Camino, które zmienia smak życia
Po tej drodze życie już nigdy nie smakuje tak samo. Przekonał się o tym 23-letni Maciej Żelazny z Kaliłowa koło Białej Podlaskiej, który samotnie przeszedł ponad 4 tys. km z rodzinnego domu aż do Santiago de Compostela. Historia Camino de Santiago sięga IX w. To wtedy odkryto domniemany grób św. Jakuba Apostoła, a do Santiago wyruszył pierwszy pielgrzym - francuski biskup.
Dziś miasto w Galicji uznawane jest za trzecie najważniejsze miejsce chrześcijańskiego pielgrzymowania, zaraz po Jerozolimie i Rzymie. W ostatnich latach Camino przeżywa prawdziwy renesans. Wyruszają na nie wierzący i poszukujący, młodzi i starsi, ci, którzy chcą spotkać Boga, oraz ci, którzy próbują zmierzyć się z samym sobą i życiowym bagażem.
Dlatego podążają za żółtymi strzałkami do grobu św. Jakuba. Do odpowiedzi na pytania, których często nie potrafią nawet sformułować.
Marzenie z dzieciństwa
Każda pielgrzymka zaczyna się od wezwania. Niekoniecznie spektakularnego, jak powołanie Abrahama. Czasem decyzja dojrzewa latami, po cichu, bez fajerwerków. Tak właśnie było w przypadku Macieja. – Już od dziecka miałem zamiar, żeby zrobić taką wyprawę. Camino de Santiago było na mojej liście marzeń. Można powiedzieć, że zaprojektowałem tę przygodę w swoim sercu lata wcześniej – mówi.
Inspiracją stały się dla niego podróże Cheryl Strayed, autorki książki „Dzika droga”, opisującej samotną wędrówkę liczącą ponad 4 tys. ...
DY