Aktualności
Rozważanie na niedzielę: Kto straci swe życie…

Rozważanie na niedzielę: Kto straci swe życie…

Szymon Piotr do tego stopnia nie potrafił pojąć słów Chrystusa zapowiadających krzyż, że „wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty”.

Zapowiedź męki i śmierci Pana była czymś, co w tamtym momencie przerastało sposób myślenia apostoła. Jego wiara nie była jeszcze wystarczająco dojrzała – chociaż chodził już po wodzie, to przecież zaczął także tonąć. Piotr również nie nosił w sobie jeszcze paschalnej nadziei. Ta zrodzi się w nim dopiero po doświadczeniu zmartwychwstania Pana. Przede wszystkim zaś Piotr nie miał wystarczającej miłości do Chrystusa. Będzie w stanie ją wyznać dopiero nad Jeziorem Galilejskim, świadomy własnej słabości. Piotr spod Cezarei Filipowej to ktoś, kto zdecydowanie musi dorosnąć do słów, które dopiero co usłyszał: „ty jesteś Petros”. By faktycznie stać się „skałą”, na której Pan będzie budował Kościół, apostoł będzie potrzebował przejść jeszcze długą drogę. Będzie to zaś droga krzyża – jedyna droga, na której człowiek może nauczyć się miłości.

Chrystus, umierając na krzyżu, w doskonały sposób objawił miłość Boga do człowieka. Krzyż jest także drogowskazem, który Pan nam pozostawił. Podczas ostatniej wieczerzy zaprosił przecież każdego z nas, abyśmy miłowali się tak, jak On nas umiłował… Zaprosił nas zatem do miłości, która ma kształt krzyża. W taki sposób jest zaś zdolny kochać tylko ktoś, kto sam doświadczył, że jest umiłowany. Słowa o zapieraniu się samego siebie, niesieniu krzyża oraz traceniu życia mogą wydawać się zbyt trudne. Każdy z nas nosi w sobie przecież naturalne pragnienie, by zachować życie. Miłość jednak zmienia wszystko. Kto spotkał miłość Boga, miłość „ukrzyżowaną”, ten staje się zdolny do ofiary, a nawet zaczyna pragnąć, by własne życie uczynić darem. Ten, kto kocha, rozumie, jak można odnaleźć życie, tracąc je dla drugiego. Ten, kto kocha, posiada siebie, dając siebie. Na miłość bowiem odpowiada się tylko miłością.

Prorok Jeremiasz z pierwszego czytania odkrywa przed nami tajemnicę własnej relacji z Bogiem. Mówi o palącym go wewnętrznym ogniu, przez który nie jest w stanie milczeć, nawet gdy głoszenie słów Pana sprowadza na niego cierpienie. Jest gotowy cierpieć, ponieważ kocha… Ogień rozpalający jego serce jest ogniem miłości. „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” – wyznaje prorok. W słowach tych można z jednej strony odczytać pewien wewnętrzny dramat. Z drugiej zaś strony są to słowa człowieka, który jest szczęśliwy, ponieważ oddał swoje życie z miłości. Starotestamentalny Jeremiasz nie tylko słowami, ale także własną historią zapowiadał misterium Chrystusowego krzyża. Podobnie i my jesteśmy powołani, by nasze życie stało się dla świata znakiem tej jedynej i największej miłości – miłości „ukrzyżowanej”.

Ks. Kamil E. Duszek