Kościół
PIXABAY.COM
PIXABAY.COM

Cierpisz? Tym lepiej!

Dialogi o cierpieniu i umieraniu z Hiobem

Poniższy tekst jest konglomeratem doświadczeń autora. Pierwszym takim doświadczeniem było towarzyszenie w chorobie i umieraniu 13-letniej Asi i jej rodzicom na oddziale onkologii w Łodzi (1993-1994). Zmarła 19 sierpnia 1995 r. w swoim rodzinnym domu w Pabianicach. W dniu, gdy - jak co roku - wychodziła 527 Pabianicka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. „Poszła na spotkanie swej niebieskiej Matki” - stwierdziła wtedy jej ziemska mama. Drugie doświadczenie to 32-letnia kobieta (mąż buddysta), z którą autor rozmawiał na oddziale hematologii w Warszawie.

„Niech siostra zabierze to jedzenie. Nie jestem w stanie nic przełknąć”. „Ależ, pani Dominiko – z dezaprobatą w głosie powiedziała pielęgniarka – musi pani coś zjeść”. „Nie dam rady. Wszystko mnie boli. Nawet włosy, wydaje mi się, że wyrywają się z bólu”. „Był mąż? Zdaje się, że miał dziś panią odwiedzić?”. „Tak, był” – odpowiedziała bez entuzjazmu. „Ale przecież – dodała pielęgniarka – on powinien jakoś panią wspierać?”. „Wspiera – odparła Dominika – ale po swojemu”. „To znaczy?” – zdziwiła się pielęgniarka. „Mój mąż jest buddystą i zupełnie inaczej pojmuje cierpienie niż katolicy”.

Pielęgniarka odeszła niepocieszona od łóżka chorej na nowotwór trzydziestoparolatki. Krańcowe stadium raka z przerzutami. Po ludzku sytuacja beznadziejna. Dominika została sama w pokoju, a przed nią stała perspektywa kolejnej nieprzespanej nocy z natrętnymi myślami o mężu, dzieciach, o wszystkim, co za chwilę straci. „Dlaczego ja?” – pytanie, które rozbrzmiewa niemal zawsze w takich doświadczeniach. „Co ja złego zrobiłam – Boże, jeśli jesteś – czym zgrzeszyłam, że mnie tak karzesz?! A może gdybym zaczęła Cię bardziej słuchać niż doradców tego świata? Boże! Tylu bandytów chodzi po ziemi i nic złego im się nie dzieje! Tylu zbrodniarzy dożywa późnej starości w szczęściu i dobrobycie! Boże, dlaczego ja? Tak «nagradzasz» za uczciwe życie?”. Mijały godziny… Po podanych środkach przeciwbólowych nie zostało nawet wspomnienie. Ból narastał. Sięgnęła po przycisk dzwonka. Z korytarza dobiegł głos dyżurującej pielęgniarki: „Pan Jan z czwórki właśnie zmarł”. „Oto moja jedyna perspektywa” – zaszlochała Dominika. ...

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł