Dygot
„Nudzę się!”- zapewne wielu rodziców kilku- i nastolatków dziesiątki razy słyszało te słowa. W domu, w szkole, w kościele. Nauczyciele wiedzą, że jeśli mają do omówienia ważny temat na lekcji, stają przed koniecznością „wstrzelenia się” w otwarte na krótko okienko uwagi: nie za wcześnie, nie za późno.
Mają świadomość, że muszą podać kwestię krótko, na tyle intensywnie, by zapadła w pamięć, ponieważ za chwilę zdolność percepcji zniknie – stopień koncentracji spadnie na tyle, że skuteczność mówienia będzie przypominać co najwyżej bezsensowne gadanie do ściany.
Problem notorycznego zmęczenia, spadku koncentracji, wewnętrznej granicy w przyswajaniu informacji dotyka nie tylko dzieci. Mamy z tym problem wszyscy. Szukamy przyczyn owego stanu w konieczności zmagania się z absurdami codzienności, rosnącym tempie życia, pogarszających się relacjach interpersonalnych czy gwałtownych skokach ciśnienia atmosferycznego i pogodowych anomaliach itd. Nie wydaje się jednak, by te i inne przyczyny w istotny sposób wpływały na nasz dobrostan. Dekady temu wcale nie żyło się łatwiej, frukty same nie spadały z nieba. Ludzie, jak to ludzie, byli lepsi i gorsi, mądrzejsi i głupsi. Szarobura rzeczywistość daleka była od wyobrażeń ziemskiego raju. Ale żyło się inaczej. Wolniej. ...
Ks. Paweł Siedlanowski