Aktualności
Czy tzw. Koalicja 13 grudnia spycha Polskę w gospodarczą przepaść? - felieton senatora G. Biereckiego

Czy tzw. Koalicja 13 grudnia spycha Polskę w gospodarczą przepaść? – felieton senatora G. Biereckiego

W zarządzaniu państwem liczby zawsze mówią prawdę, obnażając każdą, nawet najbardziej kunsztownie utkaną polityczną propagandę.

Od wielu miesięcy ostrzegaliśmy, że powrót do władzy ekipy Donalda Tuska będzie oznaczał dramatyczny powrót do nieodpowiedzialnego zadłużania Polski. Dziś te niezbyt przyjemne scenariusze nie tylko stają się rzeczywistością, lecz wręcz przybierają skalę, która zagraża bezpieczeństwu ekonomicznemu naszej Ojczyzny i suwerenności przyszłych pokoleń.

Z najnowszych, chłodnych analiz ekspertów ekonomicznych – co dobitnie wybrzmiało w wywiadzie z głównym ekonomistą VeloBanku Piotrem Arakiem – wyłania się obraz naprawdę niepokojący. Wszystko wskazuje na to, że jeśli obecna polityka finansowa rządu nie ulegnie natychmiastowej zmianie, na koniec 2027 r. dług publiczny naszego kraju poszybuje do niewyobrażalnego poziomu ponad 70% w relacji do produktu krajowego brutto. Już teraz oficjalnie przekroczyliśmy próg 60% długu w relacji do PKB, nie spełniając tym samym kryteriów z Maastricht i zbliżając się do złamania zapisów polskiej konstytucji. Co więcej – Polska zanotowała trzeci najwyższy przyrost zadłużenia rok do roku w całej Unii Europejskiej, wyprzedzając pod tym niechlubnym względem niemal wszystkich z wyjątkiem Finlandii i Bułgarii.

Obecny deficyt budżetowy utrzymuje się na drastycznym poziomie około 6% PKB, a trajektoria jego narastania jest niezwykle niebezpieczna. Zamiast zaproponowania odpowiedzialnego planu naprawczego politycy rządzącej koalicji wciąż mamią wyborców obietnicami podwyżki kwoty wolnej od podatku czy zmian w progach podatkowych. Ekonomiści nie mają złudzeń: realizacja tych luźnych obietnic sprawiłaby, że ścieżka redukcji gigantycznego deficytu całkowicie by się załamała. Pamiętajmy, że znajdujemy się w unijnej procedurze nadmiernego deficytu i bilans fiskalny Polski jest obecnie jednym z najgorszych w UE. Kontynuowanie tej drogi może nas narazić – po raz pierwszy w historii – na ostre sankcje ze strony Komisji Europejskiej oraz obniżenie ratingów.

Ta finansowa nieudolność na szczeblach władzy ma swoje przełożenie na realną gospodarkę i życie ciężko pracujących Polaków. Z najnowszych danych wynika, że nasze rolnictwo może właśnie doświadczać jednego z najgorszych lat w ciągu ostatnich dwóch dekad. Ceny skupu podstawowych produktów dramatycznie spadają – w przypadku owsa, mleka i wieprzowiny obniżki przekroczyły 20% rok do roku. To nie tylko efekt urodzaju, lecz bezpośredni rezultat liberalizacji importu z krajów Mercosur oraz z Ukrainy. Zamiast stabilności polskiemu rolnikowi oferuje się kolejne miesiące pogarszających się perspektyw finansowych.

Równie ponure nastroje panują w polskim przemyśle, w którym wciąż przeważają pesymiści. Wiele firm, zwłaszcza tych uzależnionych od eksportu na jednolity rynek unijny i do ogarniętej stagnacją gospodarki niemieckiej, ma fatalne wyniki finansowe. Przedsiębiorstwa te zmuszone są do bolesnej restrukturyzacji, a część z nich po prostu przestaje istnieć.

Przekroczenie progu 70% PKB to oddanie naszej niezależności w ręce zagranicznych wierzycieli i unijnych biurokratów. To oni będą nam dyktować, gdzie mamy ciąć wydatki, jak bardzo podnieść podatki i które inwestycje zamrozić. Na taki dyktat nie ma i nigdy nie będzie naszej zgody. Jako merytoryczna opozycja będziemy w Senacie bezwzględnie punktować tę finansową nieudolność i stawać w obronie polskiego kapitału.