budować relację z Bogiem – mówi Martyna Ostapiuk.
Potrzebna dla nich i dla mnie
W gronie animatorów był także Dominik Szydłowski. Był to jego debiut w tej roli. – W RŚŻ czuję się spełniony. Poznaję świetnych ludzi, odwiedzam ciekawe miejsca, a przede wszystkim wzrastam w wierze i coraz lepiej poznaję Jezusa. Rekolekcje w Wisznicach są moją drugą oazą w te wakacje. Wcześniej byłem na turnusie ONŻ III stopnia jako uczestnik. Jadąc tutaj, byłem przekonany, że ten czas przyniesie wiele dobra. Z własnego doświadczenia wiem, że właśnie na pierwszym stopniu formacji dokonuje się najwięcej przemian. Obserwuję uczestników i widzę, jak przez te dwa tygodnie dojrzeli w wierze. Słychać to w rozmowach, ale widać także po ich radości i pogodzie ducha. To bardzo umacnia mnie w posłudze. Nie jest łatwa, ale potrzebna – zarówno tym, którym służymy, jak i mnie samemu – mówi Dominik.
Z brewiarzem na modlitwie
Mateusz Strzyżewski podkreśla, że rekolekcje oazowe pomagają budować wspólnotę z Bogiem i drugim człowiekiem. – Tu naprawdę czuję, że nie jestem sam. Trud bycia animatorem jest warty każdego wysiłku. Bliskość z Bogiem pomagają mi budować szczególnie jutrznie i nieszpory, na które zaprasza nas ks. Irek. Bardzo cenię także namiot spotkania. Czuję umocnienie w wierze i że słowo Boże naprawdę żyje we mnie – dzieli się swoim doświadczeniem Mateusz.
Maciej Krasnodębski przyjechał do Wisznic za namową mamy. Przyznaje, że początkowo odliczał dni do zakończenia turnusu, ale z czasem jego nastawienie całkowicie się zmieniło.
– Ogromny wpływ miały na mnie adoracje Najświętszego Sakramentu. Pomogły mi uwolnić się od stresu i napięcia oraz na nowo odnaleźć prawdziwą radość. Wcześniej modliłem się bardziej z przyzwyczajenia, mechanicznie. Tutaj nauczyłem się rozmawiać z Bogiem z potrzeby serca i z miłością. Zobaczyłem w Nim Ojca, który mnie kocha i otacza opieką. Nie spodziewałem się po tym wyjeździe zbyt wiele, a otrzymałem naprawdę bardzo dużo. Jestem szczęśliwy, że mogę tu być – podkreśla.
Szkoła modlitwy
Piotr Połaski wyznaje, że RŚŻ daje mu siły do codziennego życia. – Te dwa tygodnie były dla mnie trwaniem w obecności Chrystusa. Udział w rekolekcjach okazał się jedną z najlepszych decyzji, jakie mogłem podjąć. Jezus chciał, abym odnowił swoje życie i umocnił wiarę. Mogę służyć przy ołtarzu, także jako ceremoniarz. Za każdym razem, gdy wychodzę z kapłanem i służbą liturgiczną do prezbiterium, odczuwam ogromną radość – mówi.
Weronika Nykiel przyznaje, że formacja w RŚŻ pomogła jej dojrzalej spojrzeć na modlitwę. – Tu nauczyłam się, że modlitwa to nie godziny spędzone na kolanach i powtarzanie formułek wyuczonych przed Pierwszą Komunią św., ale rozmowa z Bogiem, w czasie której mogę powiedzieć Mu o wszystkim, podziękować, przeprosić Go i poprosić o to, czego potrzebuję. Z tegorocznej oazy wynoszę również głębokie doświadczenie Bożej miłości. Jeszcze niedawno trudno było mi ją dostrzegać, dziś widzę ją w swojej codzienności – zaznacza.
W ciszy i tańcu
Uczestnicy rekolekcji w Wisznicach wzięli też udział w Dniu Wspólnoty w Radzyniu Podlaskim. Spotkali się tam wszyscy uczestnicy turnusów odbywających się w drugiej połowie lipca na terenie diecezji.
– Na oazie nauczyłam się, że Boga można uwielbiać nie tylko w ciszy i skupieniu, ale także śpiewem, tańcem i radością. Tego właśnie doświadczyliśmy podczas dnia wspólnoty – przyznaje Nina Szuchnik.
Justyna, podobnie jak wielu jej znajomych z RŚŻ, podpisała w Radzyniu deklarację Krucjaty Wyzwolenia Człowieka na kolejny rok. – Wcześniej chyba nie do końca rozumiałam jej sens. Tu chodzi nie tylko o to, by nie pić alkoholu, nie kupować go i nie częstować nim innych. To przede wszystkim szkoła miłości bliźniego i rezygnacji z oceniania oraz krytykowania drugiego człowieka – wyjaśnia.
Nauka życia
A jak lipcowy turnus ocenia moderator? – Muszę przyznać, że treści, które przekazujemy, naprawdę trafiają do młodych ludzi i kształtują ich sposób myślenia oraz postępowania. Z każdym dniem coraz wyraźniej widać zachodzącą w nich przemianę, szczególnie w relacjach z innymi. Ten czas pomaga także odkrywać prawdę o sobie i o drugim człowieku. Zawsze powtarzam, że na początku można jeszcze trochę poudawać i starać się być miłym dla wszystkich, ale po kilku dniach wychodzi z nas to, jacy naprawdę jesteśmy. Charakter, wysiłek duchowy i zwykłe zmęczenie robią swoje – zauważa ks. I. Juśkiewicz.
Podkreśla, że w miarę kolejnych dni utrwalają się też dobre owoce rekolekcji. – Wielu rzeczy trzeba się po prostu nauczyć: jak przeżywać namiot spotkania, modlić się Liturgią godzin, świadomie uczestniczyć we Mszy św., śpiewać czy rozmawiać z drugim człowiekiem. U większości uczestników rodzi się fascynacja liturgią. Dzisiaj wybieramy się na wyprawę ewangelizacyjną. Będziemy opowiadać mieszkańcom Wisznic o tym, czego tutaj doświadczyliśmy i dzielić się świadectwem wiary. Takie inicjatywy naprawdę ożywiają młodych. Gdyby zostawić ich samym sobie, zapewne sporą część dnia spędziliby przed telefonami. Nie odbieramy im ich, ale staramy się tak organizować każdy dzień, by odkrywali wartość spotkań, modlitwy i wspólnego działania. Dzięki temu przekonują się, że można ciekawie i wartościowo przeżyć czas także bez ciągłego sięgania po multimedia – wyjaśnia.
Dodaje, że oaza jest również szkołą codziennego życia. – Każdy ma tutaj swoje obowiązki. Trzeba posprzątać po posiłku, zadbać o porządek w pokoju czy pomóc innym. Dla niektórych to pierwsza okazja, by nauczyć się korzystać z miotły albo mopa. Takie proste czynności uczą odpowiedzialności za wspólnotę. Najpiękniejszym owocem jest jednak nawrócenie. Młodzi często przyjeżdżają dla znajomych, dobrej atmosfery czy wspólnego wyjazdu. Jeśli jednak pozwolą Bogu działać w swoim życiu, zostają już z zupełnie innego powodu. Przychodzą dla ludzi, a zostają dla Boga. Ta przemiana dokonuje się stopniowo, ale jest warta każdego wysiłku – podsumowuje ks. I. Juśkiewicz.
Agnieszka Wawryniuk