Na wnuczka, policjanta, funkcjonariusza CBŚ, pracownika poczty,
żołnierza, znajomego z facebooka. Oszuści nie próżnują. Wciąż
opracowują nowe metody wyłudzania pieniędzy, a stare modyfikują w
taki sposób, by nie wzbudzać podejrzeń.
W ostatnich miesiącach wystąpił prawdziwy wysyp nowych prób wyłudzeń
pieniędzy. Złodzieje podszywają się pod pracowników firm
telekomunikacyjnych, kurierów, komorników, wnuczków czy policję.
Ofiarami są nie tylko seniorzy. Praktycznie nie ma tygodnia, by na
policję nie docierały zgłoszenia oszukanych lub próbach oszustwa.
Najczęściej na celowniku przestępców znajdują się osoby starsze. W
ich przypadku chyba największą skalę przybrała metoda na wnuczka. Jej
scenariusz zwykle jest podobny. W mieszkaniu starszej osoby dzwoni
telefon. Rozmówca przedstawia się jako wnuk, kuzyn itd. Tłumaczy, że
popadł w kłopoty, np. miał wypadek, jest chory, lub mówi, iż trafiła
mu się niepowtarzalna okazja, np. zakup mieszkania. Następnie prosi o
natychmiastową pomoc finansową, prowadząc rozmowę w taki sposób, by
od swojej ofiary wyciągnąć jak najwięcej informacji.
Już po raz szósty odbyły się Radzyńskie Dni Fotografii.
Wydarzenie, którego celem jest m.in. integracja środowiska twórców i
odbiorców fotografii, przyciągnęło nie tylko zawodowców, ale i
pasjonatów.
Dwudniowe święto fotografii otworzył 23 kwietnia Robert Mazurek,
dyrektor Radzyńskiego Ośrodka Kultury, witając zgromadzonych w sali
kameralnej ROK i dziękując członkom Radzyńskiego Klubu
Fotograficznego „Klatka”, który od 20 lat promują tę się dziedzinę
sztuki. Wydarzenie zainaugurował wykład prof. Zbigniewa Treppy pt.
„Całun Turyński - znak spełnionej ofiary”. W temat wprowadził
zebranych prezes radzyńskiej „Klatki” Tomasz Młynarczyk, który
przedstawił zaproszonego gościa. Prof. Treppa to absolwent wydziału
teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, obecnie kieruje
Zakładem Antropologii Obrazu Uniwersytetu Gdańskiego. Fotografik i
naukowiec od lat bada relikwie męki Pańskiej - Całun Turyński i
Chustę z Manopello, którym poświęcił kilka swoich książek.
Rozmowa z o. Michałem Leganem OSPPE, rzecznikiem prasowym Jasnej
Góry.
Ojcze, co daje nam prawo nazywać Matkę Bożą Królową Polski?
Odpowiedź może mieć charakter historyczny i wtedy trzeba wspomnieć o
pierwszych polskich kościołach budowanych pod wezwaniem Matki Bożej,
o najstarszym hymnie „Bogurodzica”, ślubach Jana Kazimierza, potopie
szwedzkim, Konstytucji 3 maja czy napisanych przez kard. Stefana
Wyszyńskiego Jasnogórskich Ślubach Narodu Polskiego. Warto również
pamiętać o o. Juliuszu Mancinellim, włoskim duchownym, któremu
ukazała się Maryja, mówiąc, że chce być Królową Polski, a także o
wielu, wielu innych wydarzeniach. Jednak najprostsza odpowiedź na to
pytanie to tzw. odpowiedź serca, czyli trwające od wieków
przekonanie, że dzieje Polski nierozerwalnie związane są z dziejami
sanktuarium jasnogórskiego i Matką Bożą.
„Czyń, co chcesz, rozdawaj łaski, jak chcesz, komu chcesz i kiedy
chcesz” - powiedział Jezus do św. s. Faustyny Kowalskiej. A ona mocno
wzięła sobie słowa swojego Mistrza do serca i wciąż odpowiada na nie
z wielkim zaangażowaniem. Potwierdzają to dziesiątki tysięcy
świadectw, które napływają do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w
Łagiewnikach.
Gdyby przeliczyć te wszystkie listy i maile na dni w roku, to można
powiedzieć, że nie ma ani jednego, w którym ludzie nie doznaliby
szczególnej miłości Boga. Bo przecież te cuda i łaski to nic innego
jak jej znaki, żywy dowód skuteczności działania Miłosierdzia Bożego
- zauważa s. Elżbieta Siepak, rzecznik Zgromadzenia Sióstr Matki
Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, dodając, iż orędzie
Jezusa Miłosiernego za pośrednictwem św. s. Faustyny rozprzestrzenia
się po całym świecie, dotykając wielu serc i sprawiając, że coraz
więcej ludzi prostuje ścieżki swego życia i otwarcie wyznaje: Jezu,
ufam Tobie! A wtedy dzieją się cuda…
Muzeum Regionalne w Łukowie od lat uczy malować pisanki. - Nie
podążamy jednak za modą, ale staramy się kultywować tradycje ziemi
łukowskiej - podkreśla Edyta Sak, twórczyni ludowa, która od dawna
prowadzi warsztaty, podczas których chętni uczą się zdobienia
wielkanocnych jaj.
W kulturze chrześcijańskiej jajko jest symbolem życia. To prawda. Ale
malowania pisanek nie wymyślili chrześcijanie. Początki tego zwyczaju
historycy dostrzegli już na terenie sumeryjskiej Mezopotamii. Był on
także obecny w Cesarstwie Rzymskim czy w Egipcie. Do Europy tradycja
ta przywędrowała dzięki Persom. Na ziemiach polskich pierwsze pisanki
powstały w X w. Odkryto je na opolskim Ostrówku. Początkowo pełniły
ważną rolę w kulturze ludowej. Były symbolem zdrowia, miłości i
życia. Zabezpieczały także przed złem. Dopiero później, wraz z
przyjęciem chrześcijaństwa, zaczęto je kojarzyć z Wielkanocą i
zmartwychwstaniem Pańskim.
Ojciec ubogich, miłosierny samarytanin czasów powojennych,
wspaniały wykładowca, przywiązany do Kościoła obrońca wiary
katolickiej - taki obraz bp. Ignacego Świrskiego, pasterza diecezji
siedleckiej w latach 1946-1968, wyłania się z dokumentów, jakie
zaprezentowano 24 marca podczas odbywającej się w Wyższym Seminarium
Duchownym Diecezji Siedleckiej konferencji pt. „Sługa Boży bp Ignacy
Świrski w źródłach archiwalnych”.
Wydarzenie honorowym patronatem objęli: biskup siedlecki Kazimierz
Gurda, rektor Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach
prof. Mirosław Minkina, rektor WSD ks. kan. dr Piotr Paćkowski.
Konferencja odbyła się dokładnie w czwartą rocznicę rozpoczęcia
procesu beatyfikacyjnego bp. Świrskiego i stała się okazją do
zaprezentowania wydania książkowego „Listów pasterskich i orędzi bp.
Świrskiego”.
Ma dyplomy z matematyki oraz Akademii Sztuk Pięknych. Jest osobą
kreatywną, która szuka nowych pomysłów i inspiruje się zarówno
tradycją, jak i nowoczesnością. 18 marca w Miejskiej Bibliotece
Publicznej w Białej Podlaskiej Monika Trypuz przybliżyła niezwykłą
sztuką tkacką.
Nadbużański perebor, bo o nim mowa, to element zdobniczy powstający
na tkaninie, wybierany deseczką na osnowie i przetykany kolorowym
wątkiem tworzącym wzór. Służy do zdobienia spódnic, koszul, rękawów.
Podczas spotkania w MBP M. Trypuz w swojej prezentacji omówiła ogólną
charakterystykę pereborów, ich zróżnicowanie w zależności od regionów
występowania. Przypomniała także, skąd wywodzi się ten typ wzornictwa
na terenach Lubelszczyzny, a także opowiedziała o swojej fascynacji
tą techniką, którą stosuje, projektując i szyjąc odzież.
W piątek 18 marca, o 16.00, w dziale wiedzy o regionie Miejskiej
Biblioteki Publicznej w Białej Podlaskiej odbędzie się spotkanie pt.
„Podlaskie perebory dawniej i dziś”.
Plebanie, dom rekolekcyjny w Siedlanowie, centrum duszpasterstwa
młodzieży - to tutaj Kościół siedlecki zaprasza uchodźców z Ukrainy,
by dać im tymczasowy dach nad głową, pozwolić odpocząć, zebrać siły,
żyć. Wsparcie materialne i modlitewne realizowane jest od pierwszego
dnia wojny za pośrednictwem diecezjalnej Caritas.
Z kościołów płyną nie tylko modlitwy o pokój na Ukrainie i śpiewana
na kolanach suplikacja „Święty Boże, święty mocny”, ale też konkretna
pomoc dla naszych sąsiadów zaatakowanych przez Rosję. To odpowiedź na
apel biskupa siedleckiego Kazimierza Gurdy, który już w pierwszych
dniach wojny zwrócił się do księży i wiernych o wsparcie uchodźców. W
wymiarze diecezjalnym organizacją pomocy i koordynacją działań z nią
związanych zajmuje się Caritas. - To wszystko musi być mądrze
zaplanowane. Chodzi o to, by nie doszło do chaosu, szczególnie przy
przyjmowania uchodźców i ich rejestracji.